Apex Legends (PS4)

ObserwujMam (1)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Recenzja gry Apex Legends (PS4)


@ 12.02.2019, 19:02
Łukasz "LuKaS77PL" Konieczny

Apex Legends wzięło szturmem rynek Battle Royale i z każdym dniem przyciąga do siebie miliony nowych graczy. Czy dziecko Respawn Entertainment zdetronizuje niebawem Fortnite?

Tytuły oferujące tryb Battle Royale wyrastają jak grzyby po deszczu. Niemal każdy pragnie ugryźć kawałek niezwykle dochodowego tortu, lecz na dużą skalę udaje się to jedynie nielicznym. Swoich sił próbują m.in. H1Z1, Dying Light czy Call of Duty: Black Ops 4 i wychodzi im to solidnie, ale przepaść dzieląca je od PlayerUnknown's Battlegrounds, a w szczególności od Fortnite, jest gigantyczna.

Ostatnia z wymienionych produkcji jest nie tylko udanym projektem, ale swego rodzaju społecznym fenomenem, w przypadku którego wielu graczy często nie uczestniczy nawet w faktycznej rywalizacji, lecz loguje się po to, aby... zwyczajnie wałęsać się po mapie i rozmawiać ze znajomymi. Czy zobaczyliśmy zatem już wszystko, na co stać gatunek Battle Royale? Okazuje się, że nie, gdyż wydane równo tydzień temu Apex Legends zdaje się mieć garść świeżych pomysłów i oferuje dynamiczną oraz przemyślaną formę zabawy.

Dewelopery, Respawn Entertainment, błyskawicznie podbili serca graczy, a rozwój produkcji jest fascynującym zjawiskiem. Nie jest to przypadek, gdyż, jak widać, pewne mądre głowy w ekipie Respawn przeprowadziły dogłębną analizę tego, co już mamy na rynku. Efektem ich pracy jest tytuł łączący w sobie cechy nie tylko najlepszych Battle Royale'ów, ale także kilku innych, popularnych gier sieciowych, ze spoiwem w postaci charakterystycznej mechaniki strzelanin pierwszoosobowych, z jakiej słyną twórcy serii Titanfall. Znajdziemy więc tutaj ducha Titanfall, Call of Duty, Overwatch czy samego Fortnite.

Apex Legends zabiera nas na tak zwane Igrzyska Apex, rozgrywające się w uniwersum Titanfall, w których biorą udział tytułowe legendy. Są to wojownicy z różnych zakątków rozdartego wojnami świata, którzy startują w zawodach, by walczyć o chwałę i pieniądze. W taki oto sposób twórcy przemycają do potyczek główną ideę zabawy, czyli korzystanie z postaci z unikalnymi umiejętnościami wpływającymi na strategię i przebieg starć. Jak to bywa w Battle Royale, lądujemy na mapie z pustymi rękoma, a następnie zbieramy broń i zasoby, by finalnie podjąć rywalizację z innymi graczami na kurczącym się co kilka minut polu walki. Wygrywa ta ekipa, której uda się zostać przy życiu. Respawn miało jednak garść pomysłów na usprawnienie tej klasycznej formuły i, jak się okazało, są one trafione.

Zacznijmy od podstaw, czyli poruszania się postaci. Jest ono płynne i responsywne. Zrezygnowano jednak z znaku rozpoznawczego serii Titanfall, czyli biegania po ścianach oraz szybszego dostawania się na dachy, co prawdopodobnie jest odpowiednią decyzją, przynajmniej na obecnym etapie rozwoju tytułu. Elementy te mogłyby zaburzyć przyzwoity balans, jaki jest obecnie zachowany. Poza tym nasza postać i tak potrafi bardzo dużo: od szybkiego biegania, przez wspinanie się na murki i ogrodzenia, po przemieszczania się po rozwieszonych linach oraz wykonywanie wślizgów, które mogą przerodzić się w efektowne zjazdy po zboczach, gdy wybierzemy odpowiednie ukształtowanie terenu. Jeśli sprytnie wykorzystamy te ruchy, będziemy w stanie sprawnie dotrzeć w niemalże dowolny punkt na mapie, nie wspominając już o tym, że podczas wspomnianego wślizgu czy zjazdu na linie da się prowadzić ostrzał. Kontrola nad postacią jest przyjemna i daje mnóstwo swobody, a sama rozgrywka zyskuje tym samym na widowiskowości.

Na mapie bój toczy 60 graczy w trzyosobowych zespołach, które są dobierane automatycznie, jeśli drużyna nie zostanie skompletowana w lobby z naszych znajomych. Właśnie w tym elemencie należy upatrywać najmocniejszej strony Apex Legends, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Rozgrywka drużynowa odgrywa kluczową rolę na polu bitwy i jeśli chcielibyśmy działać na własną rękę, oczywiście możemy, lecz w tym przypadku bez solidnych umiejętności długo nie przetrwamy. Najciekawszą kwestią jest to, że studio Respawn zdołało stworzyć system drużyn, w którym jesteśmy w stanie grać zespołowo i świetnie sobie radzić, bez faktycznej rozmowy z towarzyszami. Grając z osobami, które podchodzą do zabawy na poważnie - w Apex Legends jest ich zdecydowana większość - mamy spore szanse na przetrwanie wielu rund, a nawet na zwycięstwo.

