Saint Seiya: Brave Soldiers (PS3)

ObserwujMam (1)Gram (1)Ukończone (0)Kupię (1)

Recenzja gry Saint Seiya: Brave Soldiers (PS3)


@ 05.01.2014, 11:48
Patryk "juve" Jankowski
Jestem szczęśliwym, wieloletnim i oddanym użytkownikiem konsol PlayStation. Lubię dopracowane, rozbudowane i ambitne gry wideo z najwyższej półki. Osobiście znam Solid Snake'a, z Larą Croft umawiałem się na randki i mieszkam w Residencji. Rzekłem.

Ktoś, kto nie urodził się i nie wychował w latach 90 ubiegłego stulecia, nie zrozumie fenomenu tamtych czasów i okresu wkraczania w nowe milenium. Ja miałem to szczęście, tym samym zasmakowałem najlepszego z tamtych lat – legendarnych seriali telewizyjnych, jak również, nie mniej popularnych w tamtym okresie, anime.

Ktoś, kto nie urodził się i nie wychował w latach 90 ubiegłego stulecia, nie zrozumie fenomenu tamtych czasów i okresu wkraczania w nowe milenium. Ja miałem to szczęście, tym samym zasmakowałem najlepszego z tamtych lat – legendarnych seriali telewizyjnych, jak również, nie mniej popularnych w tamtym okresie, anime. Rycerze Zodiaku zaliczają się do tego kanonu, który dziś ma dla mnie wartość sentymentalną. Tak jest również z grą Saint Seiya: Brave Soldiers - bijatyką Namco Bandai, której jedyną zaletą jest wartość sentymentalna, ponieważ cała reszta jest wycięta z kontekstu, a szkoda.



Twórcy próbowali wrzucić lśniących Rycerzy Zodiaku w schemat znany z bijatyk, całkiem udanych warto odnotować, bazujących na marce Naruto. Poprzednia odsłona Brave Soldiers oparta była na rozwiązaniach znanych z Dynasty Warriors, ale tym razem twórcy zaoferowali nam mordobicie jeden na jednego. Namco Bandai dokonało dobrego wyboru, choć z wykonaniem artystycznym poszło im nie najlepiej. Dostaliśmy mordobicie, w którym dwóch bohaterów staje naprzeciwko siebie, na kwadratowej, jednopoziomowej arenie, celem stoczenia walki podzielonej na dwie rundy. Sama potyczka nie należy do skomplikowany, a opiera się na ataku i bloku. Starcia wyglądają w identyczny sposób, co zaciera jakiekolwiek różnice pomiędzy, dostępnymi do wyboru, postaciami. Po rozpoczęciu walki raz się bronimy, raz atakujemy, aby w pewnym momencie odpalić cios specjalny (ładuje go nasza aktywność, czyli atak i blok) i tak w kółko. Do dyspozycji mamy kilka prostych combosów, które wykonujemy w podobny sposób u każdego wojownika. Generalnie, jest to system żywcem wycięty z Naruto, z tą jednak różnicą, że tutaj nie funkcjonuje jak należy.



Największą bolączką starć jest sterowanie – kompletnie nieprzemyślane, niedokładne i wręcz głupie. Nie raz zdarzyło mi się, iż walczyłem z powietrzem, bo kamera ustawiona była za plecami, ale nie moimi a mojego przeciwnika, toteż kompletnie nie wiedziałem gdzie jestem. Tak absurdalnych sytuacji jest więcej. Za przykład niech posłuży atak specjalny, który jest kompletnie nieskuteczny, ponieważ animacja go poprzedzająca strasznie się dłuży i przeciwnik zawsze zdąży uciec. To jeszcze zrozumiem, bo może Namco chciało wpleść trochę realizmu do walk, ale dlaczego finishery, czyli ataki wykonywane przy użyciu energii Cosmo (drzemiącej w każdym rycerzu), są bezużyteczne i również często chybiają? Twórcy wzorowali się na systemie, który możemy podziwiać w rewelacyjnym Mortal Kombat, ale tam przeważnie finishery wchodziły idealnie, wystarczyło wyczekać, lub ogłuszyć, przeciwnika. Tutaj jest to loteria, a więc trafisz albo zostaniesz trafiony, z naciskiem na ten drugi element, ponieważ komputerowym graczom zazwyczaj lepiej to wychodzi. Każdy kolejny bój wygląda więc podobnie, a my, z biegiem czasu, wyłapujemy drobne błędy i niedociągnięcia, którymi pokonamy każdego oponenta.



