Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake (SWITCH)

ObserwujMam (0)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake (SWITCH) - recenzja gry


@ 28.06.2024, 20:13

Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake to wyjątkowa gra RPG z papierowym Mario w roli głównej. Czy warto zdecydować się na jej zakup? O tym w niniejszej recenzji.

Gra Paper Mario: The Thousand-Year Door przez wielu fanów przygód Mariana uznawana jest za jedną z najlepszych w historii cyklu. Osobiście nie miałam przyjemności zagrać w pierwowzór, który zadebiutował na konsoli GameCube, ale błąd ten naprawiłam bawiąc się w remake, który przygotowano z myślą o Switchu. I wiecie co? Już na wstępie do niniejszej recenzji napiszę, że było warto! Paper Mario: The Thousand-Year Door to jedna z najlepszych gier RPG, z jakimi miałam do czynienia, mimo że nie jest to jakiś górnolotny, pompatyczny i wykonany z rozmachem projekt.

Jeśli chodzi o fabularne założenia, w Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake nie znajdziecie niczego strasznie zaskakującego. Księżniczka Peach znowu gdzieś ginie, a nasz dzielny Marian otrzymuje od niej listownie magiczną mapę prowadzącą do przeogromnego i niebywale cennego skarbu, mieszczącego się gdzieś w okolicy miasta portowego Rogueport. Bohater gry dociera do niego statkiem, szybko zapoznaje się z podstawami rozgrywki i wyrusza do 7 zróżnicowanych lokacji, w których znaleźć musi tzw. Kryształowe Gwiazdy. Dzięki nim będzie w stanie otworzyć tytułowe Tysiącletnie Drzwi skrywające poszukiwany przez niego (choć nie tylko) skarb.

Rogueport służy jako swoisty hub, punkt wypadowy łączący wszystkie pozostałe miejscówki. Co ciekawe, nie jest to jedyne miasto, czy tam osada w Paper Mario: The Thousand-Year Door, albowiem tych jest więcej. W każdej lokacji jest namiastka cywilizacji, dzięki której damy radę odpocząć, uzupełnić zapasy i dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego, co nas czeka. Każda lokacja jest inna, ciekawa, świetnie zaprojektowana, a także dość rozbudowana. By przejść do końca tutejszej opowieści trzeba wyskrobać naprawdę sporo wolnego czasu. Nie łudźcie się, że dobrniecie do finału w ciągu kilku godzin. Kilkanaście to absolutne minimum i to tylko wtedy, gdy faktycznie ciśniecie przed siebie i znacie mechanikę rozgrywki. Ja do końca historii dotarłam po prawie 30 godzinach. Była to przygoda pełna emocji, choć nie mogę napisać, że idealna.

Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake jest grą RPG, a w związku z tym bezustannie się rozwijamy. By dotrzeć do kolejnych obszarów, Mario pozyskuje ciągle nowe zdolności. Może to być np. umiejętność przemiany w papierowy samolot, albo zdolność do stanięcia pod kątem 90 stopni względem jakiś wąskich przejść, np. krat. Wiedzieć bowiem musicie, że tytuł Paper Mario nie został wyssany z palca. Stylistycznie mamy do czynienia z grą, która wygląda jakby została autentycznie zrobiona z papieru. Dlatego właśnie damy radę zmienić się we wspomniany samolot z papieru, by następnie przelecieć kawałek lokacji i dotrzeć do normalnie niedostępnej półki.

Cała eksploracja została bardzo dobrze przemyślana. Wszystkie zdolności głównego bohatera idealnie wykorzystano, a dzięki temu, że ciągle uczymy się czegoś nowego, nie miałam poczucia stagnacji… no może nieco pod koniec, ale nie było to nic wyjątkowo dokuczliwego. Z czasem zaczynały mnie po prostu nieco nudzić potyczki, które w Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake zrealizowano w formie turowej, a jednocześnie wymagającej zręczności i dobrego timingu.

Walka w Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake przenosi nas na specjalne areny, na których atakujemy naprzemiennie z przeciwnikiem: my, nasz sojusznik, a następnie poszczególni oponenci. Proces następnie powtarzamy aż do momentu, gdy jedna lub druga drużyna nie wygra. By starcia były bardziej interesujące, nie polegają one jedynie na wydawaniu poleceń i obserwowaniu poczynań kontrolowanych postaci. Każda zdolność wymaga od nas interakcji. Dla przykładu, by uderzyć młotkiem, musimy wychylić lewą gałkę analogową w tył – niejako prężąc muskuły – a potem we właściwej chwili analoga puścić, by łupnąć bandziora. Skacząc na głowy wrogów także konieczny jest perfekcyjny timing, bo bez niego nie zadamy obrażeń. Timing jest ponadto ważny, gdy stawiamy gardę lub parrujemy ataki oponenta. Skutecznie zrealizowana obrona nie dość, że nie przepuści obrażeń w naszym kierunku, to jeszcze na dodatek odbije je na przeciwnika.


Screeny z Paper Mario: The Thousand-Year Door Remake (SWITCH)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?