Śródziemie: Cień Wojny (XBOXONE) - okladka

Śródziemie: Cień Wojny (XBOXONE)

Premiera:
10 października 2017
Premiera PL:
13 października 2017
Platformy:
Gatunek:
Akcja / Przygodowa
Język:
- napisy
Dystrybutor:
Strona:
brak danych

ObserwujMam (6)Gram (1)Ukończone (2)Kupię (2)

Opis Śródziemie: Cień Wojny (XBOXONE)
Dirian @ 17:58 26.02.2017
Adam "Dirian" Weber
Chwalmy Słońce!

Śr. długość gry: 41h 53min

+ czaswięcej

Śródziemie: Cień Wojny to kontynuacja wydanej w 2014 roku gry Śródziemie: Cień Mordoru. Za produkcję odpowiada ponownie studio Monolith Productions.

W grze ponownie wcielamy się w Taliona i upiora Celebrimbora w jednej osobie, którzy wykuli potężny Pierścień Władzy i staną do walki z najpotężniejszymi wysłannikami Saurona i jego Upiorami Pierścienia w monumentalnej bitwie o Śródziemie. Naszym zadaniem jest dostanie się za linię wroga w Mordorze, stworzenie armii i rzucenie wyzwania Czarnemu Władcy.

Twórcy ponownie wykorzystali system Nemezis, pozwalający przejąć kontrolę nad pokonanymi wrogami. System rozbudowano, tak że wpływa on teraz na cały świat, gdzie otoczenie i postacie kształtowane są przez nasze działania i decyzje, dzięki czemu każdy świat gry będzie unikalny dla każdego gracza. 

PEGI: Od 18 latZawiera przemocZawiera mocny język
Screeny z Śródziemie: Cień Wojny (XBOXONE)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosguy_fawkes   @   07:58, 20.08.2019
Ukończyłem Cień Mordoru z wrażeniem, że łamie podstawową zasadę tworzenia sequeli: więcej powinno oznaczać lepiej. A tu wszystkiego jest więcej: więcej misji, więcej różnych wątków, więcej sprzętu, wreszcie więcej orków i terenów do przebycia, a nawet podbicia. Niestety, cała reszta to już "mniej". Mniej sensu, bo fabuła i postaci igrają z tolkienowskim światem i klimatem high fantasy jak pijaczek z patrolem. Dość powiedzieć, że Sheloba okazuje się być w gruncie rzeczy ponętną kobietą, a wątek Kelebrimbora jeszcze mocniej łączy się z Pierścieniami. Jednocześnie mam wrażenie, że to całe tworzenie armii z orków, których pobratymców przed chwilą się dekapitowało, a potem zdobywanie twierdz średnio licuje ze znanym nam światem LOTR. A gdy jeden z orków swoim zachowaniem i żartami przywodzi na myśl te wszystkie żenujące "humorystyczne" momenty z ostatnich filmów Michaela Baya, jest już bardzo źle. Cień Wojny generalnie opowiada kilka mniejszych historii różnych postaci z desperacką walką o utrzymanie Minas Ithil w tle. Szkoda jednak, że zadania wykuto z jednej matrycy i ciągle odbijanie więźniów czy polowanie na konkretnych kapitanów zaczyna szybko nużyć swoją rutyną.

Za to ponownie świetny jest system nemezis: kapitanowie pamiętają Taliona, wypominają poprzednie spotkania, ale też udowadniają, że tworzenie z nich armii to głupota u samych podstaw, kiedy to nagle, nawet masowo, zdradzają swego tymczasowego pana. Kilka razy sam doświadczyłem czegoś takiego, ale miałem też pozytywne niespodzianki, jak niespodziewany ratunek w ostatniej chwili, niesiony przez jednego z popleczników. Bywało też, że mechanizm zgłupiał do reszty i co chwila wskrzeszał pewnego orka, by dostawał kolejne wciry i za 5 minut dosłownie zameldował się po następne.

Niestety, możliwość werbowania orków dostajemy stosunkowo późno - miałem już za sobą kilka dobrych godzin gry i trafiłem już do któregoś regionu z kolei. To duży problem, który sprawia, że wojaczka z kapitanami traci nieco sens, bo można liczyć jedynie na loot. A tego ostatniego jest tu mnóstwo: każdy kapitan zostawia jakiś element uzbrojenia czy pancerza, a niektóre trepy klejnoty czy pieniądze. Dodając do tego rozwój postaci, który ma masę umiejętności i sufit po patchach na bodaj 85. poziomie, mamy tu istny festiwal grindu. Drzewko rozwoju Taliona roi się od przeróżnych skillów, a każdy z nich może mieć aktywne jedno dodatkowe ulepszenie spośród trzech. Poza grindem samego protagonisty, który endgame trochę zmienia, grinduje się też wyposażenie opcjonalnymi wyzwaniami, klejnotami (tutaj nawet pojawił się mały, craftingowy wtręt), grinduje się wreszcie samych orków.

I tutaj najmocniej czuć było pazerną monetyzację po premierze, a jej smród mimo zniknięcia samych mikrotranzakcji pozostał do dziś, bo jest zbyt mocno zakorzeniony w samej grze. Największą innowacją, jaką wprowadza sequel, jest bowiem zdobywanie i bronienie twierdz, a do tego potrzeba odpowiednio silnych orków. Zamiast gonić po mapie i tracić czas ryzykując śmierć albo znalezienie osobnika niezbyt podatnego na dominację, można było po prostu zapłacić i kupić skrzynki, z których dosłownie wypadały potężne orki. Po zniesieniu monetyzacji i patchach heroiczne i legendarne orki spotyka się częściej, ale to i tak jest czasem dosłownie orka na ugorze. Już abstrahując od właściwej fazy gry, endgame'owy epilog nie zna litości i wymaga naprawdę potężnych armii. Dość powiedzieć, że na PC uporało się z nim/miało na to ochotę i determinację zaledwie 13,5% graczy, a na XO niespelna 9%, choć tutaj wynik delikatnie wypaczyły pewnie randomy z Game Passem. Całe szczęście, że gra rzuca koło ratunkowe w postaci Dołów, czyli specjalnych aren, na których można wystawiać do walki swoich wojaków, bo nawet jeśli przegrają, dają szansę na werbunek mocnych jednostek o przydanych cechach.

Jeśli przez durszlak wydłużonego na siłę gameplaya przelejemy całą grę, z tych zrobionych przeze mnie dla 100% 52h, zostanie pewnie niecałe 20 na okraszone treścią misje fabularne. Z wielu wymienionych powyżej powodów Shadow of Mordor wydaje mi się dużo lepszą, bardziej kameralną produkcją, szanującą czas spędzony przed telewizorem. I oczy, bo retrospektywne wyzwania związane z przeszłością Kelebrimbora okraszono paskudnymi rozmyciami, przez co z daleka przypominają początki PS3. Sterowanie też nie ustrzegło się potknięć - dla przykładu ciężko z pełnego biegu wskoczyć na ścianę bez zatrzymywania się, bo Talion woli wykonać przed nią bezsensownego fikołka.

I tak dochodzimy do końca mojego przydługiego wywodu. Cień Wojny wywołał we mnie wiele emocji, ale niestety duża ich część była negatywna. Przekonałem się, że tak krytykowany za powtarzalność swoich sandboksów Ubisoft osiąga w tej materii dużo lepsze wyniki, bo mimo powodowania uczucia znużenia, żaden mnie jeszcze nie odrzucił. A CM nie wynagrodził za to chociażby godną historią.