Halo: The Master Chief Collection (Xbox One) - okladka

Halo: The Master Chief Collection (Xbox One)

Premiera:
11 listopada 2014
Premiera PL:
11 listopada 2014
Platformy:
Gatunek:
Strzelanka
Język:
Producent:
Dystrybutor:
Strona:

ObserwujMam (2)Gram (1)Ukończone (1)Kupię (1)

Opis Halo: The Master Chief Collection (Xbox One)
Materdea @ 16:47 10.06.2014
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Wielbiciel literatury przez małe p, gier przez duże G, a także muzyki (tu już bez wyróżnień). Do tego klasyczna męska elegancja, savouir-vivre i szeroko pojęta estetyka. Kontakt: m.trochonowicz@miastogier.pl

Śr. długość gry: 250h 59min

+ czaswięcej

Halo: The Master Chief Collection to zestaw odświeżonych i poprawionych pod względem technologicznym pięciu głównych części serii Halo - Combat Evolved, Halo 2, Halo 3, Halo 3: ODST oraz Halo 4. Za remasterem stoi studio odpowiedzialne za "czwórkę" oraz "piątkę", które przejęło schedę po Bungie, ojcach marki - 343 Industries.

Tytuły w Halo: The Master Chief Collection różnią się od oryginałów przede wszystkim nową oprawą wizualną w rozdzielczości 1080p. Rozgrywka nie została poddana liftingowi. Niemniej jednak produkcje z osobna otrzymały wsparcie dla swoich trybów multiplayer, również oferując odrestaurowane mapy.

PEGI: Od 16 latZawiera przemocZawiera kontrolowane rozgrywki sieciowe
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosguy_fawkes   @   08:14, 26.02.2020
Od jakiegoś czasu mocno mnie ciągnęło w stronę Halo. Co prawda kilka lat temu jeszcze na oryginalnym Xboksie ogarnąłem początek serii oraz dwójkę, ale mam wrażenie, że potraktowałem je wtedy po macoszemu. Wrażenie jest tym silniejsze, że niedawno przeszedłem znów zremasterowane Combat Evolved w wydaniu Master Chief Collection.

Posiadacze konsol Sony swego czasu byli wręcz zasypywani leniwymi remasterami HD hitów z PS2, gdzie tylko podbito rozdzielczość i framerate (choć nie zawsze się udało nawet to...) oraz dodano trofea. Tymczasem Halo w wersji Anniversary wręcz miażdży te herezje pokazując, jak się to robi z sensem i należytym szacunkiem dla konsumenta. Geometria poziomów nie uległa zmianie (trochę szkoda, bo ich projekt to akurat słabszy punkt gry), ale wygląd już zdecydowanie tak. Całość hula na hybrydowym silniku, który w dowolnym momencie umożliwia przełączenie na oryginał - i tak skonfrontowane z oryginałem od Bungie dzieło 343 Industries zachwyca. Trzeba pamiętać, że to standardy jeszcze poprzedniej generacji (w końcu pierwotnie edycja Anniversary ukazała się na X360), a konkretnie technologia z Halo: Reach.

Lata temu marudziłem na strukturę poziomów - rzeczywiście kilometry identycznych korytarzy to kiepski pomysł, choć już wtedy autorzy próbowali temu zaradzić, stawiając gdzieniegdzie strzałki jak w Ikei (oczywiście należycie wkomponowane w stylistykę leveli), zaś Anniversary jeszcze mnoży ich ilość, więc od biedy trochę trudniej stracić orientację.

Na otwartych przestrzeniach gra się zdecydowanie przyjemniej, choć tu czasem doskwiera nawigacja. Pojazdy zmieniają reguły gry, choć głównie Ghosty i Banshee Covenantów, ponieważ prowadzenie ludzkiego Warthoga to w tej części utrapienie - a tymczasem pod koniec trzeba się z nim sporo pomęczyć.

