Shin Megami Tensei V: Vengeance (PC)

ObserwujMam (2)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

Shin Megami Tensei V: Vengeance (PC) - recenzja gry


@ 01.07.2024, 00:19
Filip "zubal22" Sudoł
Burza psia krew.

Shin Megami Tensei V: Vengeance to absolutny peak gier jRPG. Drugiego tak znakomitego tytułu w tym gatunku próżno szukać, a o tym dlaczego tak uważamy, dowiecie się z naszej recenzji.

Shin Megami Tensei to seria stosunkowo niszowych jRPG-ów, które popularnością nijak nie mogą równać się z bardziej znanym cyklem Persona, za którego stworzenie odpowiedzialny jest ten sam deweloper, tj. firma Atlus. Popularyzacja Persony w ostatnich latach przyciągnęła jednak uwagę większej liczby graczy do bardziej hardkorowych gier tegoż twórcy, w tym właśnie do marki SMT, która - notabene - dość powszechnie określana jest jako jedna z najtrudniejszych serii gier komputerowych.

Bierzemy dzisiaj na warsztat Shin Megami Tensei V: Vengeance i przekonamy się co ta rozbudowana wersja jednego z najlepszych jRPG-ów ostatnich lat ma nam do zaprezentowania. Czy SMT V to dobra gra? Czy warto od piątki ogrywać serię? Co nowego wnosi edycja Vengeance i jak się sprawuje w testowanej wersji PC? Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziecie w niniejszej recenzji.

Shin Megami Tensei V: Vengeance to kompletne wydanie oryginalnego SMT V, które do oryginalnej fabuły - Kanonu Stworzenia - dodaje zupełnie nową kampanię: Kanon Zemsty. Wyboru, którą opowieść chcemy poznać możemy dokonać w przeciągu pierwszych kilkunastu minut gry. Warto przy tym pamiętać, że nie jest to typowy dodatek do oryginału, a pełnoprawna historia, która przedstawia nowe postaci, demony, przeciwników, etc. Z raz obranej ścieżki zejść się oczywiście nie da, a ogranie drugiej kampanii wymaga od gracza rozpoczęcia nowego podejścia. Na szczęście tytuł wszystko wyjaśnia i pozwala nam świadomie podjąć decyzję odnośnie tego, który scenariusz chcemy rozegrać.

SMT V: Vengeance to pierwsza gra w cyklu, która doczekała się polonizacji! Naprawdę dobrej, trzeba zaznaczyć.  

Ze względu na fakt, że na łamach Miasta Gier nie publikowaliśmy recenzji oryginalnego SMT V, w tym tekście ocenimy zarówno Kanon Stworzenia, jak i Kanon Zemsty. Skupimy się najpierw na oryginalnej kampanii, później zaś przyjrzymy się nowej zawartości z Vengeance, a na koniec skupimy się na sprawach technicznych, jak optymalizacja oraz... spolszczenie!

Słowem wstępu


Shin Megami Tensei to uznana seria gier jRPG od studia Atlus, z której wyrósł m.in. bardziej znany cykl spin-offów Persona. SMT u podstaw jest hardorowych japońskim RPG-iem, który stawia na rozgrywkę turową, w której łapiemy demony, eksplorujemy lokacje, gadamy z NPC-ami i walczymy z różnymi bestiami. Całość można opisać jako "Pokemony dla dorosłych",  opierające się o figury rodem z mitologii oraz religii z różnych zakątków świata i okresów historycznych.

Produkcje z tego cyklu nie mają praktycznie żadnego (oficjalnie) powiązania fabularnego, toteż w SMT V można grać bez znajomości poprzedników. Mamy wątek postapokaliptyczny w zniszczonym Tokio, motyw wojny między aniołami i demonami, różne postacie o własnych motywacjach oraz decyzje do podjęcia, wpływające na zakończenie. Opowieść w grach spod szyldu Shin Megami Tensei często bywa enigmatyczna i miewa wydźwięk filozoficzny. Nie jest ona opowiadana prostoliniowo, jak w Personach, ale bynajmniej nie jest to wada. SMT trzyma się własnego stylu i to czyni cykl wyjątkowym. Jednocześnie tyle tylko mogę powiedzieć bez spoilerowania historii, która jest naprawdę dobrze napisana i warta poznania. Szczególnie że możemy zdecydować o losach świata i o tym w jaką stronę pójdzie proces stworzenia.

