Total War: Three Kingdoms (PC)

ObserwujMam (1)Gram (1)Ukończone (0)Kupię (1)

Recenzja gry Total War: Three Kingdoms (PC)


@ 18.05.2019, 00:02
Adam "Dirian" Weber
Chwalmy Słońce!

Angażująca strategia, pozbawiona większych niedociągnięć.

Swoją całkiem bujną przygodę z cyklem Total War zakończyłem na wydanym w 2015 roku Total War: Attila, które było niczym innym, jak nieco rozbudowaną kalką świetnego Total War: Rome II. Następnie studio Creative Assembly zajęło się Total Warami na licencji Warhammera, które – choć smakowite – zwyczajnie mi nie podeszły ze względów na realia. Gdzieś tam, w ubiegłym roku, Brytyjczycy kombinowali z Thrones of Britannia, ale nie oszukujmy się – to było odcinanie kuponów.

Wszyscy – ja też! – czekali na pełnoprawnego Total Wara, który nie będzie powiązany z uniwersum Warhammera. I w końcu się doczekaliśmy – Total War: Three Kingdoms jest świetną "klasyczną" odsłoną, przy której brytyjskie studio faktycznie się napracowało. I to widać!

Akcja gry przenosi nas do Epoki Trzech Królestw, którą rozpoczęło Powstanie Żółtych Turbanów z 184 roku n.e. Jeśli ktoś się zgubił, to przypominam, że jesteśmy w starożytnych Chinach. Był to okres podziału Państwa Środka na trzy mniejsze królestwa, których przywódcy prowadzili między sobą nieustanne wojny. Niestabilną sytuację wykorzystywały ponadto ludy koczownicze, atakując pomniejsze osady, co miało dodatkowy wpływ na ogólny chaos i zupełną niestabilność ówczesnej gospodarki. W Total War: Three Kingdoms wcielamy się w jednego z przywódców, który chce zjednoczyć Chiny i zostać samodzielnym Cesarzem – drogą terroru lub też nakłaniając walczące między sobą rodziny do współpracy. Wybór należy do nas.

Podstawą rozgrywki jest tutaj oczywiście delikatnie fabularyzowana kampania, której przebieg jest zależny od wybranej frakcji, a także decyzji podjętych w trakcie rozgrywki. Oprócz tego mamy do wyboru kilka starć historycznych, bitwy rankingowe, w których możemy porównać punkty ze znajomymi, oraz klasyczny wariant sieciowy. Tego ostatniego przed premierą nie udało mi się przetestować (brak chętnych), ale jeśli coś będzie tu zgrzytać po premierze - zaktualizuję recenzję. Skupmy się tymczasem na klasycznej kampanii, do której zanim przystąpimy, decydujemy w jakiej formie chcemy ją realizować.

Creative Assembly daje nam bowiem dwie możliwości – granie w trybie Opowieści oraz Archiwów. Ten pierwszy wariant jest nieco mocniej fabularyzowany, a ponadto wcielamy się w nim w jednego z fikcyjnych Generałów. Wspomniani Generałowie mają też kilka funkcji – na polu bitwy są samodzielną jednostką i – tutaj nowość – mogą wyzywać na pojedynki (1 vs 1) innych przywódców. Jeśli nasz Generał zwycięży, możemy wygrać bitwę bez strat w ludziach. Gdy jednak przeciwnik okaże się niehonorowy, to mimo porażki i tak dojdzie do bitwy, ale jego armia będzie mieć wyraźnie obniżone morale. Starcia między Generałami są realizowane w postaci efektownie wyglądających animacji – widzimy wymianę ciosów, ich parowanie, czy krwawe przebijanie ciała wroga. Wygląda to naprawdę świetnie, choć siłą rzeczy z czasem animacje zaczynają być powtarzalne.

Wraz z postępem w rozgrywce, nasi dowódcy rosną w siłę i zbierają doświadczenie. Możemy ich także wyposażać w rozmaite znalezione lub przehandlowane w trakcie zabawy przedmioty, wpływające na kolejne statystyki (m.in. autorytet, itp.). Co ważne, Generałowie nie sieją spustoszenia na polu bitwy, jak potrafili to robić ich odpowiednicy z podcyklu Warhammer. W Three Kingdoms nie uświadczycie żadnych supermocy, więc i siłą rzeczy pojedynczy Generał wiele nie zdziała przeciwko całej armii, choć jest zdecydowanie bardziej odporny na ciosy od przeciętnego piechura. Jaki jest więc sens występowania przywódców na polu bitwy? Ano podnoszą oni morale, autorytet, mają też kilka umiejętności potrafiących m.in. podsycić żądzę krwi u ich podwładnych.


Screeny z Total War: Three Kingdoms (PC)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):