Strona główna » Kącik RPG » Podgląd tematu

Torment: Tides of Numenera (PC)

ObserwujMam (17)Gram (3)Ukończone (9)Kupię (6)

Torment: Tides of Numenera (PC) - komentarze

Offline
Guilder //grupa Mieszczanie » [ Knecht (exp. 1825 / 2000) lvl 10 ]2 kudos
Ukończyłem wczoraj, po trzydziestu trzech godzinach. Zapłaciłem za nią parę miesięcy temu jakieś dwie dychy i to jest jeden z najlepszych zakupów, jakich dokonałem (porównywalny do Far Cry 3 za 8zł czy Wiedźmina 2 za 2zł).

"Torment" w nazwie znacznie podnosił oczekiwania. Choć nie jest to kontynuacja dzieła Black Isle, to wszędzie wokół mówiło się o tym, że jest jego duchowym spadkobiercą. I tak dokładnie traktuję ten tytuł, uznając jednocześnie, że spokojnie mogą one oba stać koło siebie na półce i nie jest to żadna profanacja. :-)

Rację mają ci, którzy nazywają tę grę interaktywną książką. Tekstu jest bardzo dużo, choć wbrew moim obawom mało jest sytuacji, w której mamy dialog z kimś mocno przynudzającym, wymuszającym czytanie jego tekstu po łebkach. Po prostu mamy dużo NPC-ów, z którymi możemy porozmawiać i bardzo rzadko te dialogi są zdawkowe, z jedną opcją. Tak że to od nas zależy, jak bardzo będziemy tym czytaniem przytłoczeni. Jeśli będzie nam tego za dużo, po prostu nie będziemy drążyć tematu z interlokutorem. To jednak oczywiście może nam zabrać możliwość zdobycia doświadczenia, no ale coś za coś. :-)

Zastanawiam się, jak porównać fabuły Planescape: Torment i Torment: Tides of Numenera. Ogólna ocena byłaby pewnie wyższa w pierwowzorze, ale głównie chyba ze względu na długość. P:T jest dłuższe, ta fabuła miała czas na rozwinięcie się, na wątki poboczne, na jakieś pomniejsze plot twisty. W T:ToN rozwija się ona w bardzo fajny sposób, ale końcówka poszła mi trochę za szybko. No i wątki poboczne prawie nie istnieją, szczególnie historie towarzyszy mogłyby zostać rozwinięte (w rzeczywistości mamy tylko dialogi, choć fajnie rozwinięte, oraz w niektórych przypadkach krótkie zadanie). Niemniej w obu grach mamy dojrzałą fabułę bez prostackiego rozwiązania "dzielny i dobry bohater walczy ze złem".

Jeśli chodzi o mechanikę gry i grywalność, to zdecydowanie wolę Numenerę. System z pulą punktów jest oryginalny i świetnie się sprawdza. A w dodatku można go zgrabnie wykorzystać zarówno w ramach konwersacji jak i walki. Również typowa walka turowa jest zjadliwsza od tej przedstawionej w Planescape, która niby była w czasie rzeczywistym, a ze względu na oparcie jej o system Advanced Dungeons and Dragons i tak polegała na wirtualnych rzutach kostką, więc też mieliśmy jakieś tam tury, tylko wszystko było mniej przejrzyste.
W obu grach, żeby wyciągnąć jak najwięcej z fabuły, grałem postacią jak najbardziej inteligentną. Ciężko trochę porównywać magię z nowoczesną technologią (co jest w obu przypadkach podstawowym sposobem walki tych "łebskich"), ale w Numenerze walka ma trochę więcej sensu. Ale uczciwie muszę przyznać, że w obu grach walczyłem jak najmniej (w Numenerze udało mi się nie walczyć w ogóle aż do tego miejsca
Nethermost Cavity, nie licząc ataku na Miel Avest
), więc walki nie mam jakoś wybitnie sprawdzonej w jednej czy drugiej produkcji.

Dźwięk jest na wysokim poziomie, choć w tego typu produkcjach często wygląda to tak, że gdy muzyka jest zła, to przeszkadza, a gdy jest dobra, to wtapia się w tło i nie zwraca się na nią specjalnej uwagi.
Często widziałem w tym miejscu zarzut, że brakuje mówionych kwestii. Owszem, jest tego bardzo mało, ale z drugiej strony nie było innego wyjścia. Gdyby to wszystko nagrać, czas i koszty produkcji pewnie zwiększyłyby się o połowę, a i tak większość by sporo przewijała.

Grafika jest bardzo w porządku. Gdyby nie chęć ogarniania wzrokiem jak największego obszaru to najchętniej operowałbym na maksymalnym przybliżeniu ekranu. Nie mam uwag. Do P:T nie ma co porównywać, gry dzieli prawie 20 lat.