Rozgrywka


O ile fabuła w SMT V to nie żadna wydmuszka, o tyle prawdziwym daniem głównym jest tu rozgrywka, stanowiąca prawdziwy peak w gatunku gier jRPG. Wszystko sprawdza się tu perfekcyjnie. Eksploracja rozległych map, zbieranie przedmiotów, przemierzanie bogatych wizualnie i klimatycznych miejscówek, questy poboczne, no i genialny system walki.

W trakcie przemierzania postapokaliptycznego Tokio i okolic przyjdzie nam się zmierzyć z masą demonów. To co daje mnóstwo radochy z walk, to wyzwanie, jakie gra nam stawia oraz rozmaite narzędzia, pomagające nam w tej nie zawsze czystej rywalizacji. Podczas pojedynków kluczem jest poznanie słabości przeciwników, by umiejętnie ich pokonywać oraz rozwijać swoje postaci i demony. Te ostatnie pozyskujemy w drodze negocjacji, próbując odgadnąć czego od nas dany potwór będzie oczekiwał. Czasem może to być rozmowa, czasem pieniądze, życie, item, a okazjonalnie rozwiązanie zagadki lub wzięcie udziału w próbie związanej z poziomem naszych statystyk. Jeśli uda nam się usatysfakcjonować adwersarza, dołączy do nas i wspomoże w walce. Inną kwestią są fuzje demonów, które pozwalają budować jeszcze potężniejsze bestie, bezcenne w trakcie bitew.

Fuzje demonów i możliwości tzw. apoteozy to temat na cały osobny artykuł, ale w dużym skrócie, to właśnie w tym elemencie mieści się cała esencja SMT V. Tworzenie demonów, rozwijanie ich, rozmowy i obdarowywanie ich - to wszystko sprawia, że polepszają one swoje statystyki, mogą uczyć się nowych umiejętności, a czasem same nam coś dadzą lub po prostu opowiedzą śmieszną anegdotkę. Wszystkie te systemy sprawiają, że aż chce się rozwijać kolejne potworki i eksperymentować z nimi w obliczu walk z nowymi potężnymi wrogami. Inną kwestią jest wzmacnianie naszego protagonisty - Nahobino - za pomocą esencji znalezionych podczas przemierzania Tokio lub otrzymanych od demonów w trakcie rozmów. To skille - często unikalne - lub konkretne odporności, pozwalające nam na rozbudowę naszego herosa i przygotowanie się do walki z różnymi przeciwnikami. Ciągłe żonglowanie demonami, ich tworzenie oraz zmiana umiejętności Nahobino jest podstawą przetrwania w SMT V, szczególnie na Wysokim poziomie trudności, który absolutnie nie bierze jeńców.

SMT V wymaga od gracza efektywnego myślenia i planowania w oparciu o oponenta z jakim się mierzymy oraz wykorzystywania jego słabości przy jednoczesnym niwelowaniu swoich. Właściwie zbudowany zespół, dobrze rozbudowany protagonista, skuteczne wykorzystywanie buffów i debuffów będzie kluczowe w starciu z wrogami. Shin Megami Tensei V rzadko wybacza błędy, jedna błędna decyzja może przekreślić długą walkę z bossem, a czasem po prostu zmuszeni będziemy odejść od walki, przebudować zespół i spróbować ponownie z innymi demonami. Jest to w dużej mierze gra prób i błędów, ale dla fanów turowej rozgrywki i jRPG-ów to strzał w dziesiątkę. Płynne oraz piękne animacje, wyzwania, humor, interakcje z postaciami, świetny klimat, genialna muzyka, szukanie słabości oraz ukrywanie i niwelowanie własnych. To trudna, często nawet wprost nieuczciwa gra, ale pozwala nam też exploitować pewne mechaniki i samemu grać nieczysto. Przy okazji skłania nas też do bezustannej do nauki i eksperymentowania z rozgrywką. Każdy pokonany boss daje z kolei satysfakcję niemniejszą niż ubicie poczwary z Dark Soulsów.