Przede wszystkim przygotowano rewelacyjną mechanikę oznaczania poszczególnych rzeczy, wspartą dialogami naszych postaci. Oznaczamy wrogów, poszczególne obiekty w lokacjach, proponujemy miejsce przemieszczenia się na mapie, wskazujemy konkretne przedmioty do zebrania, a bohaterowie to komentują, przekazując odpowiednie informacje. Dzięki temu cały zespół posiada niezbędną wiedzę, dotyczącą nawet takich szczegółów, jak miejsce ukrycia celownika do broni snajperskiej o konkretnym stopniu zaawansowania. Jeśli dany członek drużyny oznacza punkt, do którego proponuje się udać, inni mogą również na niego kliknąć wyrażając zgodę na manewr, a bohaterowie odpowiednio to zasygnalizują wypowiadanymi kwestiami. Po tygodniu rozgrywania potyczek, ze znajomymi oraz zupełnie przypadkowymi osobami muszę przyznać, że system się sprawdza i nie ma najmniejszych problemów ze zrozumieniem intencji kompanów

Kwestia współpracy na tym się jednak nie kończy. W Apex Legends znalazło się kilka innych rozwiązań usprawniających formułę Battle Royale, a jedna z nich pojawia się jeszcze przed oddaniem pierwszego strzału. Mowa o charakterystycznym zrzucie graczy na mapę, który w tym przypadku odbywa się ze swego rodzaju statku powietrznego. Po zakończeniu doboru graczy, losowemu z nich przydzielona zostaje funkcja dowódcy skoku, dzięki czemu może on zadecydować, w którym momencie drużyna jest zrzucona na mapę i kierować lotem całego zespołu do wybranego punktu. Podczas samego lotu postacie pozostawiają za sobą kolorowy dym odróżniający zespoły, więc w łatwy sposób jesteśmy w stanie zaobserwować, w jakie miejsca kierują się inni. Zyskujemy tym samym wybór dotyczący tego, czy wylądować w spokojnym zakątku areny i zebrać zasoby, czy od razu dużo zaryzykować wskakując w wir walki.

Dodatkowo każdy członek drużyny posiada opcję odłączenia się od dowódcy, co w przypadku graczy o sporych umiejętnościach może mieć ciekawe zastosowanie, jeśli trzej członkowie podążą w odmiennych kierunkach obierając jakąś nietypową taktykę. Dużą rolę odgrywa tu nasze zdecydowanie, gdyż czasem, wyskakując jako pierwsi, możemy przepędzić poszczególne zespoły z danego obszaru, a zbyt długo się wahając, w celu uniknięcia szybkiego kontaktu z rywalami, pozostawimy sobie lokacje z marną bronią i przedmiotami. Warto powiem pamiętać, że miejscówki zostały sklasyfikowane pod kątem jakości znajdowanych przedmiotów, więc w tym przypadku znajomość mapy to kolejny kluczowy element zabawy. Sprawne przemieszczanie się między obszarami jest tutaj bardzo ważne.

Warto dodać, że system oznaczania jest dostępny nawet, gdy zostajemy zranieni i nie możemy walczyć, a jedynie czołgać się czekając na reanimację ze strony towarzysza. Nadal jesteśmy w stanie oznaczyć pozycję wroga, mimo tego, iż nie walczymy.

Innym ciekawym rozwiązaniem jest odradzanie się członków zespołu, jeśli polegną podczas wymiany ognia. Po pierwsze przez określony czas istnieje możliwość reanimacji kompana. Gdy wróg go dobije albo delikwent się wykrwawi, w miejscu zgonu przez ograniczony czas pozostaje jego sztandar. Może on zostać podniesiony przez innego członka drużyny, a potem dostarczony do jednego z kilku rozmieszczonych na mapie przekaźników. To przy nich poległa osoba może się odrodzić, lecz nie będzie posiadać już zebranego wcześniej ekwipunku. Dzięki takiemu rozwiązaniu, zachowano odpowiedni balans, a przy okazji sprawiono, że podczas zabawy z nieznajomymi nie musimy w razie zgonu szukać od razu innej sesji. Zawsze ktoś może nas przywrócić do gry. Pojawiają się również specjalne balony, które pozwalają nam wystrzelić się ponownie w powietrze i poszybować do wybranego miejsca, zwłaszcza podczas desperackiej ucieczki przed zawężającym się polem walki.


Screeny z Apex Legends (PS4)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosshuwar   @   07:37, 13.02.2019
Dobrze napisana recka przybliżająca Apexa osobą nie wtajemniczonym.

Swoją drogą, popularność gier typu battle royale, to ciekawy fenomen, choć zupełnie nie trafiający w mój gust. Myślę, że to byłby ciekawy temat - opis profilu graczy lubujących się w tym typie rozrywki: wiek, płeć, zainteresowania...
0 kudosGuilder   @   08:51, 13.02.2019
Cytat: shuwar
Swoją drogą, popularność gier typu battle royale, to ciekawy fenomen, choć zupełnie nie trafiający w mój gust. Myślę, że to byłby ciekawy temat - opis profilu graczy lubujących się w tym typie rozrywki: wiek, płeć, zainteresowania...
To może być coś dużo bardziej prozaicznego niż fenomen - moda. Tak jak wcześniej był wysyp gier typu MOBA, tak teraz przyszła pora na battle royale. Oryginalny pomysł chwycił, potem każdy spróbował zabrać kawałek tego tortu dla siebie i na różne sposoby podchodził do tematu i tak się to rozwinęło. Za rok-dwa ktoś może znowu coś nowego wymyślić i będziemy mieli kolejny "fenomen". Puszcza oko
0 kudosshuwar   @   08:53, 13.02.2019
Ja tam jednak uważam, że co eRPeG, to RPG (sigleplayer'owy ma się rozumieć) Uśmiech
0 kudosGuilder   @   09:04, 13.02.2019
Wiadomka, choć ja jeszcze platonicznie miłuję skradanki. Dumny
0 kudosluki505   @   14:30, 13.02.2019
Epic ze swoim Fortnitem może się zacząć bać.
Dodaj Odpowiedź