Podsumowując: to świetna gra, tylko trzeba wiedzieć, na co się człowiek pisze. Nie odpalam GTA, gdy chcę się skradać, nie odpalam Call of Duty, gdy chcę pohasać w otwartym świecie i nie odpalam Numenery, gdy chcę gry akcji. Niemniej w swojej unikatowej dziedzinie to produkt o bardzo wysokiej jakości, tylko kameralny. Coś jak Deus Ex: Mankind Divided, które było (poza optymalizacją) wyborną grą, tylko ludziom przeszkadzało ograniczenie się do Pragi po ratowaniu świata w Human Revolution. Tu też, mimo tego że spędzamy z grą nawet ponad trzydzieści godzin, mamy poczucie, że jest to produkt, który dało się znacznie rozszerzyć. I wówczas mielibyśmy arcydzieło. Ale i tak polecam gorąco.

Offline
logan23 //grupa Wojownicy RPG  (ostrzeżono 1 raz!) » [ Mistrz Golemów (exp. 3315 / 4800) lvl 11 ]0 kudos
Cytat: Guilder
Ukończyłem wczoraj, po trzydziestu trzech godzinach. Zapłaciłem za nią parę miesięcy temu jakieś dwie dychy i to jest jeden z najlepszych zakupów, jakich dokonałem (porównywalny do Far Cry 3 za 8zł czy Wiedźmina 2 za 2zł).

"Torment" w nazwie znacznie podnosił oczekiwania. Choć nie jest to kontynuacja dzieła Black Isle, to wszędzie wokół mówiło się o tym, że jest jego duchowym spadkobiercą. I tak dokładnie traktuję ten tytuł, uznając jednocześnie, że spokojnie mogą one oba stać koło siebie na półce i nie jest to żadna profanacja. :-)

Rację mają ci, którzy nazywają tę grę interaktywną książką. Tekstu jest bardzo dużo, choć wbrew moim obawom mało jest sytuacji, w której mamy dialog z kimś mocno przynudzającym, wymuszającym czytanie jego tekstu po łebkach. Po prostu mamy dużo NPC-ów, z którymi możemy porozmawiać i bardzo rzadko te dialogi są zdawkowe, z jedną opcją. Tak że to od nas zależy, jak bardzo będziemy tym czytaniem przytłoczeni. Jeśli będzie nam tego za dużo, po prostu nie będziemy drążyć tematu z interlokutorem. To jednak oczywiście może nam zabrać możliwość zdobycia doświadczenia, no ale coś za coś. :-)

Zastanawiam się, jak porównać fabuły Planescape: Torment i Torment: Tides of Numenera. Ogólna ocena byłaby pewnie wyższa w pierwowzorze, ale głównie chyba ze względu na długość. P:T jest dłuższe, ta fabuła miała czas na rozwinięcie się, na wątki poboczne, na jakieś pomniejsze plot twisty. W T:ToN rozwija się ona w bardzo fajny sposób, ale końcówka poszła mi trochę za szybko. No i wątki poboczne prawie nie istnieją, szczególnie historie towarzyszy mogłyby zostać rozwinięte (w rzeczywistości mamy tylko dialogi, choć fajnie rozwinięte, oraz w niektórych przypadkach krótkie zadanie). Niemniej w obu grach mamy dojrzałą fabułę bez prostackiego rozwiązania "dzielny i dobry bohater walczy ze złem".

Jeśli chodzi o mechanikę gry i grywalność, to zdecydowanie wolę Numenerę. System z pulą punktów jest oryginalny i świetnie się sprawdza. A w dodatku można go zgrabnie wykorzystać zarówno w ramach konwersacji jak i walki. Również typowa walka turowa jest zjadliwsza od tej przedstawionej w Planescape, która niby była w czasie rzeczywistym, a ze względu na oparcie jej o system Advanced Dungeons and Dragons i tak polegała na wirtualnych rzutach kostką, więc też mieliśmy jakieś tam tury, tylko wszystko było mniej przejrzyste.
W obu grach, żeby wyciągnąć jak najwięcej z fabuły, grałem postacią jak najbardziej inteligentną. Ciężko trochę porównywać magię z nowoczesną technologią (co jest w obu przypadkach podstawowym sposobem walki tych "łebskich"), ale w Numenerze walka ma trochę więcej sensu. Ale uczciwie muszę przyznać, że w obu grach walczyłem jak najmniej (w Numenerze udało mi się nie walczyć w ogóle aż do tego miejsca
Nethermost Cavity, nie licząc ataku na Miel Avest
), więc walki nie mam jakoś wybitnie sprawdzonej w jednej czy drugiej produkcji.

