Piąta rocznica BioShock: Infinite - co dalej z serią?


Materdea @ 18:06 26.03.2018
Mateusz "Materdea" Trochonowicz
Kofeiniarz, kokainiarz, kodeiniarz.

26 marca 2018 roku minęło 5 lat od wypuszczenia ostatniej odsłony serii BioShock o podtytule Infinite. Przez ten czas było kompletnie cicho na temat potencjalnej czwartej części. Wspominamy zatem "trójkę"!

Dokładnie 26 marca 2013 roku na rynkach fizycznych i cyfrowych pojawiło się BioShock: Infinite!  Mija właśnie 5 lat od wydania ostatniej odsłony tej serii strzelanek z elementami RPG, a cztery od premiery dedykowanego jej dodatku, Burial at Sea, i prawie tyle samo od zamknięcia studia odpowiedzialnego za cały cykl – Irrational Games. Pomysłodawca, Ken Levine, odszedł zakładając własny – o wiele mniejszy niż blisko dwustuosobowy zespół – team i pracuje nad niezależną grą.

Piąta rocznica to doskonały moment na powspominanie sobie tej innej pod względem miejsca akcji części, a także podywagowanie na temat przyszłości – lub w ogóle istnienia – tej serii.

Skąd wzięła się wyjątkowość Infinite? Pierwsze dwie odsłony, wydane w - kolejno - 2007 oraz 2010 roku, lokowały nas w podwodnej utopii autorstwa Andrew Ryana – powiedzmy, że antagonisty. Po „jedynce” i „dwójce” przenosiliśmy się z morskich odmętów dosłownie pod niebiosa – „trójka” oferowała nam przygodę w mieście Kolumbia, które jest równie utopistyczne, jak doskonale znane Rapture. Niewątpliwą siłą produkcji był niezwykły klimat, który ponownie udało się wykreować – Kolumbia to miejsce przyozdobione sznytem amerykańskiego miasta z początku XX wieku, z charakterystycznymi plakatami na ścianach budynków i sielskim klimatem z propagandowych filmów (rodzinne pikniki, drzewa pełne owoców, psy beztrosko bawiące się w parku etc.).

Jednak zapowiedź gry w 2010 roku oraz pierwsze wideo z E3 2011 nie zwiastowały tak przekolorowanego i nieco przesłodzonego miasta. Tytuł na początku lansowano jako bardziej mroczny, z większą dozą brutalności (choć i tak finalny produkt był przeznaczony dla graczy powyżej 18 roku życia i to wcale nie z przypadku). W wersji z 2013 nawet po wznieceniu buntu społecznego między dwoma ugrupowaniami – Vox Populi oraz Założycielami pod przywództwem lokalnego lidera, Comstocka – środowisko nie zmienia się jednak w tak dramatycznie wyglądające pobojowisko, jak na rzeczonych materiałach wideo.

A szkoda, bo jak wiemy, mimo podobnego tonu pierwszych dwóch BioShocków, Irrational Games nie cackało się – mówiąc kolokwialnie – z ugrzecznieniem Rapture ani zmutowanych ludzi je zamieszkujących. Stworzyło podwodną metropolię naprawdę ciemną i złowrogą. Zbudowano też klimat momentami zakrawający o elementy charakterystyczne dla horrorów. Tak czy owak Kolumbia miała swój niezaprzeczalny urok, który z całą pewnością stał za niewątpliwym sukcesem tej produkcji.

Oprócz kompletnie nowego miejsca akcji, otrzymaliśmy także świeżą historię (choć nie tak bardzo oderwaną od poprzedniczek, jak mogłoby się wydawać) oraz bohatera. Jest rok 1912, a tym razem w głównej roli obsadzono Bookera DeWitta – detektywa z agencji Pinkeriot, który upaprany w długi i hazard przyjmuje zlecenie, mogące odmienić jego sytuację. Tajemniczy gość prosi o sprowadzenie jego córki – Elizabeth – z dryfującej pod chmurami Kolumbii. Zaczyna się niewinnie, przeradzając się później w prawdziwy rollercoaster.

Sprawdź także:

BioShock: Infinite

Premiera: 26 marca 2013
PC, PS3, XBOX 360

Rapture. Miejsce wymarzone dla szaleńców i geniuszy. Gdzie moralność jest pojęciem równie obcym jak światło słoneczne. Miejsce, które udowodniło, że piekło wcale nie musi...

Dodaj Odpowiedź
Komentarze (15 najnowszych):
1 kudosIgI123   @   12:42, 27.03.2018
Kurde, czekałem tak mocno na tą grę, a minęło 5 lat i wciąż nie zagrałem. Ten artykuł mi przypomniał, może czas nadrobić zaległość?
0 kudosTheCerbis   @   13:39, 27.03.2018
Mam podobnie Igi. Tyle, że nie mam kiedy nadrabiać. I jedynie w pierwszą część grałem, dwójka czeka w szafce a trójki nie mam.
0 kudosdabi132   @   14:23, 27.03.2018
Ja BioShock Infinite polecam. Fajnie opowiedziana historia, ładna grafika i przyjemne strzelanie.
0 kudosMicMus123456789   @   15:15, 27.03.2018
Gra była i jest świetna, ale DLC dopiero pokazało klasę i spowodowało opad szczęki.
1 kudoskobbold   @   19:16, 27.03.2018
@gI123 @ TheCerbis Gra bez DLC jest niekompletną historią. Znaczy jest kompletna, bo jest tak poprowadzona, że kompletnie tego się nie odczuwa ale dopiero po ograniu dodatków wyjaśnia się masa wątków pobocznych więc warto od razu zagrać w całość.
0 kudostinyLiza   @   21:50, 27.03.2018
Mam podobnie jak Wilku, tylko posiadam pełen trójpak w wersjach pudełkowych. Zanim zabiorę się za dwójkę, pewnie przypomnę sobie poprzedniczkę. Za to takim malutkim marzeniem jest zrobienie cosplayu Elizabeth :3 Może kiedyś się uda Uśmiech
0 kudosIgI123   @   22:50, 27.03.2018
Wiadomo, jak w końcu kupię Infinite to tylko z DLC w Rapture, nie zapominam o nim.
0 kudosguy_fawkes   @   21:32, 29.03.2018
Polskie wydanie BioShocka było akurat o tyle dobre, że - o ile dobrze pamietam - w zamian za brak spolszczenia dostaliśmy Season Passa, choć finalnie Infinite... i tak było po polsku. Zgadzam się - DLC niesamowicie dopełniają to uniwersum.
Samo Inifinite bardzo mi się podobało, choć nieco mniej od poprzedników. Wigory nie wykorzystały swojego potencjału w takim stopniu, jak robiły to plazmidy, ale nie można tej odsłonie odmówić klimatu. Elizabeth to poza Alyx Vance najlepszy kobiecy towarzysz w grach - bardzo ludzki, bardzo ciepły, a przy tym stanowiący przykład tego, że kompan sterowany przez AI nie musi być kulą u nogi. Do tego każde spotkanie z Songbirdem pompowało adrenalinę, chociaż jego historia też napawała smutkiem. Nie wiem, czy jest miejsce dla kolejnego takiego BioShocka po tym, jak Ken Levine poszedł na swoje, choć druga część wyszła bardzo dobrze mimo braku jego pieczy. Nie wprowadzała jednak nowego miejsca, więc to też swoje zrobiło.
Jak to dobrze, że lata temu, mimo ogromnego sceptycyzmu, przełamałem się i odpaliłem demo pierwszego BioShocka. Cudowna seria.
Dodaj Odpowiedź