Crash Bandicoot 4: It's About Time (XBOX One)

ObserwujMam (1)Gram (0)Ukończone (1)Kupię (0)

Recenzja gry Crash Bandicoot 4: It's About Time (XBOX One)


@ 13.10.2020, 10:12
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Wielbiciel literatury przez małe p, gier przez duże G, a także muzyki (tu już bez wyróżnień). Do tego klasyczna męska elegancja, savouir-vivre i szeroko pojęta estetyka. Kontakt: m.trochonowicz@miastogier.pl

Studio Toys for Bob było w dość bezpiecznej pozycji po wydaniu Crash Bandicoot N. Sane Trilogy. Gracze z grubsza wiedzieli, co dostaną w Crash Bandicoot 4: It's About Time, a jednocześnie deweloperzy byli już niejako doświadczeni w temacie platformowych zręcznościówek. Plan wypalił w stu procentach!

Rzadko praktykuję sentymentalną postawę – nie widzę sensu w nieustannym oglądaniu się za minionymi czasami, bo w końcu – co nie będzie zaskoczeniem – minęły. Tak samo w wirtualnej rozrywce, gdzie nie chcę patentów z tytułów „cudownych lat młodości”, a nowych i funkcjonalnych mechanizmów. A mimo to w najnowszego Crasha bawiłem się wyśmienicie! Chociaż jestem wychowankiem Raymana (i oczywiście rodzimego Kangurka Kao!), to – niezależnie od marki – przeniesienie się do długo niewidzianego gatunku, jakim są zręcznościowe platformówki 3D, dostarczyło mi tyle samo frajdy.

Zupełnie odmienną filozofię wyznają deweloperzy Crash Bandicoot 4: It's About Time, studio Toys for Bob. Utrzymali kurs obrany przed niemalże  dwudziestoma laty przez tę kultową serię, jednocześnie starając się zaoferować graczom sporą dozę współczesnych „ficzerów”. No i co ja, biedny, miałbym niby sądzić o tym swoistym hołdzie złożonym temu niewątpliwie bijącemu niegdyś rekordy popularności gatunkowi? Pochwalić i zapewnić Was, że odnajdą się tutaj nie tylko fani narzekający na „te dzisiejsze gry”, ale również właśnie wielbiciele „tych dzisiejszych gier”, którzy, na przykład, są albo młodsi, albo nie chcą bawić się w „retro gaming”.

Bo pomimo tej całej ideologii sentymentalizmu, którą Was nakarmiłem przed momentem, nowy Crash jest diabelnie grywalny, dający niesamowicie dużo frajdy z pokonywania kolejnych przeszkód, a także zaostrzający apetyt na platynę / calaka, co wiąże się z nieustannym powtarzaniem skończonych już poziomów. Nie dość, że oferuje niezwykle zróżnicowane levele – rzucając gracza między wymiarami (więcej za moment) – które są bardzo charakterystyczne, to na dodatek opakowuje gameplay w bardzo współczesne rozwiązania.

Recenzja Crash Bandicoot 4: It's About TimeRecenzja Crash Bandicoot 4: It's About Time

Dobrym przykładem tego balansu jest opcja pozwalająca wybrać między nowoczesnym trybem zabawy, gdzie na mapie rozstawione są specjalne punkty zapisów, umożliwiające nieskończoną ilość śmierci, a retro, gdzie każdy poziom ma ograniczoną (do trzech) liczbę powtórzeń po skusze, a także nie zawiera checkpointów.

Oprócz tego producenci zaoferowali, jako ukłon w stronę weteranów, wiele pomysłów na gameplay zaczerpniętych wprost z dawnych przygód Crasha. Są etapy ze sławną ucieczką w wąskim korytarzu, znajdziemy też momenty, gdy perspektywa z 3, a nawet 2,5 zamienia się w proste 2D, serwując klasyczne platformówkowe elementy. Oprócz tego, naturalnie, jest cała gama sekwencji urozmaicających skakanie po kolejnych platformach i zbieranie skrzynek.


Screeny z Crash Bandicoot 4: It's About Time (XBOX One)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?