Strider (X360)

ObserwujMam (2)Gram (0)Ukończone (1)Kupię (0)

Recenzja gry Strider (X360)


@ 04.03.2014, 16:11
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Kofeiniarz, kokainiarz, kodeiniarz.

Historia tytułu Strider sięga końcówki lat 80. ubiegłego stulecia, kiedy to w na japońskich automatach zadebiutował wspomniany produkt.

Historia tytułu Strider sięga końcówki lat 80. ubiegłego stulecia, kiedy to w na japońskich automatach zadebiutował wspomniany produkt. Wróżono mu świetlaną przyszłość i taka też ona była. Teraz, w 2014 roku, powraca odświeżona formuła produkcji studia Capcom, wykonana przez Double Helix. I wiecie co? Sprawdza się wyśmienicie!


Co prawda w oryginał sprzed 25 lat nie grałem, aczkolwiek wyobrażam sobie, że właśnie tak wyglądały kultowe gry z osławionych automatów – szybka jak diabli rozgrywka, niezobowiązująca historia oraz tona świetnej zabawy. Pomijam, naturalnie, udoskonaloną oprawę graficzną, wszak takie wielkie pudła stojące w specjalnie do tego przystosowanych miejscach z pewnością nie miały dużej mocy obliczeniowej.

Pomimo tak długiego okresu, który dzieli obie edycje (wspomniana ćwiartka wieku), mamy tego samego bohatera oraz identyczne miejsce akcji. Wcielamy się w tytułowego Stridera imieniem Hiryu i lądujemy w futurystycznej metropolii Kazakh. W niej rządzi socjalistyczny ustrój znany z sowieckiej Rosji, zaś niepodzielnie panuje dyktator – Grandmaster. Stridersi to organizacja wysoce zaawansowanych technologicznie wojowników ninja, a Hiryu jest jej członkiem.

Strider: ■ produkcja wypuszczona w 1989 roku;
■ trafiła na automaty;
■ stworzyła ją firma Capcom;
■ Muzykę przygotował Junko Tamiya.
Kod do recenzji trafił do redakcji nieco spóźniony. Miałem czas, by przyjrzeć się, co o odświeżonym klasyku mówi zachodnia prasa. Może nie o tyle czas, gdyż nie robiłem tego z premedytacją i przeświadczeniem, iż to mi trafi się napisanie tej recenzji, a przeczytałem kilka tekstów z czystej ciekawości. Pada tam zarzut, że nowemu Striderowi zabrano ducha starej części i jednocześnie elementy dobrej gry. Nie wiem, czy to wierni fani pierwowzoru, czy stare, zramolałe zgredy. Pewnie jedno i drugie, ale nie w tym rzecz. Nowa wersja dzieła Capcomu z roku 1989 to na wskroś ambitna, dynamiczna oraz angażująca szpila – taka wprost dedykowana na specjalne kontrolery, które znane są z potyczek w Street Fightera (arcade sticki)! Tempo akcji jest zawrotne, na 100% przekraczające wszelkie dopuszczalne normy. Mało kiedy warto było się zatrzymywać (bynajmniej nie przez to, że grafika jest brzydka!), by przyjrzeć się jakiemuś elementowi. Prułem przed siebie i siekałem coraz to nowsze oraz silniejsze zastępy oponentów.



Gra, co jakiś czas, odkrywa przed nami nowe umiejętności Hiryu, dzięki czemu jesteśmy lepiej przygotowani na kolejno wystawianych przez złego władcę bossów. Zaprojektowano ich z iście japońską fantazją, w roli szefów poziomów obsadzając np. mechanicznego smoka czy „Południowy Wiatr”, jako diablo szybką i zwinną wojowniczkę. Nie stworzono ich z – równie japońskim – przekombinowaniem (vide Asura’s Wrath), ale odpowiednim klimatem. Właściwie to cała gra jest odpowiednio skrojona, powiedziałbym, że na miarę. Na miarę godnego kontynuatora spuścizny po wiekowym dziadziuniu!

