Crash Bandicoot 4: It's About Time (XBOX One)

ObserwujMam (1)Gram (0)Ukończone (1)Kupię (0)

Recenzja gry Crash Bandicoot 4: It's About Time (XBOX One)


@ 13.10.2020, 10:12
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Wielbiciel literatury przez małe p, gier przez duże G, a także muzyki (tu już bez wyróżnień). Do tego klasyczna męska elegancja, savouir-vivre i szeroko pojęta estetyka.

Zapewniam Was jednak: grając w nowego Crasha nie będziecie znudzeni ciągłym powtarzaniem tych samych czynności. Projektanci naprawdę zręcznie wymieszali wszystko, co było przemyślane i świetnie wdrożone w poprzedniczkach, a także w gatunku ogólnie, i przeszczepili to na łono swojej gry. Ponadto ciekawie i z pomysłem zaprojektowali lokacje.

Recenzja Crash Bandicoot 4: It's About Time

Swoją drogą, jeżeli mowa o odwiedzanych przez Crasha i jego towarzyszkę, Coco, miejscach, warto wyjaśnić, czym są wspomniane wymiary. Ich obecność łączy się z główną osią historii w Crash Bandicoot 4, bowiem fabuła tej części prezentuje akcję długo po wydarzeniach z „trójki”. Główni źli, czyli złoczyńcy Neo Cortex, Dr. N. Tropy i Uka Uka zdołali uciec z osadzonego przed dekadą więzienia, otwierając kontinuum czasoprzestrzenne. Nie dość, że stworzyli liczne przejścia, pozwalające przedostawać się im do najbardziej oddalonych od siebie miejsc i czasów (no i oczywiście wdrażać ich złowieszczy plan w życie), to równocześnie uwolnili inne maski. A te musimy zebrać, by zamknąć otwarte szczeliny i przywrócić równowagę wszechświatowi.

W nowym Crashu trochę po macoszemu potraktowano wątek fabularny. Historia rozpoczyna się naprawdę intrygująco, by zaraz na początku stracić na dynamice i ostatecznie skończyć jako lakoniczny pretekst do przeskakiwania pomiędzy kolejnymi uniwersami. A trafiamy do naprawdę różnorodnych miejsc – choćby na bagna i moczary wprost z Luizjany; na alpejskie stoki z 1954; do regionu inspirowanego feudalną Japonią z 1402; karaibskie XVIII-wieczne plaże niczym wprost z popularnej serii filmów poświęconych piratom; czy też pustkowia w stylu postapokaliptycznego Mad Maksa.

Recenzja Crash Bandicoot 4: It's About TimeRecenzja Crash Bandicoot 4: It's About TimeRecenzja Crash Bandicoot 4: It's About Time

Naturalnie, nikt nie spodziewał się po – bez urazy – prostej zręcznościówce rozbudowania i złożoności pokroju Wiedźmina 3. W pewnym momencie jednak same przerywniki filmowe, napędzające w końcu historię, przestają wyjaśniać kolejne starcia z bossami oraz dlaczego nagle wskakujemy w buty kompletnie innego bohatera. Żadnej introdukcji naszego nowego celu, zarysowania „charakterystyki” kolejnej maski (wszystkie one bowiem mają zastosowanie w danym rozdziale, oferując Crashowi unikalne umiejętności) – posiadają wszak nawet swoje linie dialogowe i są „jakieś”. Po prostu bez zbędnych pytań realizujemy narzucane przez deweloperów etapy – ani tym bardziej bez odpowiedzi.


Screeny z Crash Bandicoot 4: It's About Time (XBOX One)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?