W grze jest sporo trybów zabawy. Główny, fabularny, opowiada losy Ateny, bogini ugodzonej strzałą, czekającej na nasz ratunek w świątyni. Aby wyciągnąć ją z opresji musimy się zmierzyć z następującymi po sobie przeciwnikami, okupującymi różne świątynie na naszej drodze – standard. Historia jest jednak słabo nakreślona. Zarówno scenariusz, jak i forma jego przedstawienia w Saint Seiya: Brave Soldiers zostały potraktowano po macoszemu – dostajemy nudne dialogi, w postaci slajdów z rysunkami bohaterów, które po pewnym czasie wręcz przeszkadzają. Ogólnie zaś nie powinniście narzekać ponieważ prócz trybu fabularnego, są też zmagania z żywymi graczami (podzielony ekran i sieć), dość oryginalny survival (z udziałem energicznego komentatora) oraz turnieje. Od razu zaznaczę, iż granie po sieci wymaga wprawy, a sam system już tak nie irytuje, jak w walkach ze sztuczną inteligencją. Co ciekawe, graczy nie brakuje, widać że fani tej marki uwierzyli w projekt Namco.



Tytuł jest jednoznacznie przeznaczony dla fanów uniwersum. Osoby, które nigdy nie zetknęły się z tymi bohaterami, mogą szybko poczuć nudę. Sama gra jednak nie tylko warstwą merytoryczną stoi, ale przede wszystkim technologiczną. Tutaj upatruję największej zalety projektu. Wykonanie postaci zasługuje na oklaski, wszystko ujęte jest w stylistyce cellshadingowej, rewelacyjnie pasującej do Rycerzy Zodiaku. Postaci są wyraźne, wiernie odwzorowane, jak również świetnie animowane – brawo. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o arenach, przypominających wyglądem miejscówki z mordobić wydawanych na poprzedniej generacji konsol (PlayStation i Xbox). Warto docenić wkład pracy, który miał zapewnić zgodność z serialowym oryginałem. Muzyka jest tutaj mocnym elementem, z miejsca rozbudzając w sercu emocje sprzed lat.

Saint Seiya: Brave Soldiers jest dopakowana wszelkiego rodzaju dodatkami. Fani znajdą tutaj galerie specjalne, karty bohaterów, animacje ciosów, świetne, w pełni trójwymiarowe, modele postaci, jak również długą playlistę muzyki z gry i serialu. Brave Soldiers cierpi jednak ze względu na empatię samego Namco, które nie przyłożyło się do prac nad systemem gry, wydając tytuł średniej jakości, licząc na zyski płynące z licencji. Fani cyklu powinni się dobrze bawić, wystarczy, że okiełznają ''upośledzony'' system walki, projektu nie polecam natomiast pozostałym graczom, przynajmniej nie w premierowej cenie. Jak spadnie, wtedy możecie rozważyć zakup.


Długość gry wg redakcji:
12h
Długość gry wg czytelników:
nie podano

oceny graczy
Dobra Grafika:
Modele i animacja postaci to świetna robota, reszta, włączając areny, jest bardzo przeciętna.
Świetny Dźwięk:
Oryginalna ścieżka dźwiękowa i dialogi w języku japońskim zasługują na szacunek.
Przeciętna Grywalność:
Słabo... Namco Bandai wydało grę na ciekawej licencji, której wykonanie stoi na średnim poziomie. Wierzę jednak, że następnym razem będzie lepiej!
Przeciętne Pomysł i założenia:
Budżetowa bijatyka czerpiąca z najlepszych gier na rynku, w tym konkurencyjnego Naruto, które zjada Brave Soldiers na śniadanie.
Słaba Interakcja i fizyka:
Krew? Mortal Kombat. Interakcja? Tekken. Brave Soldiers? Następne pytanie poproszę!
Słowo na koniec:
Brave Soldier to gra stworzona z myślą o fanach. pozostali gracze powinni mocno się zastanowić nad zakupem projektu Namco Bandai. Rycerze Zodiaku tym razem są w słabszej formie.
Werdykt - Przeciętna gra!
Screeny z Saint Seiya: Brave Soldiers (PS3)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?