Kiedyś narzekałem na inteligencję przeciwników, ale teraz baczniej ich obserwowałem. Rzeczywiście, w oczy rzucają się głupie, panikujące Unggoye, choć Elitarni dużo lepiej zachowują się podczas walki. Przy okazji zacząłem też zgłębiać samo uniwersum i traktować je o wiele poważniej, niż lata temu. Mimo szerokiej palety barw i momentów służących rozładowaniu atmosfery, Halo mimo wszystko utrzymuje poważny ton, bo przecież ludzkość nieustannie zbiera cięgi od dużo bardziej zaawansowanego technologicznie adwersarza. Sam Master Chief raczej nie strzępi języka, choć w gąszczu niemych protagonistów wielu gier akcji i tak się wyróżnia.

W Polsce Halo nie ma zbyt dużego fandomu, co też stanowi wypadkową popularności samego Xboksa. Tym niemniej zaczęło mi się podobać i cieszę się, że w Game Passie znalazło się właśnie MCC (700 osiągnięć...!), a także nieobecne w niej pierwotnie Reach, ODST oraz Halo Wars i Spartan Assault, co pozwala nadrobić całą serię na jednej konsoli. Nie powinno to być spektakularnie czasochłonne, bo w chwili, gdy piszę te słowa, kończę już dwójkę.

EDIT: Po jedynce od razu zabrałem się za zremasterowaną dwójkę, która jeszcze mocniej podnosi poprzeczkę jakościową - hula na 2 silnikach jednocześnie, zaś wszelkie przerywniki filmowe zrobiono całkowicie od nowa i porażają jakością, przywodząc na myśl to, co oferuje Blizzard, a nawet lepiej. Co ciekawe, nawet w ich trakcie można się przełączyć na pierwotne cutscenki, co jeszcze bardziej potęguje zachwyt. Audio też wzbogacono i to na pewno w zupełnie przeciwnym, lepszym kierunku, niż w Silent Hillach HD. ;)

W sequel gra się przyjemniej, bowiem poprawiono nieco lokacje - nieco, bo nadal panuje tu syndrom biegania po tych samych, ciągnących się kilometrami, korytarzach. Istotny nowy ficzer stanowi możliwość korzystania z 2, nawet różnych, broni jednocześnie. Pojawia się także średni w działaniu karabinek z lunetką, choć dziwi mnie brak podstawowego oręża Master Chiefa z części pierwszej.

Abstrahując od rozgrywki, dwójka jeszcze mocniej wprowadza w arkana uniwersum - okazuje się, że Mass Effect wcale nie miał tak oryginalnego pomysłu na siebie, jak się może wydawać i już Halo przyniosło ze sobą koncept prastarej rasy, jej zaawansowanej technologii i zagrożenia dla życia we wszechświecie. Szczegółów zdradzać nie będę, ale wrażenia są trochę zbliżone, jak przy MGS1 - super, dopóki się nie pozna MG2. ;)

Szkoda tylko, że choć zadano sobie trud zintegrowania w jednego molocha wszystkich kampanii shooterowych odsłon serii, a także map do multi, nie pokuszono się przy okazji o ujednolicenie wersji językowej. I tak menusy są po polsku, cele misji na ekranie pauzy także, ale sama gra, podobnie jak jedynka, w oryginalnej, angielskiej wersji językowej. To trochę burzy odbiór całości, bo nawet kwestia obecności napisów zależy od części - jedynka ma zarówno w filmikach, jak i podczas normalnej rozgrywki, gdzie sequel ogranicza się wyłącznie do cutscen.

Jeszcze zanim dorzuciłem swoje kilka słów o Halo 2, z rozpędu zaliczyłem także trójkę. Mimo tego, że była pierwszą odsłoną serii na X360, wypada słabiej od dopieszczonych poprzedników, gdyż dotknęło jej najmniej zmian. Na duży plus zaliczam fakt, że jeszcze mocniej rozwija historię uniwersum, jak również specyficznej więzi łączącej Master Chiefa z Cortaną, seksownie upersonifikowaną sztuczną inteligencją (taa, Mass Effect znowu coś pożyczył od Halo - w tym przypadku EDI). Liczę, że kolejne elementy układanki mnie nie zawiodą, choć na razie czeka mnie odpoczynek od shooterowych części sagi w postaci Halo Wars.