Mass Effect 2 (X360)

ObserwujMam (62)Gram (22)Ukończone (38)Kupię (17)

Recenzja gry Mass Effect 2 (X360)


@ 19.02.2010, 15:07
"Redmeer"

Na początku poproszę o wybaczenie, ponieważ piszę te słowa chwilę po skończeniu przygody komandora Sheparda, a jestem wciąż wręcz gorący od emocji, a ręce me rozdygotane instynktownie szukają xboxowego joypada.

Na początku poproszę o wybaczenie, ponieważ piszę te słowa chwilę po skończeniu przygody komandora Sheparda, a jestem wciąż wręcz gorący od emocji, a ręce me rozdygotane instynktownie szukają xboxowego joypada. Na początku stwierdzę pewną oczywistość - Mass Effect 2 jest grą wielką. Nie tyle z powodu samej objętości, co po prostu dopracowania wszystkich elementów gameplaya tak, coby każdy, nawet mały detal bawił gracza wręcz nieziemsko. Niczym w szkolnej ławce podczas formułowania rozprawki, postaram w "kilku" słowach uzasadnić Wam tezę: Dlaczego Mass Effect 2 zasługuje na najwyższą z możliwych ocen? Bo właśnie taką notę postanowiłem wystawić tej produkcji. Zaciekawieni? No to z werwą!

Już menu główne stylistyką ujmuje zmysły sugestywnym klimatem, charakterystycznym dla serii. Aż chce się kliknąć button "Nowa Gra" i dać nura do kosmosu. BioWare w świetny sposób połączyło tutorial z wstawką fabularną, która pomaga nieco zorientować się w sytuacji nawet graczom, którzy nie mieli okazji zetknąć się z poprzednią odsłoną tejże sagi. Coby za wiele nie prawić o tym, przechadzka po zrujnowanej Normandii finalnie skutkuje wycieczką w otwarty kosmos, dodam że nie do końca planowaną i kontrolowaną. Wiadomo - człowiek, istota słaba, w przestrzeni zdycha jak ryba na powietrzu. Nie inaczej dzieje się z naszym komandorem. Nie oznacza to oczywiście końca przygody - Shepard rozkładał już takich kozaków, że im śmierć pokłony składała. Zgon rzecz jasna następuje, ale w przyszłości można wszystko odwrócić. Truchło komandora odnajduje organizacja Cerberus i doprowadza go do stanu względnej używalności. Shepard został urządzony wręcz pokerowo - uratowali go Ci, którym w przeszłości nie raz skopał dupę. Nie trza być wielkim myślicielem, by zwęszyć tu jakiś interes. Jak to zwykle bywa, dowódca Normandii jest potrzebny do wykonania misji niemożliwej, której powodzenie zadecyduje o losie ludzkości. Skoro już jesteśmy przy fabule, to postaram się nie spoilerować nazbyt, coby Wam przyjemności z własnoręcznego przechodzenia ME2 nie psuć. Powiem tylko, że historia jest bardzo dynamiczna i pomimo tego, że schemat fabularny nie jest jakimś bardzo świeżym pomysłem, to trzyma przy konsoli jak magnes.



Olbrzymi wkład w taki stan rzeczy ma mnogość wyborów, jakich można dokonać w czasie gry. Już ME1 słynęło z bardzo dobrych dialogów, w dużej części opieranych o charakter naszego herosa. Tym razem zamiast punktów Idealisty i Renegata mamy wskaźniki Prawości i Egoizmu. Summa summarum - to samo, ale pod inną nazwą. Odpowiednia wartość danego współczynnika umożliwia użycie w dyskusji dodatkowych argumentów - Shepard prawy będzie próbował spór załagodzić sztuką negocjacji, zaś Egoistyczny sukinkot po prostu rozwali parę czaszek dla świętego spokoju (sam takim właśnie kierunkiem podążyłem:>). Wysoka wartość jednej z postaw gwarantuje spore obniżki u handlarzy, gdyż każdy z nich jest w pewnym stopniu podatny na "sugestie". Świetnym patentem na dramatyzację scenek fabularnych jest danie możliwości pokierowania scenką - w wielu momentach gra daje nam możliwość aktywacji alternatywnego rozwiązania sprawy, "grzecznego" lub nie, zależy od sytuacji. Dla przykładu, możemy powstrzymać naukowca przed zabiciem ucznia, który w tajemnicy przed nim prowadził wymierzone przeciw niemu badania lub dobić chorego kosmitę, zamiast próbować mu pomóc. Dodam, że takowa możliwość pojawią się tylko na kilka sekund (w dolnym rogu ekranu pojawia się specjalna ikona - aktywacji bajeru dokonujemy za pomocą triggera pada). Wszystko oczywiście ma wymierny wpływ na nasze statystki. Podsumowując ten aspekt, świetne, trzymające w napięciu dialogi oraz szeroki wachlarz możliwości fabularnych, niejednokrotnie mających dalekosiężne konsekwencje, niesamowicie buduje klimat.