Odwiedzane przez nas miejsca biją po oczach odpowiednią „futurystycznością”, ale mieszczącą się w sztywnych ramach tzw. mainstreamu (stylistyka miasta jest dosyć prosta i wydaje nam się, że widzieliśmy już ją z milion razy, chociażby przy okazji Mirror’s Edge). Niemniej jednak lokacje zaprojektowane są nieliniowo, a więc wszędzie zostały poukrywane różnego rodzaju wąskie przejścia i szyby wentylacyjne (które z jakiegoś powodu mieszczą się przy podłodze). Takie zachowanie jest możliwe głównie ze względu na noszony przez bohatera czekan, który pozwala na wspinanie się po pionowych ścianach, suficie etc. etc. – element ten wykorzystano również w scenariuszu. OK, scenariusz to za dużo powiedziane – w oskryptowanych sekwencjach z większymi przeciwnikami. Również oprawa dźwiękowa została odpowiednio przygotowana, tak by imitować wrażenie trance’u zmiksowanego z jakąś nowszą wersją rock’n’rolla, gdzie gitarę elektryczną zastępują wirtualne sample. Mimo wszystko nadaje niepowtarzalnego charakteru i doskonale wpasowuje się w typ rozgrywki – jest żywiołowo i ekspresyjnie.



Jak przystało na grę dystrybuowaną cyfrowo, brodzi ona wręcz we wszelkiego rodzaju znajdźkach. Nie jest też przesadnie długa – mi wystarczyła na 6-7 godzin zabawy, w – jak wspomniałem – zabójczym tempie. Niemniej jednak możecie później, przechodząc ponownie, pobawić się w Indianę Jonesa i postarać się znaleźć wszystkie ukryte sekrety, które łapią się nawet do kategorii poprawiania statystyk postaci (dłuższy pasek życia itd.).

Suma summarum, z tego Stridera wyszła taka nie najgorsza gra. Napisałbym nawet, że mamy do czynienia z udaną produkcją. Doskonale obrazującą tendencję tytułów wydawanych cyfrową drogą. Superszybka akcja, lekko nakreślona historia i tona grywalności, to cechy charakteru, którymi dzieło Double Helix może śmiało reklamować się w mediach.


Długość gry wg redakcji:
7h
Długość gry wg czytelników:
5h 30min

oceny graczy
Dobra Grafika:
Odwiedzane lokacje są różnorodne (a to środek miejskiej aglomeracji, a to ośnieżone szczyty gór), a miasto wystarczająco futurystyczne i klimatyczne.
Dobry Dźwięk:
Dziwne połączenie kilku gatunków z jeszcze dziwniejszym stylem i filtrami. Niemniej sprawdza się doskonale, więc nie narzekam.
Dobra Grywalność:
To zdecydowanie wyróżniający czynnik nowego Stridera. Jak najbardziej na plus, gdzie dynamizm i żywiołowość górują nad resztą przymiotników.
Dobre Pomysł i założenia:
Odświeżone klasyki - to chyba już grali, nieprawdaż?
Dobra Interakcja i fizyka:
Dużo ukrytych przejść, rozwalanie specjalnie wyznaczonych fragmentów podłogi, ścian etc. - jest w czym wybierać.
Słowo na koniec:
Strider doskonale wpisuje się w ramy niewielkiej produkcji ze Steama/innego cyfrowego dystrybutora, a także sprawdza się idealnie jako definicja odświeżonego klasyka z automatów.
Werdykt - Dobra gra!
Screeny z Strider (X360)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosPabloMG   @   17:14, 04.03.2014
Nowy Strider od strony graficznej prezentuje się świetnie z oświetleniem się postarali, oprawa muzyczna może być, ale mam pewne obawy odnośnie szybkości rozgrywki trochę za szybko. Czas gry od 6 do 7 godzin to dzisiejszy standard, ważne żeby było wiele bonusów do odblokowania.