Assassin's Creed: Rogue (PS3)

ObserwujMam (10)Gram (4)Ukończone (9)Kupię (5)

Recenzja gry Assassin's Creed: Rogue (PS3)


@ 04.12.2014, 23:00
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

Seria Assassin’s Creed została dość mocno wyeksploatowana na konsolach poprzedniej generacji. Każde kolejne wydanie niestety zdawało się coraz bardziej wtórne, aż wreszcie nadeszła czwórka.

Seria Assassin’s Creed została dość mocno wyeksploatowana na konsolach poprzedniej generacji. Każde kolejne wydanie niestety zdawało się coraz bardziej wtórne, aż wreszcie nadeszła czwórka. Assassin’s Creed IV: Black Flag przywróciło mi – i wielu innym graczom – wiarę w to, że z tej sagi da się jeszcze coś wycisnąć. Assassin’s Creed: Unity utwierdziło mnie w tym przekonaniu, chociaż pod względem technicznym nie jest zbyt kolorowo. A co mam do powiedzenia na temat Assassin’s Creed: Rogue? Czytajcie dalej.



Na początek kilka słów o wątku fabularnym. Głównym bohaterem Rogue jest templariusz, irlandzkiego pochodzenia, o imieniu Shay. Młody mężczyzna niegdyś był asasynem, ale z bractwem nie mógł się dogadać, wreszcie poczuł się oszukany i przeszedł na drugą stronę. Od tej pory walczy przeciwko swoim wcześniejszym sojusznikom, ale nigdy tak naprawdę nie jest pokazany, jako jakiś okrutny oprawca – jest czasem kontrowersyjny, i tyle. Do tej pory templariusze byli przedstawiani w roli tych niedobrych. Wszelkie zło tego świata pochodziło właśnie od nich. Chcieli zaprowadzić swój porządek i zniszczyć każdego, kto im się przeciwstawił. W Assassin’s Creed: Rogue widzimy nieco inny obraz obu frakcji, bardziej szary, a to za sprawą protagonisty. Jest z niego dość rozsądny człowiek, nieco rozdarty pomiędzy dwoma światami. Z tego powodu jest wyjątkowo ciekawą osobą, zdecydowanie bardziej interesującą od Connora z „trójki”, Edwarda z części czwartej oraz Arno z Unity. Wydaje mi się nawet, że jest on w stanie rywalizować z Altairem bądź Ezio… chociaż nie, Ci dwaj nie mają sobie równych!

Jeśli chodzi o samą jakość historii, to również nie ma się do czego przyczepić. Scenariusz jest świetnie skonstruowany, ma sens, jest spójny i trzyma przy ekranie telewizora do samego końca. Drobne ale miałbym tylko wobec zakończenia, choć ze zrozumiałych powodów, nie będę się tutaj na ten temat rozpisywał. Wracając do fabuły, nie jest ona oczywiście pełna zwrotów, ani zaskakujących wątków pobocznych, niemniej jednak bawiłem się przy niej wyśmienicie. Twórcy niczego nie próbowali udziwniać na siłę, a w rezultacie dostajemy wyjątkowo ciekawą i składną opowieść.

Niestety sama rozgrywka to już ogromna liczba odgrzewanych kotletów. W przypadku Assassin’s Creed IV: Black Flag nie narzekałem na to, że trzeba było rozwijać statek, samego siebie oraz mieścinę portową. W Rogue najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się tego robić, albowiem drugi raz czynimy prawie dokładnie to samo. Są podobne misje poboczne, te same znajdźki itd. Jedyną zachętą do przemierzania znacznego terenu jest odkrywanie nowych miejsc. Niemniej to też nie było dla mnie na tyle absorbujące, abym mógł poświęcić temu zajęciu więcej niż godzinkę, lub dwie. Przyznam szczerze, że Rogue to pierwsza gra w historii serii, w której nie miałem w ogóle ochoty eksplorować i wykonywać dodatkowych czynności. Skupiłem się w sumie wyłącznie na wątku fabularnym. Statek rozbudowałem do minimum, ekwipunek jakiś tam zgromadziłem i biegałem od jednej misji, do drugiej. Często też wykorzystywałem możliwość szybkiej podróży, bo najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się tracić czasu na dreptanie na piechotę, tudzież pływanie statkiem.



Czy ta wtórność sprawia, że Assassin’s Creed: Rogue nie jest warte poświęcenia mu większej uwagi? Oczywiście, że nie. Wszystko zależy od tego, jak bardzo odporni jesteście na wtórność. Ja, po ukończeniu Black Flag miałem w sumie dość żeglowania, odkrywania nowych terenów, poszukiwania skarbów i polowania. W skórze Shay’a w ogóle nie chciało mi się tego robić, a że opowieść o naszym walecznym templariuszu mnie bardzo pochłonęła, musiałem dotrwać do jej finału. Zdecydowanie tego nie żałuję. Nie trwało to niestety zbyt długo, bo napisy końcowe można zobaczyć już po około 8 godzinach, co na standardy serii nie robi piorunującego wrażenia.


Screeny z Assassin's Creed: Rogue (PS3)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosNitro2050   @   01:58, 05.12.2014
Serio tylko 8 godziny przejdź grę? Wiem tylko ma 6 sekwencja.
0 kudosMicMus123456789   @   15:28, 08.12.2014
Ja mam mieszane uczucia co do fabuły z tego względu, że tu templariusze są pokazywani jako grupka tych dobrych, którzy trzymają się razem i nie raz żartują między sobą. Oni zawsze idą po trupach do celu. Będę sam musiał zagrać, ale to na PC.
0 kudosRadman   @   10:37, 10.03.2015
widać że to ac black flag bez piratów ,ale to podoba mi się Szczęśliwy