Wielcy branży gier - Historia BioWare


zubal22 @ 14:25 06.06.2022
Filip "zubal22" Sudoł
Burza psia krew.

Król upada, choć powoli


W 2012 wychodzi mocno oczekiwane zwieńczenie trylogii Mass Effect. Po drugiej części, która zbierała fenomenalne recenzje, hype był skandalicznie wysoki i fani z pewnością liczyli na epicką przygodę, która przebije wszystko inne, co znaliśmy w świecie elektronicznej rozgrywki. Czy się udało? I tak, i nie. Premiera ME3 to oceny na poziomie 93/100 w wersji na X360. Wiele osób zachwycało się klimatem historii, ogromną dającą się odczuć skalą oraz jeszcze lepszym gameplayem. Swoistym smaczkiem było naprawdę fajne multi, opierająca się na trybie hordy z Gears of War, który mógł mieć pewien wpływ na tryb single. Fabuła z kolei była mocna, wybory miały znaczenie, a przy okazji, jeśli nie wykupiłeś wszystkich DLC, to była dziurawa jak ser szwajcarski, omijała masę wątków i pozostawiała ogromny niedosyt. Zupełnie poważnie, nie jestem pewien czy to była odgórna decyzja EA, czy samodzielna BioWare (chciałbym wierzyć, że nie to drugie), ale Mass Effect 3 w swojej podstawowej postaci był BARDZO wybrakowaną grą. Najlepsze jest jednak to, że wiele osób będzie się świetnie bawić, dopóki nie zakupi dodatków. Taki „Lewiatan” np. tłumaczy praktycznie samą genezę przeciwników, z którymi walczymy, a stanowi płatne rozszerzenie, zamiast stanowić integralną część głównej osi fabularnej. Takich zagrywek jest więcej i miały już (częściowo) miejsce w ME2, ale tutaj skala tego przedsięwzięcia wybiła dziurę w suficie i wyleciała w kosmos. Nie tak powinny wyglądać „rozszerzenia”. Miały oferować coś ekstra, a nie stanowić fundamentalny element opowieści. Nie powinno być tak, że bez nich jest ona po prostu wybrakowana. Paskudny proceder miał na celu przynieść większe zyski, a jednocześnie zaszkodził podstawowej wersji gry. Jest też kwestia zakończenia ME3, bo to był bardzo kontrowersyjny temat w momencie premiery gry. W opinii wielu finał psuł całą trylogię i wszystkie decyzje podjęte przez nas podczas dziesiątek godzin grania i na przestrzeni, aż trzech tytułów. Późniejsze DLC (było darmowe) nieco to naprawiło, ale niesmak u wielu pozostał.

Tuż po wydaniu Mass Effect 3 w zarządzie BioWare nastąpiła duża roszada. Dwójka założycieli – Greg Zeschuk i Rey Muzyka – oficjalnie postanowili odejść ze studia i zrezygnować z dalszej pracy w branży. Decyzja ta nie miała może kluczowego znaczenia w działaniach dewelopera jako takiego, bo ten od pewnego czasu ma już innych liderów, ale to był raczej swego rodzaju znak. Swoisty symbol tego, że Kanadyjczycy powoli zaczną schodzić z tronu, jako królowie gier cRPG i nie tyle przez brak umiejętności czy pasji, ale przez nagłe zmiany trendów, złe decyzje, problemy technologiczne, odejścia z firmy i nie tylko.


Upadek studia nie nastąpił natychmiastowo, ale każda decyzja, jak w RPG-ach, tak i w prawdziwym życiu, ma swoje konsekwencje. Jeden z ważniejszych dotyczył prac nad Dragon Age 2. Generalnie chodziło o przyszłość serii. Z jednej strony, w trakcie tworzenia „dwójki” spodziewano się, że nie dorówna ona pierwowzorowi, ale pojawiła się iskierka ambicji, by stworzyć duże, porządne DLC, które mogłoby wciągnąć grę na przysłowiowy „wyższy level”. Z drugiej strony jednak, EA zaczęło mocno promować swój nowy silnik — Frostbite’a — który miał być dedykowany głównie pod FPS-y. Mimo wszystko, perspektywa osiodłania tak potężnej technologii, by stworzyć własnego RPG-a nowej generacji, nieustannie chodziła BioWare po głowach. Pomysły były dwa: albo duży dodatek do "dwójki", albo nowa gra. Ostatecznie stanęło na tym drugim. Deweloperzy zakasali rękawy, wzięli się do roboty, a skutki ich starań gracze mieli ujrzeć już niedługo przy okazji powrotu do mrocznego świata Thedas.