Dźwięk jest na wysokim poziomie, choć w tego typu produkcjach często wygląda to tak, że gdy muzyka jest zła, to przeszkadza, a gdy jest dobra, to wtapia się w tło i nie zwraca się na nią specjalnej uwagi.
Często widziałem w tym miejscu zarzut, że brakuje mówionych kwestii. Owszem, jest tego bardzo mało, ale z drugiej strony nie było innego wyjścia. Gdyby to wszystko nagrać, czas i koszty produkcji pewnie zwiększyłyby się o połowę, a i tak większość by sporo przewijała.

Grafika jest bardzo w porządku. Gdyby nie chęć ogarniania wzrokiem jak największego obszaru to najchętniej operowałbym na maksymalnym przybliżeniu ekranu. Nie mam uwag. Do P:T nie ma co porównywać, gry dzieli prawie 20 lat.

Podsumowując: to świetna gra, tylko trzeba wiedzieć, na co się człowiek pisze. Nie odpalam GTA, gdy chcę się skradać, nie odpalam Call of Duty, gdy chcę pohasać w otwartym świecie i nie odpalam Numenery, gdy chcę gry akcji. Niemniej w swojej unikatowej dziedzinie to produkt o bardzo wysokiej jakości, tylko kameralny. Coś jak Deus Ex: Mankind Divided, które było (poza optymalizacją) wyborną grą, tylko ludziom przeszkadzało ograniczenie się do Pragi po ratowaniu świata w Human Revolution. Tu też, mimo tego że spędzamy z grą nawet ponad trzydzieści godzin, mamy poczucie, że jest to produkt, który dało się znacznie rozszerzyć. I wówczas mielibyśmy arcydzieło. Ale i tak polecam gorąco.
Moim zdaniem gra jest tylko ciekawa. A potem nie grywalna od pewnego momentu i mimo że gra dostawała jakieś patche. Gra nadal była od tego samego momentu nie grywalna.

Offline
sebogothic //grupa Mieszczanie » [ Knecht (exp. 1732 / 2000) lvl 10 ]0 kudos
Planescape: Torment przeszedłem jak na razie tylko raz i to jakieś 15 lat po premierze. Gra zrobiła na mnie spore wrażenie pod względem fabuły, choć miała też słabsze elementy, takie jak erpegowa mechanika i walka, które nie były jakieś nienadzwyczajne. Jednak historia Bezimiennego i jego towarzyszy m.in. Mortego, Anny, Ignusa, Nie-Sławy czy Dak'kona żywo zapisała się w mej pamięci i sądzę, że za jakiś czas wrócę do niej po raz kolejny. Tymczasem w ramach GamePassa kupionego za zawrotną kwotę 4 zł, miałem okazję zagrać w szumnie zapowiadanego duchowego następcę legendarnej produkcji - Torment: Tides of Numenera. Czy gra spełniła pokładane w niej oczekiwania?

Studio inExile nie jest znane z jakościowych gier. Ich produkcjom zawsze czegoś brakuje, takiego ostatecznego sznytu, co sprawia, że z ich gier unosi się smrodek lekkiej budżetowości. Tak było chociażby w Wasteland 2, tak też jest pod pewnymi względami w Numenerze. Inne produkcje sfinansowane przy pomocy crowfundingu jak Pillarsy czy Tyranny Obsidianu zachowywały klasę i elegancję w każdym aspekcie. Zarówno graficznie i pod względem interfejsu wyglądają ładnie i schludnie. W Numenerze, korzystającej z technologii Pillarsów właśnie, czyli odpowiednio zmodyfikowanego silnika Unity, o ile poszczególne lokacje mogą się podobać, z reguły wyglądają dobrze lub bardzo dobrze, tak niemiłe wrażenie sprawia interfejs. Zarówno przy pierwszym zetknięciu z grą, jak i przez cały czas rozgrywki. Jest funkcjonalny, ale odstrasza wyglądem. Nie wygląda zbyt przyjemnie.

Wcielamy się w Porzuconego czyli kogoś w czyim ciele mieszkał Pan Wcieleń. Świadomość Porzuconych budzi się do życia w momencie gdy Pan Wcieleń opuszcza ich ciało. Tak było z nami. Budzimy się w momencie spadania z ogromnej wysokości z której zobaczyć możemy całą planetę. W ten sposób zaczyna się nasza przygoda i tułaczka w poszukiwaniu odpowiedzi. Sporo tutaj podobieństw do Planescape: Torment zarówno pod względem cudaczności uniwersum, jak i na poziomie fabularnym. Nie będę jednak ich tutaj wymieniał, każdy kto ukończy obydwie produkcje dostrzeże je w mig. Historia Porzuconego nie angażuje tak jak historia Bezimiennego. Towarzysze także nie dorównują tym z P:T. Numenerze możemy mieć tylko trzech towarzyszy, w Planescape mogliśmy ich mieć pięciu. Poza tym, mimo, iż w Planecape grałem jakieś 5 lat temu wciąż żywo pamiętam dialogi z Dak'konem, Mortem czy Nie-Sławą. W Numenerze towarzysze wciąż odgrywają sporą rolę, są ciekawi, dobrze ich poznajemy, ale dialogów z nimi jest mniej.

