Kena: Bridge of Spirits (PS5)

ObserwujMam (0)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Kena: Bridge of Spirits (PS5) - recenzja gry


@ 30.09.2021, 15:45
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

Kena: Bridge of Spirits to unikatowa platformówka, z nieco schematyczną rozgrywką. Czy do zabawy wkrada się monotonia? Czy fabuła daje radę? Na te i inne pytania odpowiadamy w poniższej recenzji.

Kena: Bridge of Spirits od pierwszych zapowiedzi wyglądało intrygująco. Platformówki mają to do siebie, że można się przy nich bawić na spokojnie i bez nerwów – przeważne, bo są oczywiście wyjątki od tej reguły. Z tego powodu z ogromną chęcią przytuliłem klucz recenzencki, który nadesłali nam deweloperzy, czyli studio Ember Lab. Grę błyskiem zaciągnąłem na dysk PlayStation 5 i rozpocząłem testowanie.

Założenia Kena: Bridge of Spirits są stosunkowo proste. W grze wcielamy się w tytułową Kenę – młodą dziewczynę będącą przewodniczką dusz. Niedługo po tym, jak rozpoczynamy swoją przygodę natrafiamy na jakiegoś niemilca, który nakazuje nam odejście. Alternatywą jest oczywiście to, że skubaniec odeśle nas w zaświaty. Cel, jak się domyślacie, mamy prosty. Musimy dowiedzieć się coś więcej na temat napotkanego człeka, a ponadto dotrzeć do sanktuarium mieszczącego się na szczycie sporej góry. W tym celu brniemy przez wypełniony niebezpieczeństwami świat, rozmawiamy z napotkanymi osobami i staramy się rozwijać swoje umiejętności.

Na potrzeby gry deweloperzy przygotowali całkiem duży świat, po którym możemy się dość swobodnie poruszać, choć z pewnymi ograniczeniami. Jak to w platformówkach bywa, nie od początku posiadamy wszystkie zdolności konieczne do tego, by przedzierać się przez napotkane przeszkody. Najpierw dysponujemy jedynie laską. Później dołączają do nas dziwne stwory zwane Rot. Wreszcie też uczymy się przemieniać laskę w łuk. Każda kolejna umiejętność, tudzież element wyposażenia, to oczywiście nowe sposoby poruszania się. Rot, dla przykładu, jest w stanie np. przenosić jakieś skrzynki i ustawiać je w miejscach, umożliwiając wspinaczkę. Dzięki łukowi możemy przenosić się na niewielkie odległości, strzelając w dziwne kwiaty.

Świat, mimo ograniczeń, jest otwarty, o czym wspomniałem wcześniej. Po udostępnionym obszarze możemy się swobodnie poruszać, szukając przejścia oraz rozmieszczonych dookoła sekretów. Wśród nich są m.in. kryształy pozwalające nam na dokonywanie zakupów kosmetycznych (czapeczki dla pokurczy), a także kolejni kompani – Rot przeważnie nieźle się czają i trzeba zarówno zwracać uwagę na innych przedstawicieli tego kuriozalnego gatunku, jak również na to, co dzieje się dookoła. Leżąca na ziemi kłoda? A nuż znajdziemy pod nią jakiegoś pomocnika! Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Ważnym elementem Kena: Bridge of Spirits są oczywiście różnej maści etapy zręcznościowe, tudzież platformowe. Główna bohaterka nie tylko biega, ale również skacze, wspina się i wykorzystuje wszystkie swoje zdolności do tego, by znaleźć drogę do przodu. Gdy natrafiamy na z pozoru zamknięte przejście, musimy zerknąć czy np. nie ma w pobliżu jakiegoś mechanizmu albo mostu zwodzonego. Ewentualnie może jest gdzieś zepsucie – dziwna choroba trawiąca tutejszy świat. Usunięcie zepsucia – poprzez zlikwidowanie przebywających nieopodal przeciwników – może odblokować nam dalszą drogę. Kena to sprytna dziewczyna. Musimy ją po prostu skierować we właściwą stronę.

Kena: Bridge of Spirits - recenzjaKena: Bridge of Spirits - recenzja

Skoro o sprycie mowa, nie sposób nie wspomnieć o tym, że dziewczyna często zmuszana jest do walki. Podczas przemierzania wirtualnego świata, regularnie natrafiamy na różnego sortu oponentów. Najczęściej są to przeciwnicy niewielcy i łatwi do ubicia, ale co jakiś czas musimy się jednak zmierzyć z jakimś mini-bossem, a na końcu każdego większego etapu także z bossem. W tym celu korzystamy ze wspomnianej laski, łuku oraz umiejętności naszych towarzyszów. Pojedynki nie są łatwe. Należy wykazać się zarówno zręcznością, jak i spostrzegawczością. Bossów często nie da się zlikwidować tak po prostu, bo Kena to nie czołg. Odpada mashowanie przycisków. Konieczne jest robienie uników, parowanie ciosów i dobrze wyliczone zadawanie własnych. Nie spodziewajcie się oczywiście szefów na poziomie tych z gatunku soulslike, ale, jak na platformówkę, wyzwanie jest dość spore – co mnie zasadniczo bardzo raduje.


Screeny z Kena: Bridge of Spirits (PS5)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosbalic87   @   12:00, 02.10.2021
To ze fabula zawarta w grze jest dosc prosta nie uznawalbym jako minus z tego wzgledu ze tytul skierowany jest glownie w kierunku mlodszego grona odbiorcow.

Jako taki (minus) uwazam natomiast dosc wymagajace starcia z bossami w ktorych niestety mlodszym graczom beda musieli pomagac bardziej ogarnieci w tej kwestii tatusiowie lub starsze rodzenstwo (o ile faktycznie miejmy nadzieje tacy beda).

Co do schematycznosci to uwazam osobiscie ze wszystkie tytuly rpg takie sie z czasem robia i kolejne zadania wykonujemy glownie po to aby pchnac nasza opowiesc do przodu.

Cieszy fakt decyzji zespolu Ember Lab na przeniesienie z czasem produkcji rowniez na inne platformy

Smuci natomiast fakt braku spolszczenia tejze animowanej platformowki - jak teraz przekonasz do niej dzieciaki nie rozumiejace angielskiego ?
0 kudosbigboy177   @   19:48, 02.10.2021
Cytat: balic87
Smuci natomiast fakt braku spolszczenia tejze animowanej platformowki - jak teraz przekonasz do niej dzieciaki nie rozumiejace angielskiego ?
Możliwe, że Ember Lab przygotuje kiedyś spolszczenie. Niestety Kena nie ma w Polsce dystrybutora. Klucze do testów słali twórcy.