Dragon Age: Inkwizycja to trzeci rozdział cyklu, który swoje korzenie ma jeszcze w serii Baldur’s Gate, a który po raz pierwszy zapowiedziano w 2012 roku. Jego wydanie przypadło na koniec listopada 2014 roku. Gra ukazała się na PC-tach, PS3, X360, a także na PS4 oraz XOne. Recenzje były pozytywne i musiały cieszyć twórców. Chwalono gameplay, grafikę, fabułę, towarzyszy, lore, muzykę oraz niezwykłe uczucie przygody, jakie towarzyszyło nam w trakcie eksploracji. Porzucono małe i szare lokacje z "dwójki", przeciwnicy stali się bardziej różnorodni, powróciły smoki, a sam wątek fabularny był nasycony patosem... aż po brzegi.

Nie było jednak idealnie. Inkwizycji oberwało się za sporą liczbę bugów, średnio angażujący początek gry, problemy ze sterowaniem na PC, a także generyczne questy oraz aktywności, z których niewiele było naprawdę interesujących i dobrze napisanych. Nadal jednak była to świetna gra, najlepiej sprzedająca się w historii studia, a także laureatka gali The Game Awards w kategorii Gry Roku! Super to brzmi prawda? No niestety jest pewien haczyk.

A w zasadzie ogromny hak w postaci gry Wiedźmin 3: Dziki Gon. Polacy, tworząc Wieśka, dosłownie zaorali wszystkich twórców RPG-ów w konstruowaniu ciekawych otwartych światów oraz sidequestów, o czym zresztą doskonale każdy tu pewnie wie. Był to spory problem dla BioWare, bo Inkwizycja mimo posiadania świetnego wątku głównego, dobrego gameplayu czy dającej się polubić ekipy, została po premierze Dzikiego Gonu zrównana z ziemią przez wielu graczy, którzy po premierze dzieła CDPR zamiast nowiutkiego laureata do GOTY, widzieli w Dragon Age’u starego, niewartego uwagi i pełnego generycznej treści odgrzewanego kotleta. Słowa może na wyrost, ale trzeba przyznać, że nie całkiem bezpodstawne, co też pokazuje bezpośrednie porównanie dodatków, jakie obie firmy wydały dla "podstawek" swoich tytułów.

BioWare wypuściło do Inkwizycji trzy DLC: Szczęki Hakkona, Zstąpienie oraz Intruz. Istotny dla fabuły i naprawdę dobry jest tylko ten ostatni, a pozostałe, mimo że nie są złe, są raczej przeciętne i mogłyby być równie dobrze częścią podstawki. Intruz wybija się tym, że stanowi pełnoprawny epilog historii Inkwizycji, a ponadto nakreśla to, co może nas czekać w sequelu. Fajny patent, prawda? To teraz płać tylko dodatkowe 15 dolców za dodatkowe 6 godzin gry, które jest istotne dla zrozumienia fabuły całej serii i stanowi jej integralną całość. Ma tu miejsce ta sama sytuacja, co w ME2 czy ME3, gdzie wycina się wątki z podstawowej gry, aby posprzedawać je w formie DLC. Co w tym czasie robi CDPR? Wydaje dwa dodatki z zupełnie nowymi miejscówkami, fabułą, postaciami i ogromem zawartości, które lekko wystarczą na dodatkowe 50 godzin zabawy, stanowiąc całkowicie niezależne od podstawki doświadczenie. Wszystko to w cenie 25 dolców (za oba rozszerzenia). Różnica jest aż nadto widoczna, co źle świadczy o BioWare. Co gorsze, później sytuacja dla Kanadyjczyków wcale nie robi się przyjemniejsza.


