Castlevania: Symphony of the Night (XBOX 360)

ObserwujMam (1)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Recenzja gry Castlevania: Symphony of the Night (XBOX 360)


@ 12.08.2010, 17:53
Marcin "Janek_wad" Janicki

Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy to na ekranach dwudziestocalowych telewizorów królowały tytuły 2D, w których chodziło tylko i wyłącznie o to, by "zajść jak najdalej w prawo"? Cóż, kolorowe bitmapy robiące za tła i zlepek kilkudziesięciu pikseli, trochę na wyrost określany mianem głównego boahtera całego tego bajzlu, potrafiły sprawić graczom niemało radości.

Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy to na ekranach dwudziestocalowych telewizorów królowały tytuły 2D, w których chodziło tylko i wyłącznie o to, by "zajść jak najdalej w prawo"? Cóż, kolorowe bitmapy robiące za tła i zlepek kilkudziesięciu pikseli, trochę na wyrost określany mianem głównego boahtera całego tego bajzlu, potrafiły sprawić graczom niemało radości. I w zasadzie tak jest do dzisiaj. Te proste, acz oferujące masę doskonałej zabawy produkcje nadal cieszą się ogromną popularnością, co skrzętnie starają się wykorzystać deweloperzy. Taktyka jest niezwykle treściwa. I tutaj z pomocą przychodzi motto życiowe pewnego pana z telewizji, który nade wszystko ubóstwia puszkowego Fulla: "trzeba tak robić, żeby zarobić, a się nie narobić". Maksyma doprawdy zacna, chociaż jej wcielenie w życie nie zawsze przynosi oczekiwane efekty ... No chyba, że ma się w zanadrzu przysłowiową kurę, co to znosi złote jaja.

A całą fermę takich oto kur posiada japońskie Konami, które ostatnimi czasy postanowiło odświeżyć markę Castlevanii, znakomitej serii gier traktującej o przygodach wampirzych łowców. W pierwszej kolejności padło na Symphony of the Night, które zadebiutowało w roku 1997, wzbudzając tym samym nieokiełznaną radość wśród wszystkich posiadaczy ówczesnego konsolowego króla, poczciwego PlayStation Pierwszego. Tym razem, w podretuszowaną Symfonię zagrają zarówno miłośnicy X360, jak i PS3 oraz PSP. Port jest wiernym odwzorowaniem swego starszego brata i poza lekko podrasowaną grafiką nie uświadczymy praktycznie żadnych zmian w stosunku do pierwowzoru, także wszyscy miłośnicy oldschool'owej szkoły jazdy bez dwóch zdań będą wniebowzięci. A tych, którzy z recenzowanym tytułem nie mieli jeszcze do czynienia, zapraszam do rzucenia okiem na niniejszy tekst.



Na początek słów kilka na temat samej serii. Cała sprawa kręci się wokół walki rodu Belmontów z Draculą. Sytuacja jest niezwykle klarowna. Raz na sto lat książę ciemności powraca na ziemski padół i rozpoczyna realizację swego niecnego planu, którego główny cel stanowi anihilacja gatunku ludzkiego. Jako że nasz poczciwy księciunio to zdecydowanie typ domatora, większość swego życia spędza w zamku. Tak więc, by dorwać złoczyńcę, trzeba niechybnie ruszyć swe szanowne cztery litery i wybyć na małą przejażdżkę, zakończoną wizytą w rzeczonej fortecy. Zadanie? Unicestwić oponenta, przy okazji pokazując całemu czającemu się w zamczysku złu, jak się zgina dziób pingwina. Tak właśnie wygląda fabuła zdecydowanej większości odsłon spod znaku Castlevanii. Zmianie ulega tylko imię głównego bohatera, który staje naprzeciw wampirzemu lordowi.

Co ciekawe, Symfonia Nocy zrywa z tą tradycją i miast nieustraszonego Belmonta, dostajemy zgoła odmiennego bohatera, którym jest syn samego ... Draculi, Alucard. Ten, przebudziwszy się po latach niezwykle owocnej drzemki stwierdza, że coś tutaj nie gra. By własnoręcznie zbadać przyczynę problemu, wyrusza do – a to ci parada – zamku swego ojca. Teraz od rozwiązania zagadki dzieli nas już tylko kilka dziesiątek wypełnionych wszelakiej maści stworami pomieszczeń. Po drodze spotkamy jeszcze blondwłosą niewiastę i ... wiele innych niespodzianek, o których tutaj nie wspomnę, by nie psuć Wam zabawy. Niemniej jednak, formuła rozgrywki nadal pozostaje ta sama, chociaż panowie programiści postanowili wprowadzić kilka bardzo istotnych zmian, jakie dość znacznie całą sagę zrewolucjonizowały.



Gra jest typową zręcznościówką 2D z domieszką elementów logicznych. Rozgrywka polega na podążaniu w wybraną stronę ekranu, eksterminacji setek chętnych na małe figo-fago potworów oraz zbieraniu rozmaitych "znajdziek". Ogromny nacisk postawiony został na eksplorację potężnego zamczyska, w związku z czym autorzy oddali graczowi całkiem sporą (jak na serię Castlevania) swobodę ruchu. By odkryć wszystkie tajemnice ponurego kompleksu, nie raz nie dwa zostaniemy zmuszeni do kilkunastokrotnego przemierzenia dobrze nam już znanych lokacji. Żeby nie było zbyt łatwo, po każdym wejściu do uprzednio zbadanego pomieszczenia, ubite wcześniej stwory powstaną z martwych tylko po to, by możliwie jak najbardziej uprzykrzyć nam życie.


Screeny z Castlevania: Symphony of the Night (XBOX 360)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosbat2008kam   @   18:14, 12.08.2010
Grałem kiedyś w tą grę na PSX-ie Uśmiech . Jedna z najlepszych gier na Playstation Pierwszego Dumny . A teraz to samo na X360, podciągnięte pod standary dzisiejszych gier (czyli dobra grafika itp.). Muszę to mieć Uśmiech .