Hideo Kojima, twórca na którego nie zasługujemy, a którego bardzo potrzebujemy


juve @ 20:00 03.03.2020
Patryk "juve" Jankowski
Jestem szczęśliwym, wieloletnim i oddanym użytkownikiem konsol PlayStation. Lubię dopracowane, rozbudowane i ambitne gry wideo z najwyższej półki. Osobiście znam Solid Snake'a, z Larą Croft umawiałem się na randki i mieszkam w Residencji. Rzekłem.

Hideo Kojima, król gatunku skradanek, które wyrosły na Metal Gear Solid w czasach PlayStation. Ekscentryk, egoista, megaloman, frontman i ostatnia, wielka gwiazda branży gier wideo. Tak opisują go fani, a z drugiej strony, jest oskarżany o kicz, słabą rozgrywkę, megalomanię i cwaniactwo. Jak to naprawdę z nim jest?

Hideo Kojima zawsze chciał zostać filmowcem. To z kinowych hitów czerpał inspiracje do tworzenia swoich gier i światów. Gdy po rozstaniu z Konami uzyskał wolność twórczą i stał się niejako niezależny, nie zawahał się użyć swoich umiejętności i spróbować, bez niczyich ograniczeń i kontroli, zrobić coś od siebie, z samych trzewi. I tak powstało Death Stranding.

Czym jest Death Stranding każdy wie, a jeżeli nie wie, to odsyłam go w tym momencie do naszej recenzji gry pod ten adres. W niniejszym tekście nie będę koncentrował się na analizowaniu tej kapitalnej, zdaniem wielu, gry wideo, a filozofii, która za nią stoi. Toku rozumowania twórcy, który przygotowuje grę dla pojedynczego gracza, w której nawet nie ma akcji i to w czasach, kiedy wszyscy chcą grać za darmo, ze znajomymi w sieci i możliwie w jak najprostsze gry wydawane wręcz hurtowo.

Jak to jest, że w dzisiejszych czasach otrzymujemy eksperymentalną produkcję za grube miliony, która jednych porywa, a inni z niej kpią? Jak to jest, że w ogóle w czasach free-to-play, rozgrywek online i gier społecznościowych, przygoda dla jednego gracza ma tak ogromną siłę przebicia w mediach, prasie oraz internecie? I czy aby na pewno branża potrzebuje i rozumie takie przedsięwzięcia?

Porównajmy twórczość Kojimy do filmów, bo przecież jest niespełnionym filmowcem. W USA mało który obraz niebędący z Hollywood cieszy się większą popularnością. Podobnie jest właśnie z Hideo Kojimą i jego ostatnią grą, którą świetnie przyjęto w Japonii oraz Europie, a w Stanach Zjednoczonych została niezrozumiana. Ambitny deweloper nie ukrywał z tego powodu poirytowania i niejednokrotnie wspominał o tym, za co został zaorany i rozjechany przez tamtejszych recenzentów. Okazuje się, że gracze zza oceanu najnormalniej w świecie nie są gotowi i przyzwyczajeni do eksperymentalnych tytułów. Death Stranding opisywano jako nieudolne dzieło, które dobre pomysły podtapia niechlujną rozgrywką i historią.

A może prawda o branży na dzień dzisiejszy jest w innym miejscu? Może podświadomie jesteśmy tak rozleniwieni, że chcemy kolejnych odsłon prostych i niewymagających odsłon serii Assassin's Creed, Call of Duty, Battlefield czy Far Cry? No bo przecież wiemy, czego się spodziewać, znamy uniwersa, schematy rozgrywki... otrzymujemy to, co lubimy, albo inaczej - to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Rokrocznie krytykujemy ludzi, którzy biegną do sklepu wydawać pieniądze na kolejne powtarzalne Call of Duty. Podobnie jest z dziennikarzami, którzy oceniają wyżej to, co lubią i do czego są przyzwyczajeni, a boją się i z niechęcią podchodzą do czegoś innego. Zupełnie świeżego spojrzenia. To co odmienne trudniej jest nam zrozumieć i przyjąć. Dlatego w tym miejscu śmiem twierdzić, że gdyby nie tacy twórcy, jak Hideo Kojima, nasza branża byłaby nudna, powtarzalna i szaro bura.

