Homefront: The Revolution (PC)

ObserwujMam (9)Gram (0)Ukończone (6)Kupię (10)

Recenzja gry Homefront: The Revolution (PC)


@ 23.05.2016, 16:03

Nie takiej rewolucji nam było trzeba.

Historia marki Homefront należy do tych z kategorii uwikłanych. Franczyza przemieszczała się od nieistniejącego już THQ, po firmę Crytek, aby finalnie zawędrować pod pieczę Deep Silver. Przy Homefront: The Revolution producenci zapowiadali odcięcie kuponów od poprzednika i podobieństwa jedynie w kwestii motywu przewodniego. Wydawniczy miszmasz spowodował jednak, że gra powiela dokładnie te same błędy, co oryginał i stanowi kumulację utartych schematów z innych tytułów. Wierzcie mi lub nie, ogrywając The Revolution czułem się jakbym spędzał czas przy produkcji Ubisoftu, tyle że w nieco innych realiach.

Technologia koreańskiego koncernu APEX opanowała cały świat. Ich urządzenia multimedialne eksportowane są do niemal każdego zakątka globu, ale zwłaszcza do Stanów Zjednoczonych. Kiedy firma podejmuje decyzję o wejściu na rynek zbrojeń, Amerykanie, prowadzący wojnę na Bliskim Wschodzie, bez wahania podpisują wielomiliardowy kontrakt - zaopatrując swoich żołnierzy w azjatyckie bronie. Zmagania na froncie doprowadzają USA do kryzysu gospodarczego, w efekcie czego nie są oni w stanie wypełnić zobowiązań finansowych wobec koreańskiego partnera.

APEX przewidział niewypłacalność Stanów Zjednoczonych i wciśnięciem jednego przycisku uczynił je bezbronnymi. Koreańczycy aktywowali furtkę ukrytą w sprzedanych broniach, czym otworzyli sobie drogę do bezproblemowego najazdu na amerykański kontynent. Okupacja trwa w najlepsze (tudzież najgorsze, dla USA) i pojawiamy się my - Ethan Brady. Świeżak w szeregach filadelfijskiego Ruchu Oporu, który lada moment ma poznać jednego z dowódców sabotażystów, niejakiego Benjamina Walkera. Do spotkania niestety nie dochodzi, bowiem „korasy” robią nalot na kryjówkę i  koniec końców przymykają Walkera, a my zajmujemy jego miejsce wśród rebeliantów.

Brzmi ciekawie, prawda? Niestety tylko na recenzenckim papierze. Materiały promocyjne ukazują fabułę gry w dużo lepszym świetle, niż naprawdę jest. Deweloperzy kompletnie nie wykorzystali potencjału drzemiącego w proponowanym przez siebie settingu. Brak tu wielowątkowości, wyborów moralnych i ukazywania wojny z różnych perspektyw. Brak charyzmatycznych postaci, które zmieniałyby się wraz z rozwojem konfliktu. Zamiast nich, zaserwowano nam garść stereotypowo przerysowanych bojowników, pokroju oschłego zbrojmistrza z nogami wywalonymi na stole. Po części zawinił scenariusz, a po części sam pomysł na rozgrywkę. Emocji zero, nawet gdy umierają współbratymcy.

Autorzy zdecydowali się na rodzaj konwencji, w której protagonista nie wypowiada żadnych słów. Nie jest to jednak zrealizowane tak, jak w marce The Elder Scrolls, gdzie wojownik milczy, ale mamy pewność, że kwestia została oznajmiona. Ethan po prostu się nie odzywa, ale niemową nie jest, przynajmniej tak sugeruje gra. Dobija fakt, że postaci niezależne wręcz domagają się reakcji. "Co Ty na to Brady, piszesz się?". A on nic, po czym monolog rozmówcy trwa dalej. Nie słyszymy nawet jak bohater wzywa lud do buntu, choć takie sekwencje mają miejsce.

Homefront: The Revolution jest tytułem z półotwartym światem. Wirtualna Filadelfia dzieli się na osiem oddzielnych dystryktów, w różnym stopniu kontrolowanych przez koreańskie siły. Do każdego z nich liniowo zaprowadzi nas opowieść, podając jakieś tam uzasadnienie. Czerwone strefy oznaczają obszar kompletnie wyludniony, przeznaczony do eksploatacji jedynie dla azjatyckich żołnierzy. KAL może strzelać w nich bez ostrzeżenia. Żółte strefy to te zasiedlone przez kolaborantów, wiodących z pozoru spokojne życie. Ulice strzeżone są przez patrole, uzbrojone po zęby. Ostatnie, zielone strefy, są ośrodkami władzy i prawdziwymi fortecami prawie nie do zdobycia.

Produkcji Dambuster Studios nie można odmówić klimatu. Ruch Oporu skrywa się w rozwalonych liniach metra, na ulicach walają się gruzy i płoną kontenery. Tu bezdomni, tam zniszczone budynki. Inna dzielnica jest skażona i musimy nosić w niej maskę gazową. Z perspektywy polskiej historii, widoki w Homefront: The Revolution mogą być bliskie naszym sercom. Szkoda tylko, że gameplay to jeden wielki schemat, łączący w sobie pomysły z różnych projektów.


Screeny z Homefront: The Revolution (PC)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosTheCerbis   @   22:41, 24.05.2016
Rany... Taka szkoda. Zapowiadała się porządna gra. Może nie genialna, ale miałem nadzieję, iż będzie dobra.
0 kudossebogothic   @   10:54, 26.05.2016
Dobry średniak nie jest zły. Czasami dobrze jest zagrać w taką właśnie grę, bo wtedy ma się szersze spektrum poznawcze i bardziej docenia się gry lepsze. Obejrzałem kilka gameplayów i gra prezentuje się całkiem klimatycznie. Nie jest też powiedziane, iż każda produkcja musi olśniewać fabułą.
0 kudosJackieR3   @   11:02, 26.05.2016
Kiedyś bym w coś takiego z przyjemnością zagrał.A teraz jeżeli strzelanka nie ma nic ciekawego fabularnie czy gameplayowo do zaoferowania to zaczyna mnie szybko nużyć.Poza tym patos i powiewanie amerykańską flagą by mnie odrzuciły.
To już bym wolał tego nowego Dooma.
0 kudosBeny1234   @   16:53, 26.05.2016
Cytat: sebogothic
Dobry średniak nie jest zły. Czasami dobrze jest zagrać w taką właśnie grę, bo wtedy ma się szersze spektrum poznawcze i bardziej docenia się gry lepsze. Obejrzałem kilka gameplayów i gra prezentuje się całkiem klimatycznie. Nie jest też powiedziane, iż każda produkcja musi olśniewać fabułą.

Szkoda czasu na średnie gry tak jak szkoda czasu na związki z kobietami z ładnym ciałem ale bez pięknej duszy Uśmiech
0 kudoshanz3335   @   21:46, 13.07.2016
NO I CHODZĄ SŁUCHY ŻE ZABEZPIECZENIE ROZWALA DYSKI NA KOMPUTERACH "NIEPOTWIERDZONE"??? MI SZKODA SPRZĘTU WIEDZ PUKI CO NIE ZARYZKUJĘ KUPNA ŻADNEJ Z GIER GDZIE WYCZYTAM NAZWĘ TEGO ZABEZPIECZENIA.
0 kudosDirian   @   23:57, 13.07.2016
To plotka, która już dawno została zdementowana.
Dodaj Odpowiedź