No Man's Sky (PS4)

ObserwujMam (6)Gram (3)Ukończone (0)Kupię (3)

No Man's Sky (PS4) - recenzja gry


@ 16.08.2016, 23:22
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

No Man's Sky przerosło deweloperów? Zabrakło rąk do pracy? Czy może tylko założenia były wspaniałe, a ich realizacja to już zupełnie inna bajka? Nie sposób odpowiedzieć. Gra nie jest jednak tym, czym miała być.

No Man’s Sky zapowiedziane zostało mniej więcej 3 lata temu, w sierpniu 2013 roku. Tytuł od razu przyciągnął do siebie uwagę graczy, albowiem deweloperzy zapowiedzieli ogromny, zróżnicowany świat, w ramach którego mielibyśmy zwiedzić 18 trylionów planet, a każda miała być inna. Mijały kolejne miesiące, a zainteresowanie projektem nie spadało. Wreszcie zadebiutował na rynku i zdecydowanie nie jest tym, co pierwotnie promowano.

Zacznijmy od wyjaśnienia marketingowej papki, związanej z trylionami planet. Otóż faktycznie owych planet tyle jest, gra generuje je bowiem za pomocą algorytmu, który na podstawie specjalnego, 64-znakowego klucza przygotowuje nie tylko ukształtowanie terenu, ale także warunki atmosferyczne oraz faunę i florę. Procedury odpowiadające za przygotowanie każdego globu radzą sobie całkiem nieźle… przynajmniej przez pierwsze pięć godzin. Po tym czasie na wierzch zaczynają wychodzić rozliczne problemy systemu, ale o tym za moment.

Założenia No Man’s Sky są banalnie proste. Gra oparta została na eksploracji, to ona jest tutaj esencją zabawy. Główny bohater „budzi” się na jednej z wielu niezbadanych planet, a następnie naprawia zdemolowany, stojący obok statek kosmiczny. W tym celu krążymy po okolicy, poszukując surowców. Gdy znajdziemy coś, co jest nam potrzebne, wyciągamy specjalny pistolet, pozwalający pochłaniać pierwiastki. Dzięki niemu jesteśmy w stanie zamienić drzewo w węgiel, a pobliski kamień w żelazo. Odpowiednie pierwiastki, a także ich mieszanki, pozwalają nam naprawić statek (robimy to z użyciem menu inwentarza), usprawnić posiadany osprzęt (znowu inwentarz), a także zmodyfikować skafander (dobrze myślicie – inwentarz), w którym poruszamy się po powierzchni planety.

Po naprawieniu statku, wsiadamy do niego i zmierzamy w kierunku centrum galaktyki, czyli finału tutejszej „opowieści”. Po drodze zerkamy oczywiście na inne planety, gromadzimy surowce, usprawniamy ekwipunek i staramy się ponownie dotrzeć dalej. Ogólnie rzecz biorąc, właśnie tak przebiega rozgrywka. Lot, lądowanie, zbieractwo i powtórka z rozrywki. Pewnym urozmaiceniem są walki z przeciwnikami (występującymi rzadko, co należy podkreślić), ale na dłuższą metę stają się one strasznie irytujące i miast bawić, wkurzają.

Mimo że fabuła jako taka w No Man’s Sky nie istnieje, jest pewien dodatkowy, całkiem interesujący wątek. Pojawia się on już na samym początku, a dotyczy czegoś, co nazwano Atlas. Jako że nie chciałbym zdradzać zbyt wiele, wiedzcie jedynie, że scenariusz związany z tymże tajemniczym słowem zahacza lekko o tematy egzystencjalne. Jeśli starczy Wam sił na to, aby przebić się przez wszystkie jego fragmenty, będziecie mieć powód do rozmyślań, ale w sumie nic więcej. Nie spodziewajcie się nie wiadomo czego. Historia, jakkolwiek by nie patrzeć, jest prosta, jak konstrukcja cepa.

