Broken Sword 5: Klątwa Węża (PC)

ObserwujMam (16)Gram (0)Ukończone (5)Kupię (1)

Recenzja gry Broken Sword 5: Klątwa Węża (PC)


@ 12.12.2013, 12:44
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Wielbiciel literatury przez małe p, gier przez duże G, a także muzyki (tu już bez wyróżnień). Do tego klasyczna męska elegancja, savouir-vivre i szeroko pojęta estetyka. Kontakt: m.trochonowicz@miastogier.pl

Broken Sword to seria gier przygodowych, której korzenie sięgają hen daleko w przeszłość. Pierwsza odsłona ukazała się jeszcze w 1996 roku, kiedy na komputerach osobistych dominowały produkcje z gatunku tzw.

Broken Sword to seria gier przygodowych, której korzenie sięgają hen daleko w przeszłość. Pierwsza odsłona ukazała się jeszcze w 1996 roku, kiedy na komputerach osobistych dominowały produkcje z gatunku tzw. point & click, czyli wskaż i kliknij – najbardziej klasyczna z odmian przygodówek. Marka przechodziła przez ręce różnych wydawców. Podobnie jak w przypadku deweloperów. Niemniej jednak prawowici twórcy, studio Revolution Software, powrócili przy okazji najnowszej, piątej odsłony, o podtytule The Serpent's Curse. Wyszli na tym rewelacyjnie!



Świeżutki Broken Sword powraca do zamierzchłych lat, co widać już po opublikowanych materiałach promocyjnych. To z pewnością zasługa pierwotnych deweloperów, którzy niejako mieli wolną rękę w kreacji swojej gry, wszak nie siedział im nad głową żaden wydawca, upominający się o swoje w każdej znaczącej kwestii. Produkcja dedykowana jest systemowi cyfrowej dystrybucji, zaś Revolution Software działało całkowicie niezależnie – i to pozytywnie odbiło się na ich dziele!

Historia przedstawiona w Broken Sword 5 nie jest specjalnie wymyślna, ani jakoś innowacyjna. Wcielamy się w dwójkę bohaterów: znanego fanom cyklu prawnika, Georga Stobbarta oraz w dziennikarkę, Nico Collart. Para zna się nie od dziś, co słychać głównie w dialogach pomiędzy obiema postaciami. Akcja rozgrywa się w Paryżu, aczkolwiek później przenosimy się także do Londynu. Co trzeba już teraz przyznać, to, iż projektantom udało się stworzyć absolutnie fantastyczne tła! Ręcznie rysowane, dwuwymiarowe, statyczne – ale nader wszystko, oddające ducha pierwszych odsłon marki, za co należy się dożywotni szacunek! Również cała stylistyka przywodzi na myśl pierwowzór z 96. roku.



Odwiedzane miejsca są nie tylko pełne żywych, różnorakich kolorów we wszelakich odcieniach, ale też znakomicie oddają klimat lekkiej, „przygodówkowej” historii z kradzieżą, morderstwem i intrygą pewnego Ruska w tle. Zaprezentowane projekty lokacji hołdują standardom oraz pewnym schematom widzianym jeszcze w ubiegłym wieku – w końcu twórcy gry to doświadczona ekipa ze sporym bagażem doświadczeń na karku.

Oprawa audio także trzyma się tych standardów. I choć nie usłyszmy polifonicznych plumknięć z XX wieku, to muzyka prezentowana w The Serpent's Curse jest wesoła, z odrobiną nostalgii do tych klasycznych point & clicków. Można tutaj usłyszeć fachowca, który z niejednego pieca chleb jadł – w niejednym piecu też ten chleb piekł.

O fabule zaprezentowanej w „piątce” nie można powiedzieć złego słowa – zagadki skonstruowano w bardzo klasyczny, może trochę zbyt schematyczny, sposób, nie odstając jednocześnie od pewnej normy. Choć sekwencja z karaluchem jest tak zabawna i odstająca od pionu, że lubię wspominać ją od czasu do czasu. „Nazwę go Trevor” – rzuca w pewnym momencie Stobbart do sprzedawcy na małym bazarku. Takie momenty budują niezapomniany klimaty easter eggów i licznych nawiązań znanych z przygodówek z minionej epoki!



Samą grę podzielono na dwie części: pierwszą możecie już zakupić via Steam, zaś druga zostanie opublikowana dopiero w styczniu przyszłego roku. O ile ten fragment maksymalnie skupił się na przedstawieniu kryminalnego wątku, o tyle – mam sporą nadzieję – następny wrzuci historię na nowe tory, pozwalając nieco zadziałać wyobraźni graczy na relacje damsko-męskie protagonistów. Wszak gracze obcujący z nowym Broken Swordem na bank słyszą te aluzje w głosach obu postaci odnośnie własnych person.

