Widzieliśmy Cyberpunk 2077 - wrażenia z pokazu najnowszego dema (PC)
Podobnie jak w ubiegłym roku, po powrocie z targów E3, studio CD Projekt RED zorganizowało zamknięty pokaz rozgrywki Cyberpunka 2077 dla rodzimej prasy oraz inwestorów. Raz jeszcze odwiedziliśmy warszawskie studio, by przekonać się jak polska superprodukcja zdołała się przez ten czas zmienić. Tym razem zaprezentowano dużo bardziej zróżnicowany fragment gry, bogaty w masę wywołujących dreszczyk nawiązań do papierowego Cyberpunka 2020 i nie tylko. Pojawiły się rozmaite podejścia do wykonania misji, różne archetypy kierowanej postaci oraz nieco więcej interakcji w samym otwartym świecie. Są jednak pewne elementy, o które można się martwić i o dziwo dotyczą one tego, co CD Projekt RED robiło jak dotąd najlepiej.
Studio RED przygotowało specjalną wersję gry na potrzeby prezentacji, aby móc ukazać misje z różnych perspektyw. Pierwszy styl rozgrywki, jaki zademonstrowano, to męski V rozwinięty w kierunku profesji netrunnera (hakera), lekkiego uzbrojenia i szybkości, który przez większość czasu podchodził do zadań skradając się. Druga wersja to zaś żeńska V w postaci ciężkiego solo z solidnym opancerzeniem, silnymi cybernetycznymi rękoma oraz mocniejszym uzbrojeniem. Prezentowane postacie były dość dobrze rozwinięte, gdyż podczas rozgrywki wskakiwały na 19 poziom tradycyjnego doświadczenia oraz na 12 poziom "street cred", czyli współczynnika odpowiedzialnego za naszą reputację i progresję w otwartym świecie.
Demo zaprogramowano tak, że osoba grająca przełączała się między archetypami, pokazując część tych samych fragmentów i rozgrywając je w innym stylu (w finalnej grze przełączanie się między postaciami nie będzie miało miejsca). Wygląda to naprawdę solidnie, gdyż nie chodzi tutaj wyłącznie o kwestię przejścia etapu po cichu lub prowokując krwawą zadymę. Projektanci sięgają dużo głębiej, oferując mnogość opcji w kwestii walki, eksploracji, czy interakcji w każdym z tych wariantów, a i tak pokazano nam zaledwie ułamek dostępnego uzbrojenia i zdolności. Opcji będzie całe mnóstwo i, bez wątpienia, Cyberpunk 2077 będzie zachwycał nieliniowością w rozgrywaniu zadań. Miłośnicy broni palnej, białej, hakowania oraz skradania znajdą tutaj coś dla siebie. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że grę można przejść bez zabijania kogokolwiek, lecz będzie to wymagało szczególnej czujności, zwłaszcza w konwersacjach.
Mimo różnych podejść, prezentowany fragment fabuły opierał się na tematyce hakerskiej, wskrzeszając emocjonujące wątki z Cyberpunka 2020. Oczywiście kluczową rolę odgrywa tutaj Johnny Silverhand (Keanu Reeves), który został zespolony z cybernetyką V za pomocą tajemniczego implantu. Legendarny rockman pojawia się w postaci projekcji cyfrowej świadomości, którą widzi tylko V. Johnny rzuca kąśliwymi komentarzami w stronę naszej postaci, czasem wtrąci coś kiedy rozmawiamy z kimś innym lub zwyczajnie stoi obok przyglądając się sytuacji. W ogrywanym fragmencie nie było jednak okazji by posłuchać go dłużej. Kilka sytuacji z Silverhandem zdołało jednak dowieść, że będziemy mieć do czynienia z zawadiaką, cynikiem i osobą o trudnych do odczytania motywacjach. Na pewno nie sprawia on wrażenia kogoś, komu można bez wahania zaufać. W samych dialogach, nawet w wykonaniu Keanu, trącało jednak kiczem i niestety specjalnie się one nie wyróżniały. W pokazanym fragmencie Johnny bardziej zawadzał swoją "glitchującą się sylwetką" (zamierzony efekt wizualny) niż wnosił coś istotnego do wątku.
