Uncharted: Zaginione Dziedzictwo (PS4)

ObserwujMam (2)Gram (0)Ukończone (3)Kupię (3)

Recenzja gry Uncharted: Zaginione Dziedzictwo (PS4)


@ 14:19 19.08.2017
Marcin "bigboy177" Trela
Czasem coś piszę, czasem programuję, czasem projektuję, czasem robię PR, a czasem marketing... wszystko to, czego wymaga sytuacja. Uwielbiam gry, nie cierpię briefów reklamowych!

Nathana Drake'a nie ma, ale wcale go nie potrzeba. Zaginione Dziedzictwo to więcej ulubionej serii wielu graczy.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo miało być pierwotnie sporych rozmiarów rozszerzeniem dla Uncharted 4. Projekt rozrósł się jednak do tego stopnia, że deweloperzy postanowili całkowicie zmienić swoją koncepcję. Finalnie zdecydowano się więc wydać je jako swoisty spin-off, co warte podkreślenia – samodzielny, co znaczy, że niewymagający „podstawki”. Co z tego wszystkiego wyszło? Czy Naughty Dog nadal trzyma poziom? Postaramy się odpowiedzieć poniżej.

Zacząć wypada od podkreślenia tego, iż głównym bohaterem Zaginionego Dziedzictwa nie jest Nathan Drake, czyli protagonista wszystkich pozostałych odsłon cyklu. Tym razem wcielamy się w niejaką Chloe Frazer. W podróży towarzyszy jej natomiast charyzmatyczna Nadine. Dziewczyny wyruszają do Indii, a na miejscu starają się odnaleźć zaginiony dawno temu Kieł Ganeśi – cenny artefakt, który, jak się później okazuje, nie jest wyłącznie świecidełkiem.

Jako że mamy do czynienia ze spin-offem z rodowodem dodatku, deweloperzy nie opracowywali żadnych nowych mechanizmów rozgrywki. Wszystko, z czym mamy do czynienia było już w Uncharted 4: Kres Złodzieja. Jest więc dżip, nieco bardziej otwarta przestrzeń, linka osobista oraz lina podpięta do wyciągarki dżipa. Twórcy nie wymyślali niczego nowego, co jednak wcale nie należy traktować w kategorii wielkiej wady. Skoro coś działa, to jaki sens to zmieniać, prawda?

Jeśli chodzi o fabułę oraz jej założenia, szaleństwa nie ma. Na plus zaliczyłbym natomiast scenariusz. Droga, którą brniemy do finału pełna jest ciekawych miejsc, dobrze napisanych dialogów oraz całkiem interesujących zagadek. Historia rozkręca się dość wolno. Pierwsza godzina jest dość przeciętna, później robi się jednak coraz lepiej. Nadal mamy oczywiście do czynienia z tytułem w pełni liniowym, choć czwarty rozdział opowieści pozwala na większą swobodę.

Trafiamy w jego ramach do miejsca przypominającego podnóże wulkanu Uncharted 4. Na tymże obszarze mamy zająć się eksploracją kilku fortów, co natomiast powinno zaowocować otwarciem przejścia do kolejnego etapu. Ze względu na to, że teren jest bardziej otwarty, samodzielnie możemy wybrać które ruiny sprawdzimy w pierwszej kolejności, a które ogarniemy później. Poszukujemy tu też skarbów, a przy okazji tzw. żetonów. Są one nieźle ukryte, a dotarcie do nich często wymaga rozwiązania jakieś łamigłówki. Żetony otwierają nam zaś dostęp do jednego z sekretów lokacji – naszyjnika, który wibruje, kiedy znajdujemy się w pobliżu jakiegoś skarbu.

W niektórych recenzjach widziałem jakieś narzekania na ten bardziej otwarty etap. Mnie osobiście on w żaden sposób nie przeszkadzał. Świetnie różnicuje on tempo rozgrywki, a poszukiwanie rozrzuconych po nim skarbów, tudzież wspomnianych żetonów sprawiło mi mnóstwo przyjemności. Mniej więcej od niego opowieść zaczęła nabierać rumieńców, coraz mocniej utrzymując mnie przy ekranie telewizora. Siedziałem przy nim mimo lekko infantylnej fabuły, do której przyzwyczaił nas cykl (jak to jest, że przeciwnicy są zawsze przed nami, mimo że to my otwieramy drzwi i rozwiązujemy łamigłówki?!), oraz przewidywalnego zakończenia, przez około 8 godzin.


Screeny i filmy z Uncharted: Zaginione Dziedzictwo (PS4)
Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
0 kudosdarkslide16   @   12:53, 22.08.2017
Znów do Uncharted wpakowali tryb multiplayer wrr, co do reszty nie mam pytań bo to Uncharted które właśnie ogrywam zaczynając od części pierwszej Uśmiech
0 kudosbinio1   @   20:34, 23.08.2017
No i już mam na chacie i cisnę. Trzeba przyznać że oprawa zrywa czapkę