Prince of Persia (PS3)

ObserwujMam (60)Gram (18)Ukończone (15)Kupię (6)

Recenzja gry Prince of Persia (PS3)


@ 04.02.2009, 00:00
Marcin "Janek_wad" Janicki

Bohaterski książę pierwszy raz zaatakował maszynki graczy prawie 20 lat temu. W pamiętnym roku 1989, kiedy to w naszym kraju momentami działo się o wiele więcej, niż na kolorowych, tudzież monochromatycznych ekranach sprzętów, dumnie nazywanych monitorami.

Bohaterski książę pierwszy raz zaatakował maszynki graczy prawie 20 lat temu. W pamiętnym roku 1989, kiedy to w naszym kraju momentami działo się o wiele więcej, niż na kolorowych, tudzież monochromatycznych ekranach sprzętów, dumnie nazywanych monitorami. Klasyczny PoP. Prosta idea, jasne zasady i świetne jak na tamte czasy animacje przyniosły tytułowi ogromną popularność. Aż dziw, że tak znakomity pomysł pierwszej porządnej produkcji osadzonej w trójwymiarowym świecie doczekał się dopiero kilkanaście lat po premierze pierwowzoru.

Tak, tak. Odświeżony Książę, tym razem zdecydowanie bardziej kolorowy, zaatakował – o ile dobrze pamiętam – jakoś w trzy lata po starcie nowego tysiąclecia. Nie zagłębiając się jednakże zbytnio w historię serii, która notabene – gdyby nie dosyć mocno szczęśliwy dla bohaterskiego wojownika z Persji splot wydarzeń – mogłaby służyć dzisiaj jako modelowy wręcz przykład spartaczenia znakomitej marki, z prędkością Speedy Gonzalesa wspomnę o kolejnych dwóch tytułach sagi. Te bowiem, na szczęście dla budżetu Ubisoftu, aczkolwiek niekoniecznie wszystkich zapalonych graczy, zerwały z nadmierną cukierkowością i baśniowym charakterem. Chociaż jakby nieco dokładniej się zastanowić, coś z bajek może i w tym wszystkim zostało. Na Andersena raczej nie macie co liczyć, acz szczyptę okrucieństwa i ludzkiej bezwzględności, doskonale nam znanej z oryginalnej wersji twórczości braci Grimm, tu i ówdzie uda nam się wyszperać. Z dzisiejszej perspektywy trudno jest ocenić, co trak naprawdę stało się motorem napędowym nowego Prince of Persia. Fakt faktów, wraz ze zniknięciem wieczorynkowej cukierkowości i pojawieniem się hektolitrów przelewanej krwi, przyszły poważne zyski finansowe. Znakomita fabuła, kontynuowana w kolejnych odsłonach gry, pozwalała mieć nadzieję na rychłe premiery kolejnych tytułów z logo PoP. No i mamy! W końcu się doczekaliśmy! Książę powraca ... zaraz, zaraz, co !? Gdzie, jak i dlaczego?



Jeśli nie śledziliście na bieżąco najnowszych doniesień ze stajni Ubisoftu, z pewnością Wasze reakcje po pierwszym kontakcie z nowym Prince of Persia będą bardzo podobne. W miejscu tym pragnę się także wytłumaczyć z powyższego, nieco przynudnawego akapitu. Poza oczywistą funkcją zirytowania oczekującego konkretnych informacji na temat Prodigy czytelnika, miał on także pokrótce wprowadzić odbiorcę artykułu w historię serii. Wbrew pozorom, w tym przypadku jest to dosyć ważne. Dlaczego? Ano dlatego, że panowie programiści postanowili kompletnie zmienić konwencję, na jakiś czas zerwać z doskonale nam znanym twardzielem, tryskającą wkoło juhą i efektownymi finishingami. I basta! Czy w związku z tym czeka nas małe deja vu i powrót do czasów Sands of Time? Cóż, dla wszystkich, którzy lubują się w tych nieco cięższych klimatach, a ostre rockowe brzmienia cenią sobie znacznie bardziej od chilloutowych orientalnych rytmów, mam niezbyt dobrą informację. Prince powraca bowiem do baśniowych Piasków Czasu i, co więcej, zagłębia się w tym baśniowym uniwersum aż po samiuteńki czubek głowy. Oto bowiem, już w pierwszych sekundach przygody mamy okazję poznać maksymalnie wręcz wymuskanego gogusia z piękną facjatą, aparycją Oliviera Janiaka, zawadiacko ułożonymi kruczoczarnymi włoskami i sylwetką, jakiej nie powstydziłby się niejeden wyczynowy sportowiec. Do tego dochodzi jeszcze kolorowy, fantazyjnie przewieszony przez szyję szal. Gadżet doprawdy widowiskowy. Sam próbowałem sobie coś podobnego sprawić, acz nawet wietnamscy handlowcy spod budki z piwem nie dysponują tak wyszukanymi elementami męskiej garderoby. Zaoferowali mi co prawda jakiś niezawodny sprzęt do nauki języka arabskiego, lecz bez niebiesko-czerwonej szarfy Księcia na wschód ani myślę się wybierać. Powracając jednak do naszego disco-Prince'a przyznać muszę, iż pierwsze – średnio pozytywne – wrażenie mija dosyć szybko. A dokładniej rzecz biorąc, w momencie dotarcia do naszych bębenków usznych pierwszych słów, wypowiedzianych przez Księcia. Była kiedyś taka animowana produkcja, traktująca o Sindbadzie. Nasz kolega jako żywo przypomina owego herosa. Kto oglądał ten wie. Brak mi jakiegoś bardziej wyszukanego słowa, którym mógłbym tego gagatka scharakteryzować, a nie chcąc użyć żadnego obraźliwego określenia (w końcu to potężny człowiek, który po raz któryś tam uratuje krainę jakąś tam przed zagładą), użyję języka dzisiejszej młodzieży. Kolo jest po prostu „śmiechowy”. Masa głupich komentarzy, nieco przerysowanej baśniowości i charakterystyczny disney'owski tembr głosu głównego bohatera czynią z nowego PoP tytuł okraszony sporą dawką humoru. Jednym się takie podejście spodoba, innym nie. Niezwykle subiektywna sprawa. Mi osobiście nowy image Prince'a niezmiernie przypadł do gustu, acz z ręką na sercu przyznać muszę, iż właśnie takie fantastyczne klimaty od zawsze mnie fascynowały.


Screeny z Prince of Persia (PS3)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosPietek=)   @   15:47, 20.07.2009
Jak się dowiedziałem z innych źródeł że w tej grze nie da się "zginąć" miałem sobie odpuścić zakup ale po przeczytaniu tej recenzji wraca mi chęć aby zastanowić się nad kupnemSzczęśliwy
0 kudosbigboy177   @   20:16, 20.07.2009
W sumie nie przeszkadza to, że zginąć nie można... W tym przypadku jest to nawet całkiem nieźle zrealizowane, a ciągły ekran ładowania potrafiłby zirytować.