Sherlock Holmes: The Devil's Daughter (XBOXONE)

ObserwujMam (1)Gram (0)Ukończone (2)Kupię (0)

Recenzja gry Sherlock Holmes: The Devil's Daughter (XBOXONE)


@ 10.06.2016, 16:47
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Kofeiniarz, kokainiarz, kodeiniarz. Kontakt: m.trochonowicz@miastogier.pl

Sherlock Holmes: The Devil's Daughter kontynuuje marsz studia Frogwares w nowy rejon przygodówek - odchodząc od teł 2D i kierując się w stronę dużo bardziej zręcznościowej formuły. Nowy Sherlock to nieco odmienna, dojrzalsza stylistyka niż Zbrodnia i kara, niemniej wciąż solidna pod względem rozgrywki.

Jakby nie zacząć recenzji kolejnych przygód najsłynniejszego detektywa w dziejach popkultury, to i tak sprowadzi się do jednego frazesu: Sherlock Holmes powrócił! I to jest cholerna prawda – zwłaszcza, że markę i prawa do przenoszenia książkowego bohatera na ekrany komputerów i konsol od lat ma studio Frogwares. Niemniej jednak nie jest to żalenie się, bo deweloperzy robią naprawdę dobre przygodówki oraz udanie poruszają się po zmieniających się trendach – od point & clicka do gry nieco bardziej zręcznościowej. Jednak czy The Devil's Daughter, najnowsza odsłona wirtualnych przygód postaci wykreowanej przez Artura Conana Doyle’a, sprostała oczekiwaniom od czasu wydania,  całkiem niezłej, Zbrodni i kary?

Podobnie jak w przypadku poprzedniej, przytoczonej we wstępie, odsłony serii, The Devil’s Daughter nie przedstawia do końca jednolitej warstwy fabularnej. Scenariusz nie obraca się wokół konkretnych wątków, jak ma to miejsce w standardowych grach, a składa się z 5 niezwiązanych ze sobą spraw do rozwiązania, które są przetykane epizodami z tytułową postacią. I nie chodzi mi wcale o Holmesa, ale o czarcią córę – w domyśle nową sąsiadkę detektywa, która nieprzypadkowo postanowiła zamieszkać w tej samej kamienicy.

Jak w temacie scenariusza, tak i pod względem mechanizmów, najnowszy Sherlock Holmes powstał jakoby na kanwie poprzedniej części. Jeśli skończyliście lub tylko ją kojarzycie, to w tej odsłonie cyklu będziecie czuć się jak w domu. Wszystko jest tu bardzo podobne, kropka w kropkę oparte na pewnym filarze. Oczywiście nie oznacza to, że wygląd interfejsu lub stylizacja zostały chamsko skopiowane, by obciąć budżet jak się tylko da. Oprawa wizualna w tym elemencie jest zgoła inna, stworzona specjalnie dla tej części, aby pasowała do klimatu.

Klimatu, warto dodać, zgoła odmiennego od… no, sami wiecie czego. Deweloperzy ze studia Frogwares wyraźnie sobie poeksperymentowali, chcąc stworzyć nieco inne wrażenie niż tylko takie, jakie daje im książkowy pierwowzór. Nie ma już solidnego, ułożonego stróża prawa, londyńskiego bohatera. Odniosłem wrażenie, że nieprzypadkowy udział w zmianie wizerunku Holmesa ma serial, którego tytuł brzmi tak samo, jak nazwisko protagonisty – chodzi o podkreślenie jego ekscentryczności, osobistych problemów i pewnych ciemnych plam na życiorysie (a są takie – dowiecie się o nich już na samym początku). Projektantom na szczęście udało się uniknąć „kontrolowanego korzystania” z twardych narkotyków.

Pewne inspiracje widać też w ubiorze – zarówno Sherlocka jak i Watsona. Na szczególną uwagę zasługuje również „współczesna” fryzura kompana detektywa, który z pragmatycznego doktorka stał się nie lada zawadiaką. Na szczęście zmiany zostały przeprowadzone zgodnie z duchem XIX-wiecznego Londynu i działalności samego bohatera, więc wszystko jest spójne i odpowiednio zaprezentowane.


Screeny z Sherlock Holmes: The Devil's Daughter (XBOXONE)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?