Można ponarzekać na nieco zbyt dużą łatwość w rozwiązywaniu łamigłówek. Zagadki logiczne nie są skomplikowane, kreowane bardziej „na chłopski rozum”, aczkolwiek dobrze przemyślane. Generalnie rozwiązania niekiedy podsuwają sami bohaterowie, czasami tylko podpowiadają, jednak z samych dialogów też można wiele wywnioskować. Dodatkowo pomaga system podpowiedzi zaimplementowany w menu główne. Z wyjątkiem kilku sytuacji (m.in. wspomniana scena z karaluchem Trevorem, kiedy nie da się przejść do szuflady umieszczonej dosłownie krok przed nami, gdyż George nie chce rozdeptać pluskwy – ta zaś, koniec końców, okazuje się pusta, co doskonale kwituje sam Stobbard, a co jest kapitalnym pstryczkiem w nos!), chwil do ruszenia makówką jest relatywnie niewiele. Na szczęście nie przeszkadza to w cieszeniu się tytułem od Revolution Software – magia rozrzewnienia działa doskonale!

Po tym, co zdążyłem ograć, zobaczyć i posłuchać, mogę śmiało stwierdzić, że deweloperzy oryginalnego Broken Sworda przez tyle lat nie wypadli z formy. „Piątka” to świetny powrót do przeszłości, a jednocześnie okazja do pobieżnego zapoznania się z twórczością studia Revolution Software. Jeśli twórcy co najlepszego mają, chowają na ostatni epizod przygody Georga Stobbarta i Nicol Collart, to ja już nie mogę się doczekać!


Długość gry wg redakcji:
6h
Długość gry wg czytelników:
7h 19min

oceny graczy
Świetna Grafika:
Projektanci włożyli wiele serca w lokacje i to widać. Oko przykuwa bogata paleta barw w wielu odcieniach, gdzie jednocześnie dominują kolory bardzo ciepłe.
Świetny Dźwięk:
Rewelacji nie ma, ale doskonale wpasowuje się w zdarzenia widziane na ekranie.
Świetna Grywalność:
Nowego Broken Sworda łyknąłem niczym młody pelikan - praktycznie za jednym podejściem. Wciąga, a dzięki niewyśrubowanemu poziomowi trudności nie odstrasza aż tak bardzo.
Świetne Pomysł i założenia:
Wskrzeszanie klasyków ciągle jest w modzie. O ile wykonano je dobrze, to tylko fantastycznie świadczy o twórcach. Revolution Software podołało!
Świetna Interakcja i fizyka:
Standardowo.
Słowo na koniec:
Broken Sword 5: The Serpent's Curse narobiło mi - i z pewnością nie tylko mi - apetytu na ciąg dalszy przygód prawnika Georga Stobbarta i dziennikarki Nico Collart. Na drugą część czekam z wypiekami na twarzy!
Werdykt - Świetna gra!
Screeny z Broken Sword 5: Klątwa Węża (PC)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudossebogothic   @   14:05, 12.12.2013
Fajnie, że gra udana bo lubię przygodówki w takim staroszkolnym stylu. Wizualnie bardzo mi się podoba. Miałem kontakt jedynie z "czwórką" z CDA i chyba do niej powrócę, bo jej nie skończyłem.
0 kudosDuchLuk   @   09:45, 13.12.2013
Cytat: sebogothic
Fajnie, że gra udana bo lubię przygodówki w takim staroszkolnym stylu. Wizualnie bardzo mi się podoba. Miałem kontakt jedynie z "czwórką" z CDA i chyba do niej powrócę, bo jej nie skończyłem.

Lepiej sięgnij bo pierwszą i drugą część - nie zawiedziesz się, historia i klimat jest genialny. Jakiś czas temu wyszły wersje reżyserskie obu gier (a przynajmniej jedynki), sam nie grałem, ale podobno nieźle rozbudowują pierwowzory, no i bez problemu działąją na obecnych kompach Dumny
0 kudosUxon   @   16:58, 13.12.2013
@DuchLuk Jedynka i dwójka jest już zremasterowana, jakiś czas temu ograłem obie części i jest fajnie przełożony duch tych obu klasyków (oczywiście bez ingerencji w gameplay) na dzisiejsze standardy. Grałem na androidzie co prawda w odświeżone wersje ale przypuszczam, że na PC wygląda to podobnie. Świetna robota ogólnie, właśnie tak powinny wyglądać remastery.
0 kudosBoncurek   @   09:10, 14.12.2013
Mam nadzieje, że będzie taka jak dwie poprzednie czesci