Proste są też założenia, wedle których generowane są planety. Wspomniałem wcześniej, że gra potrafi ich przygotować 18 trylionów. Nie oznacza to jednak, że każda jest mocno odmienna. Różnice po około 5-6 godzinach zaczynają się robić naprawdę subtelne. Tu jest nieco inna atmosfera, tam odrobinę inne ukształtowanie terenu, tam chodzą inne stwory, a tam rosną inne drzewa. Pierwsze planety prezentują się wyśmienicie i miałem dużo przyjemności z przemierzania ich, ale na 7 czy 8 z kolei nie bardzo miałem już ochotę ponownie zbierać węgiel, żelazo, cynk oraz platynę. Rozgrywka jest strasznie, ale to strasznie schematyczna, a wylosowane światy z grubsza podobne.


Screeny z No Man's Sky (PS4)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosshuwar   @   11:55, 17.08.2016
No i masz babo placek... potwierdziły się obawy.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. No Man Sky ma szanse zostać pierwszą grą, do której można dokupić fabułę jako DLC ... i najlepiej za 200 złotych Uśmiech żeby dociągnąć do ceny gry Puszcza oko Dumny Uśmiech

Kurcze, może faktycznie jak Bethesda zabrałaby się za kosmiczny temat i dołożyła swoje doświadczenie dot. craftingu wyszłoby coś świetnego?
0 kudosremik1976   @   12:15, 17.08.2016
Trzeba było tą grę nakierować na rozwój planet, a nie na eksplorację, bo to przy takiej ilości planet nie miało prawa się udać. Sto planet to już jest nie lada wyzwanie by je zróżnicować, a co dopiero taka astronomiczna ilość.
0 kudosDirian   @   13:38, 17.08.2016
Dla mnie na pewno jeden z większych zawodów roku. Nie żebym jakoś strasznie się nastawiał na niesamowitą grę, bo jednak od samego początku porwanie się przez niezależne studio na taki projekt budziło obawy. Natomiast spodziewałem się jednak, że to będzie po prostu przemyślana i bardziej urozmaicona produkcja, a tu klops.
0 kudosTheCerbis   @   14:08, 17.08.2016
Te planety miały być generowane losowo w taki sposób, aby były właśnie zróżnicowane i niepowtarzalne. Faktycznie zawód, a był niezły hype.
2 kudosFlashbackMan   @   14:35, 17.08.2016
Cytat: shuwar
No i masz babo placek... potwierdziły się obawy.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. No Man Sky ma szanse zostać pierwszą grą, do której można dokupić fabułę jako DLC ... i najlepiej za 200 złotych Uśmiech żeby dociągnąć do ceny gry Puszcza oko Dumny Uśmiech

Kurcze, może faktycznie jak Bethesda zabrałaby się za kosmiczny temat i dołożyła swoje doświadczenie dot. craftingu wyszłoby coś świetnego?


Może lepiej Obsidian? Szczęśliwy Bethesde ogólnie lubię, nie będę ukrywać, że kocham Skyrima, ale... mam wrażenie, że oni ostatnio się opuścili. Przypominają mi trochę Blizzarda i to, co się stało przez lata z WoWem. Jest w języku angielskim taki fajny termin, który nazywa się "streamline". Teoretycznie niby oznacza to usprawnienie czegoś, jednak w praktyce ja to odbieram inaczej. Jest to proces usuwania rzeczy, które na pozór wydają się upierdliwe i czasochłonne, tylko po to, aby "usprawnić" rozgrywkę, jednak w efekcie się ją ogłupia. Gry stają się przez to jakieś takie przewidywalne, mają bardzo widocznie zakrojone cele i nie trzeba w nic wkładać wysiłku, żeby znaleźć sobie coś do roboty.