Na konwencie Comic-Con w San Diego w 2014 roku BioWare zapowiedziało nową grę – Shadow Realms, która miała być tytułem fantasy MMORPG, z naciskiem na walkę w czteroosobowych zespołach. W tym samym roku na Gamescomie pokazano jeszcze fragmenty gameplayu, a sam odbiór tej produkcji był naprawdę dobry. Również wrażenia z rozgrywki miały być bardzo pozytywne, a recenzenci chwalili Shadow Realms za głęboki, acz przyjemny gameplay, ładną grafikę oraz opcje customizacji. Wszystko wyglądało naprawdę dobrze… aż tu nagle na początku 2015 roku, już po wydaniu Dragon Age: Inkwizycja ogłoszono, że nowa gra zostaje anulowana.

Dlaczego tak się stało? Oficjalna wersja głosi, że BioWare kieruje wszystkie siły do dalszego rozwoju Inkwizycji, nowego Mass Effecta (którym za chwilę się zajmiemy) oraz nowego IP (oj, tym też). Pomimo pozytywnego przyjęcia nowej marki, prace nad Shadow Realms muszą zostać anulowane, by twórcy mogli się skupić na innych projektach. A nieoficjalnie? Można się tylko domyślać. Krążyły m.in. pogłoski na temat tego, Shadow Realms miało być dystrybuowane w formie free-to-play, czego przeciwnikiem okazało się Electronic Arts. Pewności nie ma, ale możliwe, że to właśnie przez model biznesowy nigdy nie mieliśmy okazji ujrzeć tej gry w pełnej krasie. Fani Kanadyjczyków mieli prawo być rozczarowani, ale z drugiej strony, wkrótce mogli się znów emocjonować.


Kilka miesięcy później, bo na E3 2015, zapowiedziany został Mass Effect: Andromeda. Jak sama nazwa wskazuje i jak można się domyślić – nowa galaktyka, nowa załoga, nowy heros. Hype powoli rósł, bo Trylogia Sheparda była jedną z najlepszych przygód, jakie można było odbyć w świecie gier komputerowych, a Inkwizycja nawet po wydaniu Dzikiego Gonu uchodziła za dobry tytuł. Trzeba było tylko uzbroić się w cierpliwość. I niestety. Czas mijał, a materiałów z gry było mało. Pojawiały się co prawda rozmaite dzienniki deweloperów, ale nie pokazywano na nich zbyt wiele. Całość zdawała się jednak nabierać kształtu. Było na co czekać.

Ogłoszono potem, że Andromeda będzie dostępna do ogrania przez 10h w ramach okresu próbnego przez nowy abonament – EA Access. Wielu się ten pomysł spodobał, wielu przetestowało ten patent i… zatrzęsienie narzekań, memów czy gifów z gry było ogromne. Gromy biły ze wszystkich stron. Obrywało się fabule, towarzyszom, optymalizacji, mimice twarzy NPC-ów, technikaliom, po prostu wszystkiemu! Absolutnie widać było, że BioWare udostępniło swoją grę za wcześnie i wymaga ona jeszcze kilku miesięcy pracy, aby była w stanie pełnej grywalności. Wszelkie poprawki nie miały jednak wtedy znaczenia, bo studio przegrało już tę walkę i nie miało szans zatryumfować nad szyderstwami Internetu. Ogólny obraz gry nie do końca był jednak taki, jak mogłoby się wydawać.

W marcu 2017 roku na systemy PS4, XOne oraz PC debiutuje Mass Effect: Andromeda. Oceny? W wersji na PS4 71/100, co w tamtym momencie uczyniło ją również najgorzej ocenianą produkcją BioWare w dziejach. Bardzo spolaryzowane opinie, z których część chwali pewne elementy, inne je ganią. Są też tacy gracze, którzy w sumie sami nie wiedzą, co chcą o niej powiedzieć. Z czasem twórcom udało się poradzić z większością trapiących grę problemów, ale opinia wielu graczy i fanów pozostała w dużej mierze ta sama – Andromeda jest grą niezłą, ale nie dorównuje oryginalnej trylogii.

