V Rising (PC)

ObserwujMam (0)Gram (0)Ukończone (0)Kupię (0)

V Rising (PC) - recenzja gry


@ 25.05.2024, 15:33
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

V Rising to rozbudowana gra RPG akcji nastawiona na survival. Nie oczekujcie klona Diablo, a będziecie bardziej niż zadowoleni. Dlaczego? O tym w naszej recenzji.

V Rising to gra Stunlock Studios, która całkiem niedawno – po pobycie we wczesnym dostępie – zadebiutowała na komputerach osobistych, a w czerwcu pojawi się też na konsolach PlayStation 5. Deweloperzy udostępnili nam klucz Steam, dzięki któremu byliśmy w stanie w projekt zagrać, a w związku z tym mamy dla Was recenzję. Koniecznie przeczytajcie, jeśli zastanawiacie się na zakupem, a w szczególności wtedy, gdy liczycie na klona Diablo. V Rising nim nie jest i nie będzie. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Założenia fabularne – jeśli można to tak nazwać – V Rising, są stosunkowo proste. Otóż dawno, dawno temu wampiry rządziły światem. Mogły hasać gdzie chciały, wypijać kogo chciały… ogólnie robić co im się żywnie podobało. W pewnym momencie sielanka dobiegła końca, albowiem dominację na Ziemi przejęli ludzie. Krwiopijcy zostali prawie całkowicie wytrzebieni, a ci, którym udało się czmychnąć, ukryli się w zamkach, lochach i innych mrocznych miejscach. Sytuacja zdaje się delikatnie stabilizować, a w związku z tym wampiry postanowiły powrócić.

Jako gracz wcielamy się w jednego z tych powracających. Budzimy się pewnej nocy w krypcie i wyłazimy z trumny. Nie wyglądamy najlepiej. Wychudzeni, wygłodzeni, spragnieni krwi, wydostajemy się na zewnątrz i rozpoczynamy walkę o przetrwanie. Przetrwanie będące clou tutejszej rozgrywki. V Rising to tytuł nastawiony na survival, a elementy charakterystyczne dla tytułów z gatunku action RPG poniekąd go uzupełniają. Nie żeby nie były one ważne, bo oczywiście są, ale jednak stanowią jedynie sosik. Mięsko to zaś trudy i znoje przeżycia.

Po wyjściu z krypty dość szybko poznajemy podstawowe założenia rozgrywki. Jeśli chodzi o mechanikę walki, jest ona stosunkowo prosta. Przy pomocy WASD albo lewej gałki analogwej pada poruszamy naszym bohaterem, a za sprawą myszki lub prawej gałki analogowej celujemy. Do tego dochodzi jeszcze wyprowadzanie standardowych ataków, uniki oraz kilka umiejętności specjalnych z dedykowanymi przyciskami. Wykorzystanie wszystkich zdolności jest kluczowe do tego, by wygrywać, ale przydatny jest też mrok, będący naszym najlepszym kompanem, towarzyszem doli i niedoli.

To w mroku czujemy się najlepiej. Jesteśmy silniejsi, znacznie sprawniej eksplorujemy wirtualny świat i walczymy z napotkanymi przeciwnikami. Sytuacja komplikuje się za dnia, gdy mimo wszystko nadal warto eksplorować, szukać zasobów, walczyć itd. Musimy bowiem za wszelką cenę unikać słońca, które jest dla wampirów tym, czym pieprz dla cielęciny. Żaden krem z filtrem nie działa na naszą kompleksję, więc gdy tylko wystawimy mordeczkę na działanie UV, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Najpierw ból, potem żar, a finalnie ogień. Na szczęście zacienionych miejsce nie brakuje, więc sprytnie przemieszczanie się jest kluczowe. Tylko ono umożliwia granie za dnia.

Wspomniałem kilkakrotnie o tym, że V Rising jest grą nastawioną na survival. W rzeczy samej tak właśnie jest. Zaraz po wypełznięciu z trumny rozpoczynamy zbieranie zasobów: drzewa, kamienia, kości – wszystkiego, co wpadnie nam w szpony. Z czasem zasoby są coraz lepsze, a dzięki nim tworzymy nowe wyposażenie, broń, pancerz, pierścienie oraz inne elementy garderoby. Zasoby, jak wspomniałem, cały czas pojawiają się nowe, a my bezustannie je zbieramy, poprawiamy wyposażenie i możemy brnąć dalej, walcząc z coraz trudniejszymi i groźniejszymi przeciwnikami. Bez rozwoju niestety nie będziemy w stanie przetrwać.

Przygotowana na potrzeby V Rising mapa jest wielka, rozbudowana i przepełniona przeciwnikami, w tym także potężnymi bossami. By pokonać wszystkich, przygotować musicie się na naprawdę solidny grind, albowiem potężniejsze przedmioty wymagają coraz większych ilości surowców. Nie jest łatwo, ale sytuację ratują dwa elementy. Pierwszy to możliwość grania ze znajomymi, tudzież jakimiś randomami, choć akurat druga opcja to rzut kostką, jeśli chodzi o potencjalną przydatność sojuszników. Drugi to opcja budowania zamków… choć początkowych konstrukcji zamkami bym raczej nie nazwał… To takie wampirze kawalerki z niewygodnym wyrkiem w postaci trumny oraz jakąś skrzynią czy dwoma i szafą do przechowywania posiadanych gratów.

Jeśli chodzi o zabawę w większym gronie, na serwerach przebywać może maksymalnie kilkadziesiąt osób, a my możemy połączyć swoje siły z czwórką (przynajmniej na oficjalnych maszynach) innych wampirów. Mieszkać można razem albo – jeśli przelewy od rodziców są wystarczające – samodzielnie. Wspólnie można też przemierzać niebezpieczne biomy tutejszego świata, walcząc nie tylko z przeróżnymi potworami oraz ludźmi, ale także z innymi graczami. PvP jest w V Rising możliwe, jeśli będziecie mieli na to ochotę. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie, byście bawili się samodzielnie. Progresja będzie wówczas na pewno nieco wolniejsza, ale nadal przyjemna i sprawiająca frajdę.


Screeny z V Rising (PC)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosBarbarella.   @   18:40, 28.05.2024
Pomysł na grę ciekawy a takich nigdy za wiele. Brak jakiejś nadrzędnej fabuły też chyba za bardzo nie doskwiera gdyż w większości erpegów fabuła jest tylko pro forma. Niestety na pewno kolejny pożeracz czasu a takich mam od groma. Połowę swojego growego czasu spędzam w Euro Truck Simulator, końca tego jeżdżenia nie widać, mam ogromną ochotę żeby zanurzyć się w świat TES Online więc żeby jeszcze tym V Rising zająć musiałabym mieć z 9 żyć {nie rzyci} jak moja kicia. Chyba muszę przejść obok tego obojętnie.