Devil May Cry 5 (PS4)

ObserwujMam (2)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (1)

Recenzja gry Devil May Cry 5 (PS4)


@ 03.05.2019, 13:10
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

Fani serii Devil May Cry od dawna wyczekiwali na solidną kontynuację przygód Dante. Czy Capcom wreszcie nas posłuchał?

Z cyklem Devil May Cry mam do czynienia od dawna. Nie odpuściłem sobie do tej pory żadnej odsłony, a to oznaczało, że także w przypadku DMC5 nie mogę nie zapoznać się z perypetiami Dante oraz jego całkiem nieźle pokręconej rodzinki. Na szczęście Capcom nie zawiódł, oddając w moje ręce wyśmienity slasher, a przy okazji solidną kontynuację wątku fabularnego, który obserwujemy od początku tej znamienitej sagi. Myślę, że pod względem scenariusza, lepiej do tej pory nie było.

Zacząć wypada od tego, że akcja DMC5 rozgrywa się mniej więcej pięć lat po tym, jak dobiegło końca Devil May Cry 4, a twórcy przedsięwzięcia postanowili całkowicie pominąć swoisty reboot zatytułowany DmC: Devil May Cry, opracowany przez studio Ninja Theory. Głównym bohaterem nie jest tym razem Dante czy całkiem charyzmatyczny Nero, którego mogliśmy poznać w trakcie ogrywania „czwórki”. Protagonistów jest aż trójka. Podczas przemierzania wirtualnego świata wcielimy się w Nero, tajemniczego kolesia zwanego „V”, a także ulubieńca wielu graczy, Dantego.

Bohaterowie otrzymali po fragmencie fabuły, a dopiero kiedy wszystko złożymy w całość otrzymujemy sensowną i dobrze sklejoną opowieść. Jest to o tyle ważne, że wydarzenia nie są prezentowane chronologicznie. Czasem poznajemy historię zgodnie z tym, jak przebiegała, a okazyjnie przeskakujemy do przodu, tudzież do tyłu w czasie. Może to do pewnego stopnia dezorientować, ale na szczęście w finale wszystko się klaruje i nabiera sensu.

Czy zatem z opowieścią warto się zapoznać? Czy lepiej przerzucać przerywniki i skupić się na eliminowaniu demonów? Odpowiedź w tym przypadku jest banalnie prosta: koniecznie trzeba śledzić to, co przygotowali scenarzyści. Fabuła jest bardzo ciekawie wpleciona w to, co działo się wcześniej (fani dostrzegą mnóstwo wyśmienitych smaczków), ale zarazem można czerpać z niej przyjemność bez znajomości poprzedników. Co istotne, nie musicie też dbać o przygotowaną opowieść. DMC5 to bowiem przede wszystkim slasher, jeden z najlepszych w jakie miałem przyjemność zagrać.

Znakiem rozpoznawczym dobrych slasherów, czymś co wyróżnia je od zwykłych gier akcji, jest to, że ich system walki jest rozbudowany, pełen niuansów i stosunkowo łatwy do ogarnięcia, ale niebywale trudny do pełnego opanowania. Tak właśnie jest w przypadku Devil May Cry 5. Przygotowani bohaterowie (choć lekko odstaje od nich „V”) dysponują bardzo szerokim wachlarzem ciosów. Aby wygrywać, przynajmniej na niższych poziomach trudności, nie trzeba zapoznawać się ze wszystkimi uderzeniami czy kombosami. Bez problemu da się dobrnąć do napisów końcowych, wykorzystując zaledwie 10 czy 20 procent możliwości wojowników. Nie w tym jednak tkwi moc projektu.

Devil May Cry 5 zachęca każdego gracza do eksperymentowania. Wyprowadzanie uderzeń związane jest ze specjalnym systemem rankingowym, który ocenia nas za to, jak efektownie i efektywnie pozbywamy się napotkanych demonów. Warto więc regularnie zmieniać stosowane kombosy i zadawać możliwie jak najwięcej obrażeń. Ocena najwyższa zarezerwowana jest dla prawdziwych wyjadaczy. Osoby walczące chaotycznie być może go osiągną, ale nie będą w stanie utrzymać. Nie wspomnę o poziomach trudności wyższych od normalnego. Na nich wyższe rangi wymagają umiejętności, a szczęście odgrywa coraz mniejszą, wręcz znikomą rolę.

Jeśli chodzi o to, kim walczy się lepiej, wszystko zależne jest od Waszych preferencji oraz, ewentualnie, od sentymentów. Do mnie osobiście bardziej przemawia Dante i jego możliwość dynamicznego przełączania się pomiędzy czterema stylami walki, ale Nero także jest wyśmienitym zawodnikiem. Pojedynki w jego wykonaniu różnicują mocno tzw. Poskramiacze Demonów – specjalne protezy, które Nero jest w stanie montować zamiast brakującej dłoni. Niestety z poskramiaczami związany jest pewien problem. Otóż nie da się pomiędzy nimi przełączać i jesteśmy niejako skazani na dany poskramiacz aż do momentu, w którym go stracimy (np. niszcząc). Ten jeden element chciałbym, aby zrealizowano inaczej. W przypadku Dante, wachlarz dostępnych ciosów oraz mechanika rozgrywki jest wykonana bezbłędnie i nie mam wobec niej kompletnie żadnych zastrzeżeń.


Screeny z Devil May Cry 5 (PS4)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):


Powyższy wpis nie posiada jeszcze komentarzy. Napraw to i dodaj pierwszy, na pewno masz jakąś opinię na poruszany temat, prawda?