Pojawia się również temat wszczepu nieśmiertelności, który stanowi główną tajemnicę fabuły Cyberpunka 2077. V musi się dowiedzieć więcej na temat tej tajemniczej technologii, dlatego pragnie dotrzeć do Brigitte, liderki grupy Voodoo Boys, specjalistów od netrunningu. Doprowadzi ją do niej jej podwładny, Placide, lecz uprzednio mężczyzna chce abyśmy wykonali dla niego zadanie. Trafiamy do opuszczonego kompleksu budynków w dzielnicy Pacifica, gdzie rezyduje gang zwany Animals, czyli napakowani ciężką cybernetyką i sterydami ludzie. Kiedy już trafiamy do samej Brigitte, V wskakuje do wanny z lodem (wejście do sieci mocno obciąża hakerskie wszczepy, więc lód ma zapobiec przegrzaniu się organizmu) i razem z ekipą hakerów przenosi się do zrujnowanej cyberprzestrzeni. Celem jest odszukanie Alt Cunningham, legendarnej netrunnerki, która przebywa w odmętach sieci za zaporą, zza której nie powrócił żaden z wielu hakerów, którzy odważyli się tam wejść. Ekipa używa oprogramowania z Johnnym, ukochanym Cunningam, jako przynęty, gdyż trudno stwierdzić, w jakim stanie jest jej umysł po kilkudziesięciu latach przebywania wśród wirusów i wrogich jednostek sztucznej inteligencji. Tak w skrócie prezentuje się przedstawiony wątek i mimo że sama tematyka jest ekscytująca, przebieg i narracja prezentowały się niestety dość topornie, a momentami wręcz sztampowo.
Zademonstrowany fragment Cyberpunka 2077 niestety nie zachwycił mnie kwestią napisanej fabuły i postaci. Oczywiście samo tło rozgrywających się wydarzeń wywoływało ciarki, zwłaszcza w momencie, gdy wspomniano o Alt Cunningham albo kiedy V weszła do cybeprzestrzeni. Poza tym rozgrywane zadanie nie potrafiło sprawić, abym się wczuł w przebieg wydarzeń. Dialogi niestety nie powalały jakością, zwłaszcza w przypadku Placide’a, Brigitte oraz męskiego V - wydawali się oni dość nudni i przewidywalni. W momencie kiedy akcja przeskoczyła do żeńskiej V, od razu miło było usłyszeć tę charakterną i energiczną dziewczynę z ubiegłorocznego dema, której głosu użycza Cherami Leigh, aktorka dubbingowa znana między innymi z ról Makoto w Personie 5 oraz androidki A2 w NieR: Automata. Ta wersja V wypada wyśmienicie, czujemy, że bohaterka chce każdemu skopać tyłek i nawet w konwersacji z Johnnym można było zauważyć pewną więź, jakiej brakowało w przypadku generycznego, męskiego V. Narracja w pokazanym fragmencie była jednak bardzo chaotyczna, a niektóre kwestie, zwłaszcza podczas rozmów z męczącym Placidem, wręcz irytujące. Zwyczajnie rzecz ujmując, ukazany etap niczym się nie wyróżnił, a zaskoczył licznymi kliszami, których zazwyczaj u REDów prawie nie było. Miejmy nadzieję, że to po prostu słabszy fragment, które w Wiedźminie również się zdarzały.
Z drugiej jednak strony, widząc sam system prowadzenia dialogów, a w zasadzie ich rozgrywania, jestem pod ogromnym wrażeniem pracy jaką tutaj wykonano. Mamy kontrolę nad postacią, rozmaite dodatkowe opcje dzięki konkretnemu pochodzeniu, algorytm modyfikujący konwersację na podstawie naszych wyborów oraz wiele zaskakujących nas sytuacji, na które musimy reagować podczas rozmów. Pokuszę się o stwierdzenie, że pod tym względem Cyberpunk 2077 wprowadza prawdziwą innowację w gatunku RPG i ustawi poprzeczkę dla konkurencji piekielnie wysoko. Wydaje mi się jednak, że poprzez tę mnogość opcji, rozgałęzień wątków oraz skalę projektu, sama jakość scenariusza może się nieco rozmyć, gdyż takie wrażenie sprawiał etap, który obejrzałem. Motyw odgrywania roli będzie naprawdę potężnym atutem Cyberpunka 2077, lecz skala tego przedsięwzięcia i ilość zmiennych mogą się odbić na spójności narracji i sprawić, że wymknie się ona spod kontroli.
PodglądBICodeURLIMGCytatSpoiler