Stellar Blade (PS5)

ObserwujMam (3)Gram (1)Ukończone (1)Kupię (1)

Stellar Blade (PS5) - recenzja gry


@ 04.05.2024, 16:36
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

Stellar Blade to gra akcji, czerpiąca inspiracje z najlepszych przedstawicieli gatunku. Czy warto się nią zainteresować? O tym w naszej recenzji.

Stellar Blade to kolejna tegoroczna premiera ekskluzywnie dostępna dla konsol PlayStation 5 (m.in. po Final Fantasy XVII: Rebirth). Z materiałów promocyjnych wynikało, że deweloperzy celują w coś przypominającego cykl Nier, ewentualnie serię Bayonetta. Wiele wskazywało też na to, iż inspiracje czerpano z gatunku soulslike. Jak jest finalnie? Co przygotowała południowokoreańska ekipa Shift Up? O tym dowiecie się z niniejszej recenzji.

Założenia fabularne Stellar Blade są stosunkowo proste. Główną bohaterką gry jest członkini oddziału powietrznodesantowego; piękna, ale zabójcza niewiasta o imieniu EVE. Żeby było ciekawiej, nie mamy do czynienia z kobietą z krwi i kości, ale cyborgiem, który został przygotowany w jednym celu: zniszczenia rasy zwanej Naytiba, która lata temu zaatakowała Ziemię, prawie całkowicie wyniszczając rasę ludzką. Ci, którym udało się przetrwać inwazję, uciekają w przestrzeń kosmiczną i to właśnie stamtąd powracają na błękitną planetę, by spróbować ją odbić z rąk najeźdźców.

Scenariusz gry jest prosty, ale dość dobrze poprowadzony. Kolejne fragmenty opowieści poznajemy za sprawą scenek przerywnikowych, lore znalezionego w świecie oraz rozmów pomiędzy bohaterami. EVE nie jest sama. Towarzyszy jej grupa kompanów, w tym niewielki dron zwany ADAM. Wszyscy razem walczyć będą z Naytiba, by ludzkość mogła przetrwać, choć wiadomo, że najtrudniejszą robotę będzie wykonywał gracz wcielający się w naszą niebywale zręczną, sprytną i morderczą cybernetycznie usprawnioną protagonistkę.

Dobrnięcie do finału opowieści pochłonie mniej więcej 25-30 godzin Waszego czasu, a jeśli dodatkowo będziecie chcieli zajrzeć w każdą dziurę i sprawdzić każdy fragment wirtualnego świata, musicie wygospodarować czasu sporo więcej. Twórcy przygotowali dwa główne rodzaje lokacji. Większość miejscówek jest liniowych z ewentualnymi rozgałęzieniami, ale jest też kilka bardziej otwartych. Niezależnie od typu obszaru, sporo tu jednak poukrywanych informacji, skrzyń oraz innych przedmiotów, które łatwo idzie pominąć, jeśli tylko ciśnie się do przodu. Czas zabawy wydłużają też zadania poboczne oraz pomniejsze zlecenia, choć akurat one są dość nudne i schematyczne. Ja się ich realizacją zbyt często nie zajmowałem.

Mapy w Stellar Blade są przygotowane bardzo dobrze, a ich eksploracja nigdy nie zaczęła mnie nudzić. Widać, że przygotowując je twórcy czerpali inspiracje m.in. z serii God of War oraz gier z gatunku soulslike. Przede wszystkim mamy tu co jakiś czas specjalne punkty, swoiste ogniska z Dark Souls, przy których możemy odsapnąć, podnieść posiadane umiejętności oraz zmodyfikować wyposażenie. Po drugie, ewentualny odpoczynek oznacza, że resetuje się znaczna większość przeciwników i ponownie musimy się z nimi mierzyć. Po trzecie, w trakcie eksploracji znajdujemy nie tylko nowe przedmioty i surowce do craftingu, ale także dwa rodzaje rdzeni, z pomocą których podnosimy żywotność oraz poziom energii EVE. Wszystko to na pewno wyda Wam się znajome, ale w żadnym razie nie traktujcie tego jako zarzut. Twórcy fajnie każdy aspekt zmodyfikowali, by pasował do wykreowanego przez siebie świata. Dla przykładu, nie biegamy za wrogiem, któremu udało nas się sprzątnąć, by odzyskać EXP. Nie wszyscy przeciwnicy się też odradzają w razie zgonu. Jest po prostu garść twistów, które sprawiają, że zabawa jest unikatowa.