Nie mniejszy udział w tworzeniu produkcji idealnej ma grafika. Nie martwiąc się o sprzętowe fanaberie, uruchomiłem tytuł na 42 calowym telewizorze w rozdzielczości Full HD. Pierwsze wrażenie było jak najbardziej pozytywne. Tekstury ostre jak brzytwa, wszystko dopracowane, z odpowiednią dawką nieziemskiego designu. Z początku coś mi jednak wyraźnie zawadzało. Konkretyzując - ziarnisty filtr, mający na celu "przybrudzenie" grafiki. Nie powiem, niezmiernie kolidowało to w mej głowie z wizją obcego, sterylnego wszechświata. Na szczęście zstąpiło zbawienie - w opcjach znalazłem możliwość wyłączenia tegoż ficzera i ot tej pory wszystko pasowało wręcz ekstraordynaryjnie. Pierwsze wejście na statek Zbieraczy zrobiło na mej osobie, pod względem wizualnym, potężne wrażenie. Nie wspomnę już o cieniach, bo to dla oczu poezja. Sunący po ścianie cień mecha, jednoznacznie sugerujący, że zaraz potężna maszyna bojowa odkryje nasza pozycje i wpakuje nam w zadek tonę ołowiu oraz 4 rakiety w promocji, to prawdziwe mistrzostwo. Nie wspomnę już o praktycznym wykorzystaniu oświetlenia i strzelanie "na czuja", jak tylko pojawi się wraży cień. Cud miód kilo ołowiu, powiadam. Co więcej, w parze z cudowną grafą idzie też rewelacyjna fizyka, bardzo istotna w grze z racji oddziaływania biotyki na świat gry. Dość powiedzieć, że umiejętność Rzut, polegająca na biotycznym pchnięciu przeciwnika, sama w sobie jest genialną zabawką. Ciskanie Zombiaków w przepaść to przednia zabawa, a widok truposza tnącego powietrze jak pocisk za każdym razem wywoływał u mej osoby uśmiech na kaprawej gębie. Twórcy tworząc Mass Efect 2 chyba nie do końca przewidzieli użyteczność Rzutu, ponieważ jeśli tylko walka toczy się w obszarach z licznymi przepaściami (a takowych nie brakuje), to murowanym sposobem na szybką eliminację jest zepchnięcie stojących przy krawędziach oponentów. Szczególnie widać to w finałowej misji. Ciała sprawiają wrażenie delikatnie za lekkich, ale można zrzucić to na mniejszą grawitację w kosmosie:). Tym oto sposobem płynnie przeszliśmy do aspektu mechaniki gry.


Screeny z Mass Effect 2 (X360)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosGaladan   @   19:41, 09.03.2010
Gra jest fantastyczna. Jedna z najlepszych w historii. A przy okazji: według mnie zakończenie jest genialne. Nie rozczarowało mnie. Prawdziwą epickość twórcy zostawili na finałową walkę w Mass Effect 3.
0 kudosAssasiner   @   03:30, 18.04.2010
A ja znalazłem jeden bardzo wielki minus-słaba okładka Uśmiech

a tak na serio to 10.00 się należy
0 kudosflp6   @   17:28, 03.05.2010
Powiem jedno, zamawiam! A tak poważnie "jedynkę" przeszedłem 3 razy, a po czytaniu recenzji i obejrzeniu paru gameplayów z Mass Effect 2, potrafię tylko wykrztusić: zamawiam!
0 kudosHonorebel   @   20:14, 05.06.2010
Super gra, lecz moje serce należy TYLKO do Dragon Age!
0 kudossudarek   @   09:24, 25.11.2011
Może będę inny od tych wszystkich, którzy tak bardzo zachwycają się tą grą, ale uważam, że gra jest niestety NUDNA. Ciągłe łażenie, bardzo krótkie fragmenty walki, gra zdecydowanie przegadana, naprawdę trudno mi zrozumieć skąd tak wysokie noty dla tej gry. Mam do czynienia z wielu graczami i ŻADEN, ale to żaden z nich nie poleca tej gry. Ja osobiście gram w tą grę od bardzo dawna, ale za każdym razem, po długim i nudnym fragmencie poddaję się. Szkoda, że zainwestowałem pieniądze, stracona kasa. To naprawdę jest moje wrażenie z "zabawy" z tą grą. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Dodaj Odpowiedź