Disintegration (XBOX One)

ObserwujMam (1)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Recenzja gry Disintegration (XBOX One)


@ 19.06.2020, 18:16
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Wielbiciel literatury przez małe p, gier przez duże G, a także muzyki (tu już bez wyróżnień). Do tego klasyczna męska elegancja, savouir-vivre i szeroko pojęta estetyka. Kontakt: m.trochonowicz@miastogier.pl

Disintegration reklamowane było jako dzieło jednego z ojców marki Halo. Co zatem mogło pójść nie tak, skoro Halo to wybitny cykl FPS-ów z pompatyczną otoczką science fiction?

O Disintegration od początku miałem kiepskie zdanie – nie będę tego ukrywał. Już po wzięciu udziału w wieloosobowej becie, moje wrażenia były odbiegające od zachwytów czy nawet próby usprawiedliwiania deweloperów. A jednak do pełnej wersji gry podszedłem z nadzieją. Nadzieją, że może kampania fabularna uratuje projekt o bardzo wymownej – i pełniącej rolę samospełniającej się przepowiedni – nazwie.

Disintegration reklamowane było często nazwiskiem Marcusa Letho, jednej z osób odpowiedzialnych za pierwszą część marki Halo. Mowa tutaj o 2001 roku, więc powiedzmy, że od tego czasu niektóre umiejętności lub poczucie smaku (ew. wstrzelenie się z pomysłami w dany klimat) mogły się zatrzeć. I wcale nie twierdzę, że produkcja V1 Interactive jest pozbawiona futurystycznej – na modłę Halo właśnie – duszy. Wręcz przeciwnie, uważam, że idea stojąca za życiem wiecznym poprzez możliwość przeniesienia świadomości do zewnętrznych „opakowań” (niekoniecznie ludzkich) ma jak najbardziej sens.

Niemniej jednak szanse na pozytywny odbiór pogrzebała właśnie fabuła, a właściwie jej lakoniczność. Albo szerzej – tryb dla pojedynczego gracza. Tak kiepsko zbalansowanego modułu singleplayer już dawno nie widziałem. A tak bardzo źle narracyjnie ułożonej historii pewnie jeszcze dawniej. Początek to istny dramat niedomówień i niedopowiedzeń. Intro wygląda jak zlepek scen ze zwiastuna fabularnego, niewyjaśniającego absolutnie niczego – czujemy się po nim tylko bardziej zagubieni. Kolejne przerywniki filmowe oraz wydarzenia tylko ten efekt potęgują, w efekcie czego przed – mniej więcej – połową scenariusza rozgrywamy jakieś losowe bitwy, nie za bardzo orientując się, po co ani dla kogo je realizujemy.

Recenzja Disintegration - Halo toto nie jestRecenzja Disintegration - Halo toto nie jest

Historia rzuca nas w odległą przyszłość, w której ludzie podzielili się na tych z własnej woli korzystających z Integracji – wspomnianego procesu przeniesienia świadomości do humanoidalnej maszyny – oraz na pozostałych przy tradycyjnym ciele. I w zasadzie to tyle wynosimy z narracji Disintegration. OK, jest jeszcze główny bohater – Romer Shoal, postać z całą pewnością nietuzinkowa, bo to najgorszy lider w całej historii fikcyjnych protagonistów w grach wideo. W teorii przewodzi jakiemuś ruchowi oporu, w praktyce miota się między rozkazami innych, nie odzywa się prawie wcale, wyłącznie przytakuje. Bardzo chciałbym poznać osobę, która pisała sylwetki postaci oraz ich dialogi.


Screeny z Disintegration (XBOX One)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosbalic87   @   10:18, 20.06.2020
Mogla to być naprawdę swietna gierka laczaca w sobie moje dwie ulubione gry czyli Halo oraz Titanfalla.
Szkoda ze nic z tego nie wyszlo !