Rozwój EVE odbywa się za sprawą wspomnianych bezpiecznych miejscówek. Po dotarciu do jednej z nich damy radę poprawić kilka podstawowych cech bohaterki (np. wzmocnić jej broń), a także pozyskać nowe umiejętności, które podzielono oczywiście na szereg specjalnych drzewek. Są więc m.in. zdolności walki, zdolności przetrwania oraz skille związane z energią beta, pozwalającą nam wyprowadzać najbardziej zabójcze i najskuteczniejsze ataki. Drzewka są spore, ale pod koniec przygody zaczynało mi w nich brakować interesujących pozycji i zacząłem je po prostu wybierać „na pałę”. Możliwe jednak, że to kwestia tego, iż zaglądałem we wszystkie zakątki map i punktów umiejętności nigdy mi nie brakowało.

Progresja bohaterki to nie tylko ciągłe zdobywanie punktów umiejętności i przekładanie się ich na wcześniej niedostępne skille. To również wyposażenie – zarówno typowo kosmetyczne, jak i posiadające odzwierciedlenie w naszych zdolnościach. W miarę postępów EVE zdobywa bowiem specjalne ulepszenia posiadanego egzoszkieletu, tu zwanego egzokręgosłupem. Dodając do niego rozmaite moduły, jesteśmy w stanie np. poprawić nasze właściwości obronne (w walce wręcz oraz ogólnie), zwiększyć obrażenia zadawane osłonom, a także podnieść własne pole ochronne, ułatwiające nam nieco walkę. Do wyboru jest szeroki wachlarz modułów, a i egzoszkieletów jest niemało, dzięki czemu łatwiej dopasujecie zdolności bohaterki do własnych preferencji.

Walka w Stellar Blade jest zdecydowanie najważniejsza. To najbardziej dopieszczony i najlepiej przemyślany element. Jeśli chodzi o założenia, mocno przypomina ona gry z gatunku soulslike, a gdybym miał konkretny tytuł wskazać, to na myśl przychodzi mi Sekiro: Shadows Die Twice. Dlaczego? Dlatego, że ekipa Shift Up duży nacisk położyła na blokowanie, parowanie i kontratakowanie. Istotne jest też wyprowadzanie – standardowych – słabych i mocnych uderzeń, ale kombosy nie trwają wieczność i wreszcie się kończą, a wówczas otwieramy się na ciosy oponentów. Wielu wrogów dysponuje też tarczami czy innymi rodzajami zasłon, utrudniającymi nam nieprzerwane szarżowanie.

By wygrywać w Stellar Blade trzeba się wykazać zręcznością i spostrzegawczością. Przede wszystkim należy sprawnie blokować ataki oponentów, najlepiej realizując bloki idealne, czyli wykonane w ostatnim momencie. Potrafią one przerwać serię wroga i otworzyć go na kontratak. Po drugie, dobrze jest robić uniki, najlepiej także te idealne, czyli w ostatniej chwili przed oberwaniem. Po trzecie, bezustannie należy zwracać uwagę na to, jaki rodzaj ataku wyprowadza przeciwnik, albowiem są one sygnalizowane kilkoma różnymi kolorami. W zależności od tegoż koloru, inaczej trzeba reagować. Dla przykładu, niebieski oznacza, że możemy wykonać tzw. mrugnięcie, przenosząc się w ostatniej chwili za plecy oponenta i dając nam czas na kilka solidnych cięć. Fioletowy wymaga zrobienia odskoku, który także przez moment oszołamia wroga, pozwalając nam go sieknąć. Czerwony to nadchodząca seria, którą da się przyblokować. Żółty to cios, którego unikniemy tylko robiąc unik lub uciekając. Właściwe reagowanie jest kluczowe, bo mimo że oponenci nie są tak trudni, jak w Sekiro czy Elden Ring, to jednak nie można ich też lekceważyć.


Screeny z Stellar Blade (PS5)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?