The Raven: Legacy of a Master Thief (X360)

ObserwujMam (3)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Recenzja gry The Raven: Legacy of a Master Thief (X360)


@ 15.12.2013, 13:01
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Kofeiniarz, kokainiarz, kodeiniarz. Kontakt: m.trochonowicz@miastogier.pl

Kruk znów powrócił! Nie, pracownicy KING Art nie postanowili stworzyć sequela swojej ostatniej przygodówki zatytułowanej „The Raven: Legacy of a Master Thief”, nie. Po prostu trzy epizody, które w przypadku pecetowej wersji wychodziły w miesięcznych odstępach, teraz dostępne są jako całość na platformie Microsoftu – Xboksie 360.

Kruk znów powrócił! Nie, pracownicy KING Art nie postanowili stworzyć sequela swojej ostatniej przygodówki zatytułowanej „The Raven: Legacy of a Master Thief”, nie. Po prostu trzy epizody, które w przypadku pecetowej wersji wychodziły w miesięcznych odstępach, teraz dostępne są jako całość na platformie Microsoftu – Xboksie 360. Sprawdziliśmy, jak model point & clicka działa na padzie!



Jeśli już poruszyłem tę kwestię, to ją skończę – sprawdza się nie najlepiej. Kiedy przebiegał proces pobierania, w głowie miałem już ułożony mechanizm działania zmienionego sterowania. Lewy analog posłużyłby mi do poruszania się głównym bohaterem, zaś prawy – do kierowania kursorem i wskazywania interaktywnych elementów. Deweloperzy rozwiązali to nieco inaczej, nieznacznie odbiegając od mojej wizji. Jednak to „nieznacznie” w praktyce oznacza dosyć diametralne różnice w samej rozgrywce. Okazuje się bowiem, że gdy lewa gałka, owszem, działa jak kontrola nad Jakobem Antonem Zellnerem, to prawa jest kompletnie nieaktywna. Elementy, z którymi możemy coś zrobić…. podświetlają i zaznaczają się same, kiedy tylko się do nich zbliżymy! Tworzy to dzieło jeszcze łatwiejsze, niż było wcześniej.

Kuriozalna sytuacja nie byłaby tak zła, gdyby ikonki wskazujące co i gdzie możemy zrobić nie miały rozmiarów pikseli, gdy PlayStation 2 podłączymy do ekranu Full HD. Oprócz faktu, iż możemy przyjrzeć się dostrzeżonym przedmiotom/miejscom, to obok (lekko z tyłu) program pokazuje nam inne interakcje możliwe do przeprowadzenia (pierwsza czynność to przycisk A, zaś druga – B). Inwencja gracza sprowadza się wtenczas do główkowania, które przedmioty z ekwipunku łączyć i korzystać z nich na otoczeniu.



O ile o oprawie graficznej oraz dźwiękowej nie mogę powiedzieć złego słowa – naturalnie w odniesieniu do przeniesienia obu elementów z pecetowej edycji - o tyle już samo sterowanie wypadło bardzo blado. Pomijam to uproszczenie opisane powyżej, ale fakt, iż (Anton jest dorodnej postury, to się zgadza) Zellnerem porusza się tak niewyobrażalnie ociężale i topornie sprawia, że po kilku pierwszych krokach odechciewa się jakiekolwiek myślenia. Jest także odczuwalny minimalny lag, który nakazuje reagować na sytuacje na ekranie ułamek sekundy wcześniej – jeśli chcemy zrobić krok w innym kierunku. Kiepska sprawa, zważywszy na to, że nie możemy zrobić nic innego, jak tylko męczyć się. Modderzy nic tu nie poradzą. Jest jedynie szansa, że łatka coś zmieni.

W przypadku wersji na konsolę Xbox 360 zauważyłem, być może, minimalnie przejaskrawione barwy, tudzież podniesienie kontrastu. Kolory wyświetlane na telewizorze wydają się żywsze, pełniejsze i pozbawione charakterystycznej szarości lub też stonowania, znanego z gry dedykowanej komputerom osobistym. Co wypada bardzo dobrze, zwłaszcza w drugim epizodzie, kiedy przebywamy na statku wycieczkowym. Jest tam sporo kolorów o rozmaitych odcieniach i stopniach zimna.



Powtarza się sytuacja, gdy otrzymawszy finalny produkt w wersji na PC byłem na swoistym rozdrożu. Tam przeszkadzały bugi i graficzne glitche, do spółki oczywiście z trójwymiarowym otoczeniem – stąd ocena pół oczka niższa od zamierzonej „ósemki”. Tutaj z kolei mamy sytuację, gdzie babole techniczne wyeliminowano (przynajmniej te znaczące), ale zrobiono sobie kolejny problem – toporne sterowanie, które powinno być bajecznie proste, zważywszy na wspomnianą architekturę środowiska „Jeśli deweloperzy postarają się w miarę szybko załatać grę, wtedy dodajcie sobie do oceny pół oczka. Jeśli nie - za opieszałość odejmijcie 0,5” – i tego się trzymajmy. Znowu.

PS. Po pełniejszy pogląd na to, czym jest The Raven: Legacy of a Master Thief, zapraszam do recenzji wersji pecetowej. Tam jest wszystko, zdecydowanie obszerniej, wyjaśnione.


Długość gry wg redakcji:
15h
Długość gry wg czytelników:
10h 7min

oceny graczy
Świetna Grafika:
Lokacje są trójwymiarowe, ładne i starannie wykonane. W wersji na Xboksa 360 - wydaje mi się - podciągnięto bardziej kontrast poszczególnych barw. Co się chwali.
Świetny Dźwięk:
Soundtrack to chyba najjaśniejszy element całej produkcji. Skomponowany przez profesjonalną ekipę w jednej z czeskich filharmonii.
Dobra Grywalność:
Bugi zniknęły, pojawiło się toporne sterowanie. Z deszczu pod rynnę.
Świetne Pomysł i założenia:
The Raven to gra komputerowa, która w bardzo zbliżony sposób przypomina dobry, książkowy kryminał. To spora zaleta.
Dobra Interakcja i fizyka:
Oprócz klasycznego łączenia przedmiotów... nie musimy nic więcej robić.
Słowo na koniec:
Jeśli deweloperzy postarają się w miarę szybko załatać grę, wtedy dodajcie sobie do oceny pół oczka. Jeśli nie - za opieszałość odejmijcie 0,5. Znowu.
Werdykt - Dobra gra!
Screeny z The Raven: Legacy of a Master Thief (X360)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?