Oddworld: Soulstorm (PS5)

ObserwujMam (3)Gram (1)Ukończone (0)Kupię (0)

Oddworld: Soulstorm (PS5) - recenzja gry


@ 14.07.2021, 16:43
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

Na kolejnej mapie natrafiamy na coś w rodzaju kopalni. Po wejściu do niej jesteśmy prawie całkowicie spowici mrokiem, a sposobem na jego rozświetlenie jest wykorzystanie flar albo specjalnej umiejętności Abe’a – tzw. śpiewu. Flary są jednak ograniczone, a przez to nie da się ich bezustannie odpalać. W mroku natomiast nic nie widzimy, co szybko kończy się zgonem, czy to ze względu na jakąś pułapkę, czy z powodu dziury w ziemi, czy wreszcie w wyniku działań jakiegoś nieszczęśliwie napotkanego przeciwnika. Drugą opcją zapewnienia sobie oświetlenia jest wspomniany śpiew bohatera. Faktycznie na chwilę możemy dzięki niemu rozjaśnić korytarze, ale jednocześnie musimy uważać, bo hałas może ściągnąć w naszym kierunku jakiegoś niebezpiecznego stwora. W efekcie musimy cały czas mieć się na baczności.

Jest to też konieczne do tego, by w ogóle zaliczyć jakieś postępy. Oddworld: Soulstorm bezustannie sprawdza naszą spostrzegawczość. Nie chodzi tu nawet o to, że w wielu zakamarkach ukryte są sekretne obszary, ale o to, że ciągle stajemy przed jakąś łamigłówką. Brakuje elektryczności? Nic prostszego – wystarczy znaleźć paliwo do generatora i po sprawie. Niestety paliwo jest najczęściej solidnie ukryte w jakiejś mrocznej jaskini, tudzież lochach, co związane jest z ich przeczesaniem. W środku oczywiście nie brakuje ujadających stworów przypominających psy, nietoperzy, pułapek oraz przeciwników. Czasem wrogów można się pozbyć przy pomocy śpiewu, który pozwala nam przejmować kontrolę nad jednym z nich. Nie zawsze jest to jednak możliwe, bo często natrafiamy na specjalne tłumiki, blokujące naszą zdolność. Dlatego skaczemy, robimy uniki, turlamy się, skradamy, a jednocześnie unikamy snajperów oraz ostrzału z moździerzy – wszystko po to, by pomóc Mudokonom.

Oddworld: Soulstorm - recenzjaOddworld: Soulstorm - recenzja

Gra faktycznie w dość znacznej mierze oparta jest na pomaganiu pojmanym, tudzież schorowanym sojusznikom. Na każdej mapie ukryto – choć to nie do końca odpowiednie słowo – pewną określoną grupę Mudokonów. Naszym zadaniem jest znalezienie ich, uratowanie, a następnie odprowadzenie do specjalnego portalu. Zadanie z pozoru proste, wcale takie nie jest. Nasi kompani to prawdziwe matoły. Trzeba prowadzić ich za rączkę i uważać dosłownie na wszystko, co może ich sprzątnąć. Nawet to nie daje nam jednak pewności, że dotrwają do punktu ekstrakcji. Osiołki potrafią się zgubić, nie korzystają z najkrótszej drogi do celu, a nawet mogą gdzieś utknąć, co wymaga od nas zawracania. Pewną pomocą jest prosty system komend, dzięki któremu możemy naszemu pseudo-oddziałowi nakazać śledzenie nas, tudzież zatrzymanie się w miejscu, ale i to nie zawsze działa tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. W sytuacji krytycznej jedynym ratunkiem jest wczytanie ostatniego punktu kontrolnego. Tych na szczęście jest mnóstwo i deweloperzy całkiem dobrze je rozmieścili. Inaczej rozgrywka, miast przyjemnością, byłaby gehenną - byłoby to szczególnie prawdziwe w trakcie poziomów, w których Mudokonie pomagają nam w walce. To, co się z nimi dzieje woła o pomstę do nieba!

Oddworld: Soulstorm to gra trudna, o czym wspominałem wcześniej, ale w pewnym momencie traci nieco swojego uroku. Początkowo dzieje się naprawdę dużo. Pojawiają się nowe mechaniki rozgrywki, korzystamy z craftingu, chowamy się w szafach, rzucamy minami, przejmujemy kontrolę nad oponentami itd. itp. – jest tego tak dużo, że często pojawia się coś nowego, co sprawia, że zabawa jest bezustannie świeża i angażująca. Nieco za połową zaczyna się to zmieniać, bo okazuje się, że w każdej kolejnej mapie robimy mniej więcej to samo. Szukamy Mudokonów, staramy się znaleźć sposób na otwarcie jakiś drzwi i brniemy dalej. Proces powtarzamy aż do momentu, w którym przechodzimy do kolejnej mapy. Nie ma w tym niby niczego strasznie złego, ale… no właśnie. Wydaje mi się, że w Oddworld: Soulstorm brakuje progresji głównego bohatera. Nie czuć żeby coś z nim się działo, a przez to cierpi immersja. Nie pomaga nawet crafting, z którego korzystałem raczej sporadycznie, bo wolałem się skradać, niż walczyć.


Screeny z Oddworld: Soulstorm (PS5)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?