Sprawdź także:

Death Stranding

Premiera: 08 listopada 2019
PS4, PC

Death Stranding to nowa gra znanego japońskiego producenta, Hideo Kojimy. Autor m.in. marki Metal Gear Solid po opuszczeniu firmy Konami dostał finansowe i techniczne wsp...

Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
3 kudosmrPack   @   20:58, 04.03.2020
Bez względu na to czy komuś się podobają jego gry czy nie, musi przyznać, że są one wyjątkowe i warto czasem się przełamać, zagrać w coś innego niż kolejne te same rok w rok produkowane tytuły.
0 kudosgajda1000   @   14:48, 11.03.2020
Jego gry znałem od 1998 albo i wcześniej. Miałem Metal Gear, zagrywał się w niego mój kumpel na Pleju, ale do mnie te serie jak i Stranding, jakoś nie przemawiają itd. a lubię różne japońce...
1 kudosfebra1976   @   19:17, 11.03.2020
Ja bym tam wolał japoneczki 😊, ale nie oceniam, oj nie. 😉
1 kudosguy_fawkes   @   18:45, 13.03.2020
Nie da się zrozumieć Kojimy na podstawie nawet dzięsiątków artykułów opisujących jego twórczość - to trzeba sprawdzić samemu, oczywiście mając odpowiednio otwarty na japońskie dziwactwa umysł. Dla większości graczy pecetowych jest kojarzony w zasadzie tylko ze słyszenia, bo wydanie pojedynczych gier z serii Metal Gear na blaszaki nie pozwala odpowiednio go poznać. Dość powiedzieć, że naczytałem się wielu gorzkich słów o TPP - bez kontekstu w postaci znajomości reszty historii Big Bossa umknie tutaj masa niuansów. Już nawet abstrahując od fabuły, jest to wybitna skradanka, która poziomem złożoności zjada na śniadanie Splinter Celle, choć zgodzę się, że przez otwartą strukturę świata trochę nudna. Trudno się temu dziwić, skoro to właśnie Hideo wprowadził na salony ten rodzaj zabawy w końcówce lat 80. ubiegłego wieku, na przekór nawet kierownictwu Konami, które pukali się w czoło.

Z twórczością tego niespełnionego filmowca (wystarczy sprawdzić jego konto na Twitterze - połyka kolejne filmy, wspomina klasyki, spotyka się z ludźmi kina) nierozerwalnie wiąże się choćby pojęcie kampy. Gry Kojimy są przegadane, pełne kiczu, ironii, niewybrednego humoru, co stanowi jednocześnie istotę tego prądu artystycznego. Równocześnie ciężko odmówić im przesłania, bo taki MGS1 traktuje o genach, Sons of Liberty o memach (genialnie burzy czwartą ścianę pod koniec)a Snake Eater o patriotyzmie (jeden z najlepszych finałów w historii gier). Generalnie cała seria ma mocno antywojenne, przede wszystkim antynuklearne, przesłanie. Szkoda, że do tej pory nie grałem w Policenauts, ale przeszedłem Zone of The Enders, przy którym Hideo też dłubał.

Do dziś jestem pod wrażeniem niektórych pomysłów z jego gier, jak choćby słynnej walki z Psycho Mantisem czy The End, przy których starcia z bossami-gąbkami na pociski są wręcz żenujące. A takie Death Stranding jeszcze mocniej brnie w oryginalność Kojimy, po tym jak w końcu, w niemiłej przecież atmosferze, został spuszczony ze smyczy Konami. No i się nasz kochany Japończyk realizuje poprzez Death Stranding, które niebawem wyjdzie na PC. Macza też palce w jakimś niezapowiedzianym jeszcze projekcie, a wieść gminna niesie, że to może być Silent Hills.... Zresztą, opublikowane kilka lat temu demo tej produkcji do dziś skrywa w sobie mnóstwo sekretów. I to tylko demo.

Pomyślcie zatem teraz, co jest w stanie zrobić Hideo Kojima z całą grą...*

*Tak, jestem fanboyem. Szczęśliwy