Mortal Kombat 11: Aftermath (PS4)

ObserwujMam (0)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Recenzja gry Mortal Kombat 11: Aftermath (PS4)


@ 07.06.2020, 11:36
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

Mortal Kombat 11: Aftermath to fabularne rozszerzenie dla ostatniej części popularnego cyklu bijatyk. Kosztuje niemało, czy zatem warto zainwestować?

Cykl Mortal Kombat dostawał w ostatnim czasie przede wszystkim DLC, w ramach których otrzymywaliśmy całkiem nowych wojowników. Deweloperzy nie opracowywali dodatków rozwijających wątek fabularny. Zmieniło się to jednak za sprawą Mortal Kombat 11 oraz fabularnego rozszerzenia zatytułowanego Aftermath. Przynosi ono nie tylko nowych fajterów, ale także nową historię.

Uwaga: W poniższym akapicie występują drobne spoilery dotyczące podstawki. Pomińcie go i przejdźcie dalej, jeśli nie skończyliście MK11.

Mortal Kombat 11: Aftermath zaczyna się w miejscu, w którym kończy się podstawka. Liu Kang osiągnął apoteozę, czyli jest istotą doskonałą. Stał się bogiem. Jego finalna batalia z Kroniką zniszczyła jednak linię czasu, a korona, która była by ją w stanie naprawić nie istnieje. Ostatnią nadzieją okazuje się niewielka grupa wojowników, którzy zostają wyrzuceni poza obszar czasu, a ich zadaniem jest naprawa wszystkiego, co zostało zepsute. Owymi wojownikami są Fujin, Nightwolf oraz Shang Tsung. Mimo że ostatnia z postaci jest tak naprawdę złoczyńcą, tylko ona potrafi korzystać z korony i tylko ona może naprawić czas.

Opowieść jest skrojona naprawdę solidnie i potrafi pochłonąć grającego. Szczególnie dobrze twórcom udało się przygotować rolę Shang Tsunga – facet jest charyzmatyczny, sarkastyczny i nieco przemądrzały, ale trzeba przyznać, że każda scenka z nim – czyli znaczna większość – to naprawdę wyśmienicie zmontowane sekwencje. Pozostali aktorzy również się oczywiście spisali, ale bez Shang Tsunga nie byłoby tak dobrze. Zakończenia nowej historii są dwa. Nie są one niestety szczególnie interesujące i nie wnoszą niczego nowego do uniwersum, a szkoda. Wydaje mi się, że twórcom chodziło po prostu o to, by zbytnio nie mieszać i nie wymuszać na graczach potrzeby kupowania Aftermath, by zrozumieli kolejny duży rozdział opowieści, czyli Mortal Kombat 12 – nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że takowy powstanie, prawda?

Mimo że nowa opowieść jest w DLC kluczowa, Aftermath wprowadza do zabawy także inne elementy. Po pierwsze wspomnieć trzeba o nowych postaciach. Są nimi Fujin, Sheeva oraz Robocop (ten z 1987 roku). Wszystkie, co nie jest zaskoczeniem, dają masę frajdy i zostały przygotowane z pomyślunkiem. Każdy wojownik posiada własny arsenał ciosów oraz słabe i mocne strony. Moim ulubieńcem jest Robocop, ale wiadomo że każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie. Balans pomiędzy postaciami sprawia, że żadna nie ma przewagi nad pozostałymi.

Dodatek to także rozliczne mniejsze i większe zmiany. Powracają Fatalities środowiskowe, czyli takie, w których wykorzystujemy otoczenie, by wykańczać oponentów - zwane Stage Fatalities. Żeby było ciekawiej, mamy dostęp do całkiem nowych aren z unikatowymi Fatalities, pozwalającymi nam w jakiś wyszukany sposób ukatrupić przeciwnika. Co interesujące, nie zawsze musimy to robić. Możemy się bowiem zdecydować na przyjaźń z wrogiem – głupawą zagrywkę, która kończy starcie w bezkrwawy i często humorystyczny sposób.

Idąc dalej, jeśli chodzi o zmiany w rdzeniu rozgrywki, każda postać ma atak typu armor break (czasem nawet kilka), pozwalający przerwać obronę przeciwnika. Zmienia to oczywiście sposób prowadzenia pojedynków, albowiem nigdy nie jesteśmy całkiem bezpieczni. Zawsze możemy dostać ciosem, który przerwie naszą gardę i wystawi nas na zadające obrażenia ataki. Pomniejsze zmiany wprowadzono też do całej listy ciosów, modyfikując m.in. klatki animacji. Modyfikacje te dostrzegą jednak głównie profesjonalni gracze. Amatorzy raczej nie zwrócą na nie uwagi.

Jak widać z powyższego opisu Aftermath to całkiem sporo nowej zawartości, ale nie jestem do końca przekonany czy warto wydać na DLC mniej więcej 160 zł. Nowa opowieść to około 3 godziny grania, są też trzy nowe postaci oraz sporo zmian, ale wydaje mi się, że cena jest dość wysoka. Jeśli zamierzacie kupić podstawkę, zdecydujcie się na zestaw, w którym jest zarówno MK11, jak i Aftermath. Jeżeli chcecie tylko podstawkę, przemyślcie inwestycję. Zastanówcie się czy nową opowieść musicie poznać jak najszybciej (wtedy kupcie rozszerzenie) czy możecie trochę poczekać i nabyć DLC po przecenie.


Długość gry wg redakcji:
3h
Długość gry wg czytelników:
nie podano

oceny graczy
Świetna Grafika:
Poziom z podstawki, więc jest bardzo dobrze.
Świetny Dźwięk:
Również bardzo dobrze.
Genialna Grywalność:
Nowi wojownicy, nowa opowieść, garść zmian w mechanice rozgrywki... wszystko to podnosi grywalność.
Dobre Pomysł i założenia:
Opowieść mogłaby być dłuższa.
Świetna Interakcja i fizyka:
System walki nie ma sobie równych.
Słowo na koniec:
Byłoby lepiej, gdyby cena była odrobinę niższa albo zawartość bogatsza.
Werdykt - Dobra gra!
Screeny z Mortal Kombat 11: Aftermath (PS4)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?