Metal Gear Solid V: The Phantom Pain (Xbox One) - okladka

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain (Xbox One)

Premiera:
01 września 2015
Premiera PL:
01 września 2015
Platformy:
Gatunek:
Akcja
Język:
Producent:
Wydawca:
Dystrybutor:
Strona:

ObserwujMam (6)Gram (2)Ukończone (2)Kupię (3)

Opis Metal Gear Solid V: The Phantom Pain (Xbox One)
DevMat @ 22:47 10.06.2013

Śr. długość gry: 86h 59min

+ czaswięcej

Metal Gear Solid 5: The Phantom Pain to piąta odsłona głównej serii gier spod znaku Metal Gear Solid. Za jej opracowanie odpowiada studio Kojima Productions, z ojcem serii Hideo Kojimą na czele.

Głównym bohaterem gry jest znany fanom cyklu Naked Snake. Budzi się on w szpitalu po dziewięciu latach śpiączki, po tym jak został ciężko ranny podczas jednej w misji (wydarzenia te zostały przedstawione w części Ground Zeroes). W ich wyniku stracił on nie tylko prawie dekadę życia, ale także lewą rękę. Na domiar złego los nie oszczędza Snake'a. Osłabiony musi się wydostać z ośrodka zaatakowanego przez nieznanych zamachowców. Pomaga mu w tym jeden z pacjentów.

Całość napędzana jest przez nową wersję silnika FOX. Pozwolił on na bardzo realistyczne odwzorowanie grafiki oraz fizyki świata. Ten ostatni natomiast po raz pierwszy jest całkowicie otwarty dla gracza i pozwala wybrać własną ścieżkę zakończenia misji.


Wkład w encyklopedię mieli:   Materdea, mrPack,
Screeny z Metal Gear Solid V: The Phantom Pain (Xbox One)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosguy_fawkes   @   18:01, 29.06.2016
Sporo godzin w Afganistanie za mną, a jestem dopiero na 10. misji głównej. Rozbudowuję bazę, fultonuję, kogo się tylko da, robię misje poboczne i wracam do głównych, by zrealizować opcjonalne objectivy. Niesamowity jest fakt, że nie ma wyboru poziomu trudności i ten zależy tylko i wyłącznie od gracza - jest łatwiej, jeśli intensywnie korzystamy z kompanów i wsparcia bądź trudniej, jeśli wszystko chcemy zrobić samemu i zachować dyskrecję. Otwarty świat, całkowita nowość w serii, początkowo mnie przerażał, ale jako weteran serii, jak również innych skradanek, szybko się w nim odnalazłem.
Jak to w MGS-ach, ponownie niesamowite wrażenie robi przywiązanie do detali: kiedy kogo zdejmiemy, w co trafimy strzałką usypiającą, jak uporamy się z celem misji. Tutaj nawet rozkazanie koniowi defekacji na środku drogi (sic!) ma sens, bo przejeżdżający patrol wroga wpadnie dzięki temu w poślizg i będzie łatwiejszy do zdjęcia...
Mnóstwo frajdy daje planowanie swoich działań: dokładne zlustrowanie obozu wroga przez lornetkę, zaznaczenie przeciwników i w końcu cicha, metodyczna eliminacja każdego. I choć zabawek robiących kuku jak zwykle jest bez liku, to gra nadal premiuje żmudne, cierpliwe działanie po cichu.

Żal mi tylko trochę znacznego zmniejszenia ilości przerywników filmowych - ich ogrom i długość zawsze wyróżniały serię. W zamian mamy jeszcze mocniejszą historię, pełną naprawdę poważnych scen - zresztą wystarczy na to samo zakończenie Ground Zeroes bądź początek The Phantom Pain.

