Sonic Colours: Ultimate (PC)

ObserwujMam (0)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Sonic Colours: Ultimate (PC) - recenzja gry


@ 02.12.2021, 19:43
Filip "zubal22" Sudoł

Wśród trójwymiarowych gier z Soniciem, odsłona z podtytułem Colours przez lata była tą najlepszą... obok Generations. W tym roku nie doczekaliśmy się niestety zupełnie nowej produkcji z niebieskim jeżem w roli głównej, a spragnionym szybkości graczom musi wystarczyć niniejszy remaster. O tym, jak wypadł, przekonacie się z naszej recenzji!

10 lat minęło od premiery Sonic Generations (wydanej z okazji 20-lecia serii), a równie dobrej trójwymiarowej gry z sympatycznym jeżem w roli głównej do tej pory brak. Na 30-lecie marki nie przygotowano też żadnej nowej produkcji. Firma SEGA postanowiła ograniczyć się do remastera pozycji z 2010 roku: Sonic Colours, bo o nim mowa, do tej pory dostępne było jedynie w wersjach na Nintendo Wii i DS. Ale w odświeżonej formie i z podtytułem Ultimate w końcu można sprawdzić je na każdej obecnie liczącej się platformie. Wszystko to dzięki odświeżonej wersji, która nadal bawi!

Sonic Colours: Ultimate praktycznie nie psuje niczego co stanowiło o sile pierwowzoru. Rozgrywka jest znakomita, postacią porusza się naprawdę responsywnie i płynnie, a całość jest niezwykle przyjemna dla oka dzięki 60 klatkom na sekundę oraz nieco poprawionej ogólnej jakości wizualnej. I w tym momencie recenzję mógłbym w zasadzie zamknąć, bo jeśli gameplay nie został spartaczony, to już mówimy o względnie udanej grze z Soniciem w roli głównej. Z redaktorskiego obowiązku nie mogę jednak tego tak zostawić. Mamy do czynienia z remasterem, a więc wypada wspomnieć o nowościach oraz o tym, co ewentualnie zostało sknocone. W drugiej kategorii jest niestety oprawa wizualna.

Lokacje wyglądają schludnie i przyjemne dla oka, ale widać jednocześnie, że Blind Squirrel Entertainment ograniczyło się jedynie do podbicia rozdzielczości. Niektóre tekstury pominięto, przez co zdają się lekko płaskie. Na szczęście nie ma to większego znaczenia, bo rozgrywka jest tu - rzecz jasna - bardzo dynamiczna i brak specjalnie czasu na rozglądanie się za rozpikselowanymi liśćmi drzew. Gorzej sprawa wygląda w przypadku scenek przerywnikowych, które bez większej refleksji przeniesiono jak leci z wersji Wii sprzed 11 lat. Psuje to nieco estetykę i pozostawia nienajlepsze wrażenia po - mimo wszystko nieźle wyglądających - sekwencjach gameplayowych.

Co się tyczy dźwięku, mamy tu przyjemne utwory w każdej lokacji, a wszelkie odgłosy czy muzyka są jak najbardziej w porządku... i to w sumie tyle. Nie ma co się specjalnie rozwodzić nad warstwą audio. Nic tutaj nie zepsuto, a to w świecie remasterów nie jest regulą. Na szczęście nic też nie wymagało szczególnego odświeżenia. Jest dobrze i bez błędów.

Na szczęście remaster to nie tylko delikatne szlify w oprawie wizualnej. Deweloperzy postanowili bowiem wprowadzić do zabawy mały smaczek do rozgrywki w postaci dodatkowego Wispa, umożliwiającego nam przemianę w ducha i przenikanie przez niektóre powierzchnie w trakcie szaleńczego biegu. Niby drobnostka, ale zawsze coś. Warto też dodać, że w edycji Ultimate mamy do czynienia z nowym trybem rozgrywki, tzw. Rival Rush. Co to takiego? To w krótkie wyzwania dodatkowe, w ramach których mierzymy się z Metal Soniciem w wyścigu na specjalnie przygotowanych do tego mapach. Ot dodatek na kilkanaście dodatkowych minut biegania dla zapaleńców, ale przynajmniej mamy więcej gry jako takiej, co wielu fanów bicia własnych wyników z pewnością ucieszy.


Screeny z Sonic Colours: Ultimate (PC)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?