Screeny z Shin Megami Tensei V: Vengeance (PC)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
1 kudosmrPack   @   10:09, 01.07.2024
W porównaniu do pierwotnej wersji ze Switcha zyskała dużo wizualnie oraz na ulepszeniach w samej rozgrywce. Znając wersję angielską czasem ciężko się było mi przestawić na tłumaczenie pewnych zwrotów czy nazw demonów Konsternacja Ogólnie jednak zgodzę się, że pod tym względem się spisali i szczególnie negocjacje są przetłumaczone całkim nieźle, a wtrącenia Jacków Frostów ich hee-ho są dobrze ulokowane Puszcza oko Muzyka z oryginału bardziej przypadła mi do gustu, bo ta nowa poza kilkoma wyjątkami tak średnio Dumny Jeśli o nawigację chodzi, to nowa kamera z góry pokazująca najbliższą okolicę jest bardzo przydatna, choć i tak czasem można się pogubić szukając właściwej ścieżki.
1 kudoszubal22   @   12:33, 01.07.2024
Cytat: mrPack
W porównaniu do pierwotnej wersji ze Switcha zyskała dużo wizualnie oraz na ulepszeniach w samej rozgrywce. Znając wersję angielską czasem ciężko się było mi przestawić na tłumaczenie pewnych zwrotów czy nazw demonów Konsternacja Ogólnie jednak zgodzę się, że pod tym względem się spisali i szczególnie negocjacje są przetłumaczone całkim nieźle, a wtrącenia Jacków Frostów ich hee-ho są dobrze ulokowane Puszcza oko Muzyka z oryginału bardziej przypadła mi do gustu, bo ta nowa poza kilkoma wyjątkami tak średnio Dumny Jeśli o nawigację chodzi, to nowa kamera z góry pokazująca najbliższą okolicę jest bardzo przydatna, choć i tak czasem można się pogubić szukając właściwej ścieżki.

Ja oryginał znam bardzo pobieżnie, więc dla mnie było to pierwsze pełnoprawne spotkanie z SMT V, ale jest to przy okazji pierwsza gra w serii, która autentycznie mnie oczarowała. Co by nie mówić, poprzednie odsłony jednak mocno się zestarzały. Kto chce wejść w serię ten powinien zacząć od SMT V. Person nie liczę, bo to jednak dość mocno różniące się gry
0 kudosmrPack   @   18:54, 01.07.2024
Cytat: zubal22
Ja oryginał znam bardzo pobieżnie, więc dla mnie było to pierwsze pełnoprawne spotkanie z SMT V, ale jest to przy okazji pierwsza gra w serii, która autentycznie mnie oczarowała. Co by nie mówić, poprzednie odsłony jednak mocno się zestarzały. Kto chce wejść w serię ten powinien zacząć od SMT V. Person nie liczę, bo to jednak dość mocno różniące się gry
Na Switchu mam przegrane ponad 30 godzin i byłem w jakichś 2/3 fabuły. W moim przypadku dzięki podstawowej Personie 5 jeszcze na PS3 zacząłem się interesować główną serią i na pierwszy rzut poszło SMT III, potem była V. Zgadzam się, że z racji świeżości piątka jest na początek najlepsza i jeśli ta odsłona komuś nie przypadnie do gustu, to nie ma raczej czego szukać w pozostałych. Persona to inna bajka i pomimo pewnych wspólnych cech jako całość mają różny klimat, rozgrywkę oraz nacisk jest położony na odmienne aspekty jak to zresztą jest we wszystkich podseriach Megami Tensei Puszcza oko