Same dialogi i opisy w Torment: Tides of Numenera są ciekawe, choć czasami miałem wrażenie, że ocierają się o grafomanię. Przy opisach jakieś osoby czy rzeczy zawsze starano się zachować jakieś oryginalne i błyskotliwe porównanie. Tak jak i w Planescape, tak tutaj tekstu do przeczytania jest ogrom, więc do gry powinny zasiadać jedynie osoby, których nie przerażają kolejne szpalty tekstu do przyswojenia.

Świat, podobnie jak w Planescape jest nietuzinkowy, pełny różnych cudactw i niezwykłości. Co krok to coś nowego. Natężenie tego jest chyba większe niż w P:T. Struktura gry sprawia, iż nie możemy powrócić do wcześniejszych obszarów, jeśli popchniemy fabułę na przód i wylądujemy w nowej miejscówce. Wówczas niewykonane zadania poboczne przepadają. Można zobaczyć które to zadania, powrócić do wcześniejszego zapisu, wykonać je i dopiero popchnąć fabułę, więc nie jest to aż tak wielka wada.

Nie będę się zanadto rozpisywał o mechanice. Jest jednocześnie dość prosta, ale wystarczająco złożona. Opiera się na trzech atrybutach: sile, szybkości oraz intelekcie. Haczyk tkwi w tym, iż mając do dyspozycji określoną pulę tych atrybutów wykorzystujemy je by pozytywnie przechodzić testy umiejętności. A te zdarzają się dość często, gdy np. korzystamy ze zdolności perswazji. Z puli towarzyszy też możemy korzystać, choć nie w każdej sytuacji. Pulę atrybutów, podobnie jak zdrowie odnawia się specjalnymi przedmiotami albo poprzez odpoczynek. Warto dodać, iż świat nie stoi w miejscu, NPCe nie czekają potulnie na gracza, więc odpoczywając też możemy doprowadzić do jakichś wydarzeń czy komplikacji w danym queście. Oprócz atrybutów, mamy też biegłości oraz umiejętności i zdolności. Wykonując niemal wszystkie zadania w grze zdobyłem 6 poziom. Może się to wydawać mało, ale każdy poziom podzielony jest na cztery segmenty po których zdobyciu wybieramy rodzaj statystyki, którą chcemy zmienić. Więc mimo, iż poziomów nie ma jakoś dużo, tak regularnie zaglądamy do karty postaci inwestując punkty umiejętności.

To co Numenera robi lepiej do Planescape to z pewnością model walki, tutaj nazwany kryzysem. Planescape: Torment oparty był na systemie AD&D, a walka nie była nadzwyczajna i stanowiła raczej coś co trzeba było odbębnić. W Numenerze walk jest mniej, każda walka jest dość dobrze zaprojektowana. W trakcie walk można próbować rozmawiać z przeciwnikiem, wchodzić w interakcję w obiektami (te również mogą pomóc w pokonaniu przeciwnika). Najciekawszy kryzys polega na kradzieży pewnego przedmiotu.

Grę ukończyłem w 39 godzin i nie sądziłem, że aż tak bardzo mnie wciągnie. Obawiałem się tego, iż niechętnie będę do niej wracał mając w świadomości ile czytania mnie czeka a było wprost przeciwnie. To w inne gry nie miałem ochoty grać. Nie ulega wątpliwości, iż nowy Torment jest duchowym spadkobiercą Planescape: Torment, tylko zabrakło mu odrobiny... duszy właśnie. Trochę to wygląda tak jakby twórcy wypisali sobie listę tego co ich zdaniem sprawiało, iż Planescape był tak wyjątkową produkcją, a później starali się to odhaczyć. Numenera, choć słabsza od wielkiego przodka, tak wciąż wyróżnia się in plus na tle innych rolplejów. Było to całkiem przyjemne doświadczenie, którego próżno szukać w innych grach. Myślę, że każdy fan Planescape: Torment powinien się z nią zapoznać.

Liczba czytelników: 470917, z czego dziś dołączyło: 0.
Czytelnicy założyli 49673 wątków oraz napisali 654815 postów.