Problem był głównie w studiu, które stało za stworzeniem Andromedy: BioWare Montreal. Młody oddział firmy, który wcześniej odpowiedzialny był głównie za tryb multiplayer do ME3. Brak doświadczenia z Frostbitem, brak jednej koncepcji na fabułę i zmienianie jej co jakiś czas podczas trwania cyklu produkcyjnego, ciągłe zwolnienia, presja. Wszystko to sprawiło, że Andromeda taka, jaką znamy obecnie, powstawała prawdopodobnie mniej więcej od 2015 roku. Oddział był jednak pewny swego. Zlecono także wewnętrzne recenzje gry, które jednak nie przygotowały nikogo na to, co miało nadejść (około 10 oczek mniej w średniej ocen, w stosunku do tych przewidywanych), a potem była już tylko panika, naprawianie gry oraz porzucenie planów na DLC. Samo BioWare Montreal zaś niedługo później przestało istnieć. Oddział ten wchłonęło EA Motive, a serię Mass Effect zamrożono. Na czym teraz mogli się skupić Kanadyjczycy? W imię ówczesnej dewizy EA, która mówi, że nikt już nie gra w gry singleplayer, można iść tylko w jedno. Grę-usługę.

Sprawdź także:

Baldur's Gate II: Cienie Amn

Premiera: 22 września 2000
PC

Baldur's Gate II: Shadows of Amn. Przenieś się w miejsce, gdzie czekają Cię niesamowite przygody, heroiczne walki z przerażającymi bestiami oraz niezliczone wyprawy poprz...

Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudospetrucci109   @   23:02, 07.06.2022
Ja czekam z niecierpliwością na nowego Mass Effecta (jak zawsze). Każdy może mieć gorszy okres. Trzymam kciuki za BioWare i ich kolejne gry.
0 kudosBarbarella.   @   07:00, 08.06.2022
Wrota Balduru jakoś mnie ominęły , nie przepadam za izometrykami . Polski dubbing za to faktycznie budzi szacunek , swoją drogą ciekawa jestem czy panowie Fronczewski , Kobuszewski , Opania , Zborowski czy Kowalewski grali kiedyś w jakąś grę komputerową ?
Moją pierwszą grą od BioWare była Jade Empire i miło ją wspominam , szkoda że już trochę zapomniana. No a ME i Dragon Age to wiadomo , trzeba zagrać nawet jeżeli przy którejś części zaliczyli spadek formy. Z tym że bardziej czekam na jakieś nowe projekty , pomysły , nowe uniwersum , nową fabułę niż na kontynuacje uznanych hitów.
0 kudosfebra1976   @   11:23, 08.06.2022
UP. Z aktorów i zapalonych graczy kojarzę tylko pana Kazimierza Kaczora, w bodajże w cywilizację gra/ grał.
0 kudosMaterdea   @   17:27, 08.06.2022
Nowy Mass Effect i Dragon Age: Dreadwolf - wóz albo przewód. Takie mam wrażenie. Innej opcji, jak gloria albo zniknięcie w niesławie, nie przewiduję. Wydaje mi się też, że współczesnemu BioWare'owi połączenie z EA więcej zabrało niż dało (patrząc ogólnie i oględnie). Może to tylko złudzenie, sam już nie wiem. Szczęśliwy
0 kudoslogan23   @   22:23, 08.06.2022
Zobaczymy czy finałem będzie zniknięcie Bioware definitywnie, czy jednak się podniosą.
1 kudosshuwar   @   11:18, 10.06.2022
No proszę... w artykule znalazłem kilka filmów o DA i ME, których do tej pory nie widziałem.
Ja baaardzo dobrze wspominam zarówno ME trylogię, jak i DA. Trochę krzywdzące jest zestawianie Bioware z Redami... którzy chwilę później zrobili podobne błędy. Patrząc na to, co Redzi zrobili z Cyberpunkiem mam wrażenie, że te obydwie historie są do siebie podobne, tylko przesunięte w czasie.

Obecnie, już bez podniety czekam sobie cierpliwie na nowe DA i ME. Jak będą hity, to dobrze, jak nie... trudno.
Dodaj Odpowiedź