Niewątpliwie, TPP wciągnie mnie jeszcze na niezliczoną ilość godzin, bo mam ochotę znaleźć i wymaksować, co tylko się da. I dowiedzieć się wszystkiego, bowiem odsłuchiwanie taśm też potrafi rzucić nowe światło na wiele wydarzeń.
0 kudosmrPack   @   20:25, 29.06.2016
Przygotuj się w takim razie na długą przygodę, bo ja mimo 100 godzin nie wymaksowałem jeszcze wszystkiego. Misje o wyższym poziomie trudności pojawiają się trochę później. Przerywników filmowych jest co prawda mało, ale wyreżyserowane są tak dobrze, że po części rekompensuje to ich ilość. delikatne spoilery
Co do mocnych momentów, to jest ich kilka i potrafią nieźle zagrać na emocjach. Poza tym odsłuchiwanie kaset, to dobry pomysł, żeby "poskładać" fabułę w całość. Jak już przejdziesz, to będziesz wiedział o co mi chodzi Puszcza oko
0 kudosguy_fawkes   @   15:22, 13.08.2016
Faktycznie, taśmy wnoszą naprawdę sporo do fabuły. Jestem już po zakończeniu całej historii i powiem tyle: Kojima pozamiatał wszystko w promieniu kilku lat świetlnych. A najlepsze jest to, że na pierwszy rzut oka wcale się tak nie wydaje - trzeba poświęcić trochę czasu na przemyślenia, interpretację tego, co się stało i wtedy wszystko staje się jasne. Odstawienie tej gry po Chapter 1 to zbrodnia - drugi ujawnia prawdziwe oblicze The Phantom Pain. I może nie jest to tak dosłowny, ale też kapitalny MGS jak Snake Eater, ale już w Sons of Liberty Kojima pokazał, że to cykl dla ludzi myślących - i to wcale nie chodzi wyłącznie o tych, co dobrze kombinują, jak omijać przeciwników po cichu... Po grand finale warto jeszcze raz odświeżyć ostatnie sceny MGS4, bo TPP rzuca na nie nowe światło. Najbardziej mi się jednak podoba, że podobnie jak wspomniana "czwórka", to gra przede wszystkim dla fanów serii, którzy znają ją od początku - a przez tenże nie rozumiem bynajmniej pierwsze Metal Gear Solid, a oryginalne Metal Geary z MSX. Granie w TPP na zasadzie "bo to fajna skradanka" na pewno pozwala dobrze się bawić, ale tylko niepotrzebnie zamąci całą historię.

Nie da się też ukryć, że gameplayowo to najbardziej przystępna część serii - nie ma poziomów trudności, bo ten w zasadzie ustalamy sobie sami. Chcemy zrealizować wszystkie dodatkowe zadania i szybko się uwinąć, nikogo nie alarmując? To będzie wymagało zdecydowanie więcej wysiłku, niż wpadnięcie do obozu wroga z pieśnią na ustach i zrealizowanie jego podstawowego celu. Tutaj naprawdę sporo pomagają kompani, w tym pewna kobieta, do której bardzo szybko można się przekonać i w zasadzie ją niemalże pokochać.
Jedyne, co zarzucam tej gorzkiej w sumie odsłonie to trochę brak pomysłu na siebie w Chapter 2. Owszem, są kolejne misje fabularne, ale jest ich mało, a jako wypełniacz dodano znane już zadania, tylko z podkręconym poziomem trudności. I o ile to jest ok, o tyle tryb Subsistence kompletnie się tutaj nie sprawdza. Fani serii wiedzą, o co chodzi, a reszcie wystarczy wiedzieć tyle: trafiamy na teren wroga ze szczątkowym wyposażeniem i generalnie musimy je sobie zdobyć w trakcie misji. W poprzednich odsłonach cyklu było to świetne, bo miały liniowy charakter i wraz z lepszym wyposażeniem, jakie znajdowaliśmy, trafialiśmy na trudniejsze sytuacje. Tutaj nie mając praktycznie nic stajemy naprzeciwko uzbrojonych po zęby przeciwników. Poziom trudności jest przez to dużo bardziej wyśrubowany, a taki koncept zupełnie nie pasuje do epizodycznego charakteru misji, jaki znamy choćby z Peace Walkera.

Reasumując: The Phantom Pain udowadnia, po raz kolejny zresztą, że Hideo Kojima to geniusz, a jego gry są dla ludzi myślących. I bystrych.
0 kudosmrPack   @   20:28, 13.08.2016
Hideo nie zawsze podaje wszystko na tacy. Chyba właśnie przez taki, a nie inny sposób prezentacji i ten brak dosłowności niektórzy nie doceniają fabuły The Phantom Pain. Do tego trzeba dodać prawdopodobną niewiedzę o tym, że historia jest oparta o motywy z takich dzieł jak: Moby Dick - H. Melville'a, Rok 1984 - G. Orwella oraz Władca Much - W. Goldinga. W każdym razie znajomość poprzednich odsłon stworzonych przez Kojimę na przestrzeni 28 lat też w dużym stopniu pomaga zrozumieć o co chodzi w piątce i co wnosi ona do całej serii.
0 kudosguy_fawkes   @   14:31, 14.08.2016
Pewnie Ci albo podobni im ludzie twierdzą, że Dark Soulsy są pozbawione fabuły. Bo jak sam stwierdziłeś - jak coś nie jest podane na tacy, to pewnie tego nie ma. A Kojima to mistrz niedopowiedzeń. Wystarczy sobie przypomnieć falę krytyki po premierze Sons of Liberty, gdzie "fani" poczuli się oszukani, że nie grali Snakiem. A że cała gra miała jakieś przesłanie, to już ciii...
Dodaj Odpowiedź