Pierwsze wrażenia z zamkniętej bety Valorant - FPS-a od twórców League of Legends


Kawira @ 12:09 19.04.2020
Maciej "Kawira" Domański

Strasznie archaiczny i paskudny klon antycznej gry, który jakimś cudem jest jeszcze gorszy od pierwowzoru.

Riot Games ostatnio zajmuje się agresywną ekspansją, wydając po 10 latach istnienia League of Legends nowe gry. Wpierw pojawiła się beta karcianki Legends of Runeterra, teraz zaś przyszła kolej na strzelankę w stylu Counter Strike’a niepowiązaną z Runeterrą. Projekt ma być shooterem free2play zarabiającym wyłącznie na kosmetyce (z czego zresztą firma jest bardzo znana).

Przyznam, że nie byłem jakoś pozytywnie nastawiony do zamkniętych testów Valorant, ale z moim doświadczeniem w grach pokroju Counter Strike: Global Offensive i Rainbow Six: Siege byłem gotów zmierzyć się z „duchowym następcą” tego pierwszego. Podobnie jak w CS:GO, zamysł jest taki, że jedna drużyna ma podłożyć bombę w jednej ze specjalnych lokacji, a druga stara się do tego nie dopuścić. Oczywiście pełne wybicie drugiego oddziału również wygrywa rundę. Mimo to gra mnie bardzo zaskoczyła, choć niestety negatywnie.

Zacznę jednak od czegoś innego. Klient korzysta z tego samego „odpalacza”, co poprzednie tytuły, unifikując system logowania oraz wprowadzając porządek. Podobnie jednak jak w LoR, nie korzystamy dalej z zewnętrznej aplikacji, ale od razu lądujemy w samej grze. Muzyczka przygrywa całkiem OK, menusy wyglądają bardzo dobrze oraz są intuicyjnie wykonane. Jak na tak wczesną wersję, otrzymujemy niezłą ilość kosmetyki do odblokowania lub kupienia, zarówno w postaci skórek do broni, jak i avatarów oraz spray’ów znanych np. z Overwatcha.

Do dyspozycji oddano nam 9 postaci, z których 5 możemy używać natychmiast, resztę zaś zdobywamy po prostu grając. Każda posiada 3 normalne umiejętności oraz 1 tzw ultimate. System zapożyczono - poniekąd - z League of Legends z jedną różnicą – najlepszy skill nie ładuje się sam. Musimy zbierać specjalne czarne kule porozrzucane po mapie i zabijać innych graczy. Całość skonstruowano tak, aby używanie „wspomagaczy” było bardzo sytuacyjne. Ponadto nawet podstawowe skille mają ograniczoną ilość użyć, zatem nie opieramy swojej gry na nich, a jedynie się nimi posiłkujemy w odpowiednich sytuacjach.

Różnorodność grywalnych operatorów wypadła bardzo przyzwoicie, zaś dla ułatwienia w rozeznaniu podzielono ich na klasy. Mamy zwiadowców, pojedynkowiczów, kontrolerów, a nawet znalazło się miejsce dla typowego „healera”. Na ten moment nie ma żadnego drafta, a bohaterowie nie mogą się powtarzać tylko w jednej drużynie, co oznacza, że regularnie ścieramy się ze swoją kopią, co - rzecz jasna - jest logiczne przy tak malej ilości komandosów, ale sytuacja być może zmieni się w przyszłości. Z tego co zauważyłem, nikt nie wybija się szczególnie ponad resztę, lecz pamiętajmy, że to dopiero początki i prawdziwa meta zacznie się kształtować za jakiś czas.

No dobra obgadaliśmy fajerwerki. Teraz pora na danie główne, czyli strzelanie. No tu jest niestety dramat. Ekipa z Riot Games pozazdrościła chyba CS-owi sukcesu i praktycznie skopiowała model rozgrywki od Valve. Bardzo szybko widać jednak 2 problemy. Po pierwsze Counter Strike to antyczny, strasznie archaiczny tytuł. Według mnie bezmyślne kopiowanie tych rozwiązań w erze Rainbow Six: Siege oraz fali na bardziej autentycznego Escape From Tarkov jest totalną głupotą, która bardzo szybko odbije się czkawką po krótkotrwałym hypie. Drugi problem jest taki, że jakimś cudem Valorant jest jeszcze bardziej drewniany od swojego poprzednika. Na nic super wysokie odświeżanie serwerów, którym twórcy się tak chwalą, jeśli danie główne jest tak okropne, że wysysa całą przyjemność z grania. Nie ukrywam, że strasznie męczyłem się z tą tragiczną mechaniką strzelania przeklinając na sam tytuł bardziej niż na moich oponentów. Niby w ramach unowocześnienia możemy przybliżyć widok, ale nie ma to większego sensu, bowiem waląc z biodra nie tracimy nic z celności, a odrzut tak czy inaczej jest identyczny. Trudno mi to nawet nazwać normalnym odrzutem, po prostu broń coś tam „rzuca”, ale nie ma to nic wspólnego ani z logiką, ani tym bardziej balistyką. Jako fan dobrej fizyki nie mogę zdzierżyć tak prymitywnej mechaniki w 2020 roku.

Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?