Starsze gry Bethesdy były bardziej otwarte, było dużo więcej elementów RPG i zróżnicowania. Podobnie u Blizzarda w WoW - podstawka i pierwszy dodatek były ciekawe, gra nie miała takich jasno zakrojonych celów, nie była "streamlined". Questy były trudne, trzeba było latać dookoła mapy, bo nie ograniczały się do jednej lokacji. Zbieranie przedmiotów również było takie... upierdliwe, mało klarowne, mało jasne. To wszystko jednak sprawiało, że wszystko miało większą wartość i było ciekawsze. A teraz człowiek dochodzi do tego max levela i od razu dokładnie wie, co będzie robił przez następne miesiące. Daily questy w specjalnie do tego przygotowanej lokacji, dungeony i raidy super-fajnie dostosowane do ilości graczy itp. I u Blizzarda i u Bethesdy jakoś wszystko stało się takie przewidywalne i ZA BARDZO usprawnione. Nie umiem tego dokładnie opisać, ale identyczne wrażenie miałem podczas gry w Fallout 4 jak po powrocie do WoWa po latach. Niby to samo, a jednak wszystko jakieś takie prostsze, pozbawione głębi. Mam wrażenie, że na pewnym etapie gry pojawiają się takie niewidoczne ścieżki, po których można iść. Kiedyś tego nie było - gracz był pozostawiony sam sobie i musiał szukać sensu gry samemu.
4 kudosremik1976   @   14:37, 17.08.2016
Padłem ze śmiechu jak to obejrzałem, ale chyba to fajnie pokazuje co miało być, a co jest w grze.

No Man's Sky
0 kudosfebra1976   @   15:37, 17.08.2016
Być może za jakiś czas zmienią nazwę na "The sky where there is none".
;)
0 kudosLucas-AT   @   19:19, 17.08.2016
Zbyt ambitny projekt jak na tak małe studio indie. Potencjał był ogromny. Szkoda, że go zmarnowano. Komponent multiplayer aż się prosił, by w tej grze być - w formie jakiejś współpracy, wykonywania zadań, badania planet, cokolwiek. A tak, w to całym kosmosie gracz czuje się samotnie.

Rozgrywka polegająca na ciągłym zbieraniu surowców to totalna nuda, dlatego ten tytuł może obadam kiedyś z ciekawości jak będzie w Plusie.
0 kudosBeny1234   @   20:15, 17.08.2016
Cóż przy takich założeniach to musiało być siła rzeczy nudne. Już nawet Skyrim mnie znudził przy swojej nikłej fabule. Jak otwarty świat to taki jak w Wiedzminie 3 z super zadaniami pobocznymi choć pytajniki były już nieciekawe. Tak naprawdę to gry z zamkniętym światem też mogą być super np. Alan Wake fabuła jednak najważniejsza
0 kudosIgI123   @   20:42, 17.08.2016
Ja od początku nic w tej grze nie widziałem. Ale łączę się bulu z ludźmi który oczekiwali na ową produkcję jak na cud. No ale wielu osobom się podoba, co widać po opiniach na Steamie. Pytanie tylko czy faktycznie im się podoba, czy po prostu nie chcą przyznać że dali tyle forsy za padakę.
0 kudosremik1976   @   21:13, 17.08.2016
Cytat: IgI123
No ale wielu osobom się podoba, co widać po opiniach na Steamie. Pytanie tylko czy faktycznie im się podoba, czy po prostu nie chcą przyznać że dali tyle forsy za padakę.


Miłośników grindowania nie brakuje. Mają zdecydowanie większą wytrzymałość niż przeciętny gracz. Może nawet dobiją do setnej planety zanim się znudzą.
0 kudosfrycek88   @   14:12, 17.11.2016
Cytat: remik1976
Cytat: IgI123
No ale wielu osobom się podoba, co widać po opiniach na Steamie. Pytanie tylko czy faktycznie im się podoba, czy po prostu nie chcą przyznać że dali tyle forsy za padakę.


Miłośników grindowania nie brakuje. Mają zdecydowanie większą wytrzymałość niż przeciętny gracz. Może nawet dobiją do setnej planety zanim się znudzą.


Dokładnie, ja sam lubię w grach sandboxowych powłóczyć się po ich świecie bez jakiegokolwiek celu takim ludziom może się to podobać